Strona główna » Martin Peterka: Lepszy nigdy nie byłem! Jesteśmy agresorami, na każdym kroku. Legię też zaatakujemy!

Martin Peterka: Lepszy nigdy nie byłem! Jesteśmy agresorami, na każdym kroku. Legię też zaatakujemy!

0 komentarzy
– Rzuty wolne zaczynają się w głowie. Mam swoją rutynę. Przed oddaniem wolnego zawsze myślę tylko o jednej, tej samej rzeczy. Kilka kozłów i żadnych innych, rozpraszających myśli. Tyle, wystarcza – mówi Martin Peterka, czeski środkowy, który trafia w tym sezonie 90 procent rzutów wolnych, a z MKS Dąbrowa Górnicza szykuje się do rozpoczynającej się w czwartek walki w ćwierćfinale playoff z Legią.

Aleksandra Samborska: O ile łatwiej podchodziło się wam do niedzielnego meczu z Anwilem ze świadomością, że wasz rywal właściwie musi wygrać, a w waszym przypadku – bardziej dobrze by było?

Martin Peterka: Pewnie trochę łatwiej niż Włocławianom, bo od nich u siebie każdy oczekiwał zwycięstwa. Ale prawda jest też taka, że my w tym play-in sami na siebie też mocno naciskaliśmy. Była duża wewnętrzna presja, bo bardzo chcieliśmy wygrać z Anwilem. Wiedzieliśmy, że nie jedziemy tam tylko zagrać meczu. Powtarzaliśmy sobie, że nie po to doszliśmy tak daleko, żeby teraz, na tej ostatniej prostej przed playoff, dać wybić się z rytmu.

To, że nam mogło być ciut łatwiej niż Anwilowi, który musiał, o czym wiedziała cała liga, może świadczyć fakt, że to nasin rywale w drugiej połowie zrobili się po prostu nerwowi. Popełniali błędy, które skutkowały naszymi łatwymi punktami.

W efekcie waszego zwycięstwa z sezonem pożegnał się Ronen Ginzburg, znany ze swojej wieloletniej pracy z twoją reprezentacją Czech. Razem byliście na największych światowych i europejskich turniejach. Jaki to szkoleniowiec?

Świetny. Naprawdę, to doskonały fachowiec. Był moim pierwszym trenerem, kiedy z rodzinnych Pradubic wyjechałem do Nymburka. To było już kilkanaście lat temu. Czas leci jak szalony! Ja młody, organizacja duża i uznana. Trener Ginzburg sięgnął po mnie, zaufał mi, ściągnął mnie tam.

Z nim święciliśmy wielkie sukcesy – 6 miejsce na MŚ w Chinach 2019, gdzie najpierw w grupie pokonaliśmy Turcję i Japonię, a potem także ósmą Polskę. Awansowaliśmy wówczas na igrzyska w Tokio. Wyniku w Chinach nikt od nas nie oczekiwał, tam działa się magia! Czescy kibice przylatywali do Azji, było o nas głośno. To były piękne chwile.

Na IO spełniliśmy marzenia każdego sportowca, choć były to dziwne igrzyska – czas pandemii… Na stołówkach przedzieleni plastikiem nie mogliśmy ze sobą rozmawiać, nie mogliśmy chodzić na inne sporty. Z uwagi na zaawansowany wiek (śmiech) na kolejne mogę już nie polecieć, ale na te chwile zapracowaliśmy wspólnie z trenerem Ginzburgiem.  

Lubię go także jako człowieka, lubię jego styl pracy. We Włocławku miał zadanie uratować sezon. Słyszę, że tam całe środowisko ma wspomniane olbrzymie oczekiwania, więc na pewno nie było to dla niego zawodowo łatwe zadanie. Nigdy nie jest tak, kiedy przejmujesz zespół, którego sam nie budowałeś. Nawet jak w międzyczasie możesz kogoś dodać do składu. Ten brak awansu we Włocławku, który wszyscy widzieliśmy po meczu jak załamany był końcowym wynikiem, absolutnie nie zmienia jednak faktu, że Ginzburg to jest naprawdę bardzo dobry trener.

Mówisz o przejmowaniu drużyny w środku sezonu. Waszą też w podobnym czasie przejął trener Artur Gronek. W przypadku Dąbrowy Górniczej – maszyna odpaliła na dobre! Jak?

