Strona główna » Karolak: Rozumiem złość trenera Śląska. Nie rozumiem argumentu „bo to jest gracz tani?”
PLK

Karolak: Rozumiem złość trenera Śląska. Nie rozumiem argumentu „bo to jest gracz tani?”

0 komentarzy
Pierwszy mecz kolejki inaugurującej sezon 2025/26 narobił sporo apetytu na wielkie emocje, których się jednak ostatecznie nie doczekaliśmy. O kilku spotkaniach – i kilku zawodnikach też – wolałbym póki co zapomnieć. Na starcie sezonu wolę pamiętać o tym, że następna runda spotkań, choćby ze względu na trzy mecze z piątku i soboty, zapowiada się zna-ko-mi-cie.

Kamil Łączyński wracający – ramię w ramię z Jarosławem Zyskowskim i Jakubem Garbaczem! – do Włocławka?

Śląsk probujący zdobyć Wałbrzych?

Naładowane energią Dziki kontra świetnie prezentujący się Trefl?

To już za kilka dni będzie się oglądać!

A co widziałem w miniony weekend? Osiem meczów. Niby po każdym zawsze można wysnuwać jakieś wnioski. Wiele z tych na tak wczesnym etapie sezonu może okazać się jednak już po chwili przedwczesnych. Albo po prostu przestrzelonych. Trudno, spróbujmy przyjrzeć się temu jak PLK wygląda u progu sezonu 2025/26.

Na „tu i teraz„.

Zastal Zielona Góra – Górnik Zamek Książ Wałbrzych 79:86 (po dogrywce)

Czekałem na ten mecz z niecierpliwością, także ze względu na głośno zapowiadaną, relację na ligowym kanale YT. Muszę przyznać, że się nie zawiodłem. Ani meczem, ani poziomem transmisji. 

Gdy otrzymujesz za darmo produkt lepszy od tego, za którym wcześniej musiałeś płacić – i płaciłeś, bo go potrzebowałeś! – jesteś jako klient zadowolony. Po prostu. Poziom bezpłatnej transmisji na kanale ligowym był wyraźnie lepszy od tego, którym przez wiele lat raczyła nas platforma emocje.tv, pobierając 34 złotych miesięcznie. Ujęcia z kilku kamer, powtórki, lepsza dynamika przekazu. Fajnie! 

Sam mecz? Zastal wyglądał na drużynę miękką. Tej drużynie w takim składzie osobowym może po prostu brakować fizyczności. Andrzej Mazurczak robił co mógł, ale nawet jego 40 minut nie mogło zatuszować problemów gospodarzy. Oprócz niego naprawdę dobrze prezentował się Jakub Szumert. Dopiero po raz drugi w karierze w PLK zagrał ponad 27 minut. Super, nawet jeśli popełniał też błędy i spadł za pięć fauli. To może być jego przełomowy sezon. 

Górnik nie pokazał jeszcze na pewno wszystkiego, na co go stać. Więcej o jego sile będziemy mogli powiedzieć po kolejnym meczu, tym derbowym ze Śląskiem. 

Klasą samą w sobie był Tauras Jogėla. W Warszawie w turnieju o Superpuchar zaprezentował się słabo, ale w Zielonej Górze imponował. Darek Wyka wrócił do gry po kontuzji i grał jak na siebie przeciętnie, ale samymi rozmiarami, zajmując mnóstwo miejsca pod koszem, stanowił problem dla lżejszego Zastalu. 

Mam wrażenie, że w Zielonej Górze nie widzieliśmy jednak jeszcze Górnika w najlepszej formie, nawet jeśli Lovell Cabbil w roli jego lidera spisywał się dobrze. Powyższa uwaga to też nie jest dobra informacja dla Zastalu. 

Legia Warszawa – PGE Start Lublin 90:68

Skoncentrowana Legia to silna Legia! Mistrz Polski po wpadce w turnieju o Superpuchar przystąpił do walki świetnie przygotowany i pokazał, że podejrzenia o jego ogólnej słabości były po jednej porażce przesadzone. 

Andrzej Pluta jr był znakomity. Niesamowity progres wykonał w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Przenoszą go na półkę z napisem „ligowe gwiazdy”, koniec, kropka. 13 punktów i 9 asysty to jedno, ale ten spokój w grze, kontrola tempa, wyrażająca się na koniec cyfrą „0” w kategorii straty… Byłem po wrażeniem, EuroBasket procentuje!

