Wygłaszanym na gorąco pretensjom estońskiego trenera tak po ludzku trochę trudno się dziwić. Zastal na wykonanie ostatniej akcji miał zaledwie 1,7 sekundy. Garrison przed oddaniem rzutu decydującego o konieczności rozegrania siódmego meczu finału PLK „podparł” się jeszcze kozłem.
Ale czy oddał rzut w czasie? Tak.
Czy błyskawiczna decyzja sędziów potwierdzająca ten fakt mogła dziwić? Mogła. Zazwyczaj z tego typu sytuacjach arbitrzy decydują się na skonfrontowanie własnych odczuć z zapisem wideo.
Piotr Pastusiak, Łukasz Jankowski i Michał Charakowiecki byli jednak ewidentnie mocno pewni swego. „Rzut dekady PLK” został oddany w czasie!
– Taka jest koszykówka, nasi rywale trafili wielki rzut. Ogólnie nie byliśmy dzisiaj przygotowani na ten poziom fizyczności i atmosfery, jakie zastaliśmy. Mieliśmy bardzo słaby początek. Utrzymaliśmy się w walce o zwycięstwo, mieliśmy dobre momenty, ale to nie okazało się wystarczające. Nie możemy teraz płakać. Musimy pozostać silni i spróbować zdobyć mistrzostwo w domu – dodawał Rannula.
Bohater piątkowego meczu Conley Garrison szczerze przyznawał, że gdy piłka opuszczała jego ręce, nie był pewien czy trafi do kosza.
– To pierwszy tego typu rzut, który dzięki Bogu, trafiłem w swojej karierze – mówił 27-letni Amerykanin. – W nasze hali dzisiaj było jeszcze goręcej niż zwykle. Obie drużyny są już bardzo zmęczone. Walka toczy się dalej, jest niezwykle zacięta i teraz liczy się już tylko to, która z drużyn chce tego tytułu bardziej. Wiemy, że Legia dzisiaj mocno chciała zakończyć serię, ale to na szczęście to jeszcze nie koniec. Ostatnie słowo należało do nas – mówił Garrison.
Po zakończeniu meczu – i całego sezonu 2026/27 PLK w Zielonej Górze – kibice jeszcze długo nie opuszczali trybun hali CRS. To były dla fanów pięciokrotnego mistrza Polski po kilku ostatnich trudnych latach absolutnie magiczne chwile!
– W siódmym meczu decydująca będzie obrona i walka o zbiórki, ale w takich przypadkach zawsze łatwiej to powiedzieć, niż wykonać. Jedno jest pewne – trzeba rzucić na szalę wszystko, co się ma. Czas na odpoczynek będzie chwilę później – dodawał bohater meczu nr 6. – Nie sądzę, byśmy w tym momencie zyskali jakąś przewagę mentalną nad Legią. Mecz nr 7 jest zawsze w typie „do or die” dla obu drużyn, oznacza koniec sezonu. W takich momentach zawsze jesteś gotowy do gry – zapewniał Garrison.
– Wyobrażałem sobie, że możemy ten mecz wygrać, ale na pewno nie to, że osiągniemy to zwycięstwo w takich okolicznościach – mówił trener Zastalu Arkadiusz Miłoszewski. – Cieszymy się z tego, choć wcześniej roztrwoniliśmy nawet 16-punktową przewagę z pierwszej połowy. Do Warszawy ruszamy przywieźć mistrzostwo dla Zielonej Góry – dodawał.
Mecz nr 7 w niedzielę o godz. 19 w hali Legii na warszawskim Bemowie. Transmisja w Polsacie Sport 1.