W naszym przypadku mieliśmy zgraną grupę, w której potrzebne były tylko drobne zmiany adaptacyjne i uruchomienie szybszej, agresywniejszej gry. Styl koszykówki, który chce grać trener Gronek pasuje do naszych indywidualnych preferencji, więc to zadziałało.

Uważam, że trener nasz pierwszy trener, Krzysztof Szablowski jest bardzo dobrym specjalistą. To on po nas sięgnął. To świetny facet, który też miał wpływ na ten awans do playoff. Natomiast finalnie MKS odpalił grając szybko.

Gracie szybko, a ty trafiasz kosmiczne 89,3 proc. rzutów z linii rzutów wolnych, co i tak jest spadkiem o 5% w porównaniu z zeszłym sezonie w Turcji! Jak na zawodnika mierzącego 205 centymetrów – to absurdalnie wysoka skuteczność! Czego uczyłbyś na treningach poświęconych poprawie rzutów wolnych graczy podkoszowych?

Przede wszystkim tego, że wszystko zaczyna się w głowie. Rzuty osobiste przede wszystkim. Mam swoją rutynę. Przed oddaniem wolnego zawsze myślę o jednej, tej samej rzeczy. Kilka kozłów i żadnych innych, rozpraszających myśli. Tyle.

Skuteczność naprawdę siedzi w głowie. Musisz znaleźć sposób, żeby się mentalnie zrelaksować i wyciszyć, gdy stoisz na linii. To możliwe, nawet jak kilka tysięcy osób krzyczy czy gwiżdże w obcej hali, życząc ci pudła. W życiu każdy zawodowy koszykarz oddaje tysiące rzutów wolnych. To chleb powszedni. Wystarczy wykorzystując tę wiedzę zrelaksować się i trafiać.

Rzutów do trafienia, nie tylko tych wolnych, masz w tym sezonie zdecydowanie więcej niż w trakcie poprzednich sezonów. Tylko w rozgrywkach 2021/2022 w Bundeslidze miałeś średnią 12 punktów na mecz, czyli podobną do tej aktualnej. Czujesz, że w wieku 31 lat rozgrywasz swój najlepszy sezon w karierze?

Tak! Szczerze mówiąc czuję, że to mój najlepszy klubowy sezon. Życie zaczyna się po 30! (śmiech)

Na tę dobrą grę składa się na to kilka czynników: gramy koszykówkę, która pasuje do mnie jako zawodnika i mamy w niej dużo pozycji, z których możemy oddawać rzuty lub kreować sytuacje do innych. Mam naprawdę świetnych kolegów z drużyny i dobrze czuję się w Dąbrowie, co jest dla mnie szalenie istotne i wpływa także na formę sportową. Świetnie w Polsce czuje się też moja rodzina. Parki, spacery, atrakcje. Bezpieczna okolica, która podoba się także mojej żonie. Jest po prostu dobrze!

Po zeszłym, nie do końca udanym, sezonie w Turcji zmieniłem charakter letniej pracy. Ciężko zasuwałem, żeby dobrze się przygotować. Dzięki temu wszystkiemu czuję się naprawdę świetnie – fizycznie i psychicznie. Koszykarsko? Nigdy nie byłem lepszy, naprawdę!

Będąc młodszy, byłem przekonany, że po trzydziestce po meczach ciało będzie mnie bolało bardziej. (śmiech)

Gdybyś miał użyć jednego słowa, które dało wam awans do fazy playoff i które ma sportowo charakteryzować was przed kolejnymi meczami byłoby to…

Agresja!

Trener Gronek o potrzebie boiskowej agresji przypomina nam na każdym kroku. Nieważne, jakie to posiadanie, który element szykowania jakiejś zagrywki – mamy być zadziorni i atakować kosz lub piłkę. Agresywnie! Jeśli jest jakiś mismatch i zyskujemy przewagę – też mamy się stawać agresorami. Bez chwili zawahania.

Jeśli idziemy z kontrą, to mamy być w niej agresywni – do samego końca, czyli do zdobycia punktów. Nie możemy grać pasywnie. W każdej minucie meczu mamy szukać szans na punkty, żeby w ostatecznym rozrachunku nie okazało się, że gdzieś jakiejś nie wykorzystaliśmy, a w efekcie tych punktów nam zabrakło.   

Te trójki Kuby Musiała we Włocławku były bardzo agresywne i na pewno też was poniosły do zwycięstwa. Jego przyjście do MKS także dodało wam sportowej jakości?

Na pewno. On i Marcin Piechowicz wykonali w meczu we Włocławku olbrzymią pracę.