Ciekaw jestem jak w dalszej części sezonu swoimi podkoszowymi obowiązkami i minutami w rotacji będzie się dzielił duet Matthias Tass/Shane Hunter. A także kiedy Jayvon Graves na dobre zacznie korzystać z tego, jak dobrego gracza w postaci Pluty ma obok siebie. I wzajemnie. 

Jeszcze jedno o Legii – jej ławka wygląda bardzo solidnie. Z Maksymilianem Wilczkiem włącznie. 

Start? Ten nieco dziwny – chyba lekko przekorny – uśmiech trenera Wojciecha Kamińskiego po meczu mówił wiele. Kilka dni po wielkim sukcesie, jakim było zdobycie Superpucharu, jego drużyna zagrała w stylu „kto ma piłkę ten kozłuje, a później się zobaczy”. Niby taktyka zgodna z czasami, ale prawdziwą siłę Startu pokażą dopiero kolejne mecze. 

MKS Dąbrowa Górnicza – Energa Czarni Słupsk 83:71

Patrzyłem na zespół gospodarzy i od razu dostrzegłem w nim rękę Krzysztofa Szablowskiego. Niezła obrona, dość wyraźnie jak na początek sezonu rozpisane role i konsekwentna gra w ataku. 

Poza tym dwa spostrzeżenia. Adrian Bogucki od początku był aktywny, szybko skończył kilka akcji i już w pierwszy mecz zakończył z blokiem na koncie. Luther Muhammad to może nie jest gracz, którego byś chciał mieć w zespole jako lidera, budując skład na mistrzostwo Polski, ale gdy masz ekipę z miejsc 5.-12. to świetny koszykarz. Spokój, boiskowy spryt i szalenie pewny rzut z półdystansu – niezły pakiet umiejętności. 

Czarni? Dajmy im jeszcze chwilę, choć dobór graczy zagranicznych na pierwszy rzut oka faktycznie nie napawa optymizmem. Słupski zespół wyglądał w sobotę tak, jakby był na innym etapie przygotowań. Zupełnie jakby dopiero – używając nomenklatury sportowej – zszedł z gór i nagle zaskoczyła go informacja, że sezon startuje właśnie tu i teraz. 

Energa Trefl Sopot – Śląsk Wrocław 93:81

Sportowo zdecydowanie najlepszy mecz kolejki. Widać było w nim pomysł obu trenerów na grę oraz ich reakcje na boiskowe wydarzenie, a także dużą jakość biegających po boisku koszykarzy.

W Treflu mogłbym wyróżnić kilku zawodników, ale skoncentruję się na jednym. Mikołaj Witliński wygląda na gracza, który bez uwag Żana Tabaka i konkurencji w osobie Geoffreya Groselle’a wyraźnie odżył i w roli pierwszego środkowego może rozegrać życiowy sezon. To bez wątpienia Top 5 środkowy PLK na samym starcie sezonu. Już w Warszawie w turnieju o Superpuchar prezentował się świetnie. W starciu ze Śląskiem potwierdził, że to nie był przypadek. Przed sezonem można było się zastanawiać czy duet Witliński – Szymon Zapała ma większy sens. Przyszłość pokaże, lecz pierwsza próba ligowa wypadła obiecująco. 

Rozumiem wściekłość Ainarsa Bagatskisa, bo jego zawodnicy nie sprawiali na początku meczu wrażenia maksymalnie zdeterminowanych. Śląsk mógł przegrać i 20 punktami. Całkiem nieźle wypadli jego polscy koszykarze z Jakubem Urbaniakiem i Jakubem Niziołem, ale WKS nie będzie wygrywał, gdy Kadre Gray i Issuf Sanon będą mieli – jak w Sopocie – tyle samo asyst co strat. Sam Noah Kirkwood wszystkich dziur w grze WKS nie załata. 

Miasto Szkła Krosno – Dziki Warszawa 80:95

Chciałbym pochwalić Huberta Łałaka za odważną grę w swoim właściwym – pomijając epizody z dalszej przeszłości – debiucie w PLK. Na tym jednak dobre słowa, które mogę napisać o grze beniaminka się właściwie kończą. 

