Trae Young i Anthony Davis w Washington Wizards, James Harden i Dennis Schroeder w Cleveland Cavaliers, Darius Garland w Los Angeles Clippers, Jaren Jackson Jr. w Utah Jazz, Ivica Zubac w Indiana Pacers – to najbardziej znani z graczy, którzy w ostatnich dniach transferowego okna w NBA zmienili kluby.
Drużyny najlepszej ligi świata mogły dokonywać wymian do czwartku 