Kuba Musiał to w ogóle świetny facet! Mamy naprawdę niesamowitą, braterską więź, dlatego się cieszę, że trafił w tym sezonie do MKS. Przez relację, którą zbudowaliśmy mogę dodać, że moim zdaniem na boisku wciąż się rozwija, i że czasem mógłby podejmować lepsze decyzje. Kiedy wchodzi w ten swój najlepszy tryb, potrafi dobrze rozgrywać, świetnie broni i bierze na siebie odpowiedzialne rzuty, które może trafiać.

A poza tym – umie grać na pianinie i to jak! Niech wam zagra po sezonie! To bardzo dobry polski koszykarz i jeszcze lepszy kolega! 

A co 31-letni koszykarski weteran, jakim jest Martin Peterka, może powiedzieć o Kubie Wojdale, o którego możliwym wyjeździe do NCAA słyszy się coraz głośniej nawet w koszykarskim Trójmieście? Ten 18-latek w waszych barwach regularnie dostaje szanse od trenera Gronka nawet w najważniejszych meczach!

Jest młodziutki, ale już potwierdza, że ma papiery na granie. W meczu w Słupsku rzucił chyba 10 punktów. Świetnie bronił, rozumie tę grę. Jego rolą jest teraz agresywna obrona, tego wymaga od niego trener i to może zaprocentować w przyszłości.

Jeśli wybierze się do NCAA, to na pewno ważna będzie świadomość, że tam koszykówka wygląda inaczej. Diametralnie inaczej. Chodzi mi o grę pod siebie kosztem tego, jak my tu w Europie systemowo i drużynowo gramy w basket. Kuba Wojdała to jednak fajny chłopak z dobrą głową do sportu, na pewno będę uważnie śledził jego poczynania.

Czesi generalnie śledzą dużo sportów, a twoje rodzinne Pardubice polskim kibicom kojarzą się z dwiema legendarnymi imprezami – hippiczną i żużlowa… Wiesz o czym mówię, prawda?

Oczywiście! Wielka Parbudicka to legendarna trasa z trudnymi przeszkodami, byłem na tych zawodach, choć tylko raz! Nieprzypadkowo w herbie Pardubic mamy konia. Co do turnieju o Złoty Kask Miasta Pardubic – jego nigdy nie widziałem, ale zwróciłem uwagę na to, że żużel jest w Polsce bardzo popularny. Chyba będę musiał się wybrać.

Ja gram w kosza, bo grali w niego moi rodzice, mój brat, ale w Pardubicach i generalnie w Czechach rządzi teraz hokej. Ludzie są bardziej zafiksowani na punkcie hokeja niż piłki nożnej, pomimo tego, że w przeciwieństwie do was uzyskaliśmy awans na nadchodzący mundial. Teraz nasza piłka ma słaby PR, kilka dni temu w derbach Pragi, w których grająca u siebie Slavia mogła już zapewnić sobie mistrzostwo, jej kibice wbiegli na murawę z racami jeszcze przed końcowym gwizdkiem, a do tego zaatakowali kilku piłkarzy Sparty. Trzy minuty od mistrzostwa! Rozumiem emocje, ale trzeba było odczekać jeszcze te trzy minuty!

Wracając do basketu i PLK – teraz przed wami przynajmniej trzy mecze z Legią. Pod koszami na pewno macie więcej centymetrów i kilogramów od rywali. Na co będziecie zwracali uwagę, chcąc zaskoczyć rywala?

Na pewno na Andrzeja Plutę, który gra świetny sezon. I na siebie w obronie, żeby pilnować tych ich szybkich i skocznych wysokich, którzy rozciągają grę. Z jednej strony może jesteśmy nieco bardziej zmęczeni, ale z drugiej pozostajemy w meczowym rytmie, a stołeczna ekipa miała dłuższą przerwę. Nasza ostatnia porażka z Legią była wysoka, to mocno nas podenerwowało – teraz piłkę mamy po swojej stronie. Jeśli chcemy awansować dalej, musimy wspiąć się na swoje koszykarskie wyżyny, bo ta Legia jest naprawdę świetna.

Pozostajemy głodni gry i zwycięstw, więc Legię też postaramy się agresywnie zaatakować. Chcemy dalej grać, a nie kończyć sezon po kolejnych trzech spotkaniach. Pierwszy mecz serii zawsze jest dobrą szansą na sprawienie niespodzianki. 

Rozmawiała Aleksandra Samborska, @aemgie