Koszykarze z Krosna nie powinni jednak zwieszać głów, bo sporo wskazuje na to, że na inaugurację przegrali z naprawdę mocnym rywalem. Dziki ogląda się z przyjemnością. Agresywnie bronią i napędzają grę. Młody, energetyczny zespół prowadzony przez trenera, którym swoim zachowaniem daje znać, że atmosfera na ławce rezerwowych to także klucz do zwycięstw. Włoski entuzjazm pasuje do Dzików, a Łukasz Frąckiewicz jest już na tym etapie swojej kariery, że przy podkoszowych graczach Miasta Szkła wyglądał w sobotni wieczór niczym profesor. 

AMW Arka Gdynia – Stal Ostrów Wielkopolski 90:83

Tercet Kamil Łączyński – Jarosław Zyskowski – Jakub Garbacz, jeśli tylko będzie zdrowy, wygra w tym sezonie Arce wiele meczów. Oni łącznie rozegrali w PLK tak wiele ważnych spotkań, nazdobywali tyle mistrzostw i tytułów MVP, że inaczej po prostu być nie może. W sporcie często dwa plus dwa daje jednak cztery. 

Mam natomiast wciąż wątpliwość czy Courtney Ramey zasłużył na to, by po świetnym skądinąd sezonie w Starcie otrzymać aż 100-procentową podwyżkę w Gdyni. OK, w meczu ze Stalą wyglądał lepiej niż dobrze – double-double na poziomie 16 punktów i 10 asyst nie było przypadkowe – ale czy to naprawdę już teraz gracz na 120 tys. dol.? Będę się przyglądał. 

Stal? Nie wypada krytykować zespołu zbudowanego za dwie dwunasta, który niemal do końca walczy o zwycięstwo. Andrzej Urban to zdolny trener. Ma nosa do wynajdywania zdolnych obcokrajowców, więc stawiam, że z obecnego zestawu też ktoś się w PLK na dłużej wybije, nawet jeśli w Ostrowie w tym sezonie nie uda się zbudować drużyny choćby na play-in. Ale poczekajmy. Dajmy tym koszykarzom potrenować ze sobą kilka tygodni. 

Arriva Polski Cukier Toruń – King Szczecin 68:77

Być może w kolejnych tygodniach zawodnik Miha Lapornik postawi eksperta Piotra Karolaka do pionu i wyprowadzi z błędu, ale oglądają niedzielny mecz nie potrafiłem zrozumieć dlaczego koszykarz tego pokroju biega 33 minuty po boisku PLK. Jasne, wielkich głupot nie robił, ale ani specjalnie nie kreował gry dla partnerów, ani sam nie groził obronie rywali. Ot, był. 

Nieco zdziwiła mnie natomiast stosunkowo niewielką rola, jaką w grze Twardych Pierników odegrał w niedzielę Mateusz Szlachetka

Skoro już mówiłem o tym, że pod względem skautingu trener Urban miewa naprawdę dobre strzały, to w niedzielny wieczór widzieliśmy w akcji jeden z lepszych. Anthony Roberts pokazał się przecież w PLK w poprzednim sezonie jeszcze w barwach Stali. W Kingu może stać się w naszej lidze kimś poważniejszym. Takich obcokrajowców w PLK chcemy oglądać – kipiących energią, z całkiem niezłymi umiejętnościami i, najpewniej, wciąż dużą dozą nieodkrytego talentu. 

Fajnie, że Maks Egner latem przeniósł się z Ostrowa do lepszej drużyny i już na „dzień dobry” świetnie w niej zafunkcjonował. On jest obecnie sportowo tam, gdzie zakopany póki co gdzieś na końcu całkiem mocnej ławki rezerwowych Dzików Krzysztof Kempa chciałby być. 

Anwil Włocławek – Tauron GTK Gliwice 93:58

Pierwsza okazja do użycia formułki „mecz się odbył, a wygrała go drużyna lepsza”. 

Nie ma sensu analizować go głębiej. Ani dla mającego mistrzowskie aspiracje Anwilu, ani dla liczącego jeszcze raz na utrzymanie GTK ten wynik niczego nie zmienia. 

I chyba nikogo specjalnie nie dziwi. 

Niech mi ktoś jednak powie po co w PLK grają tacy gracze, jak Rashuan Davis. Bo są tani? Słaby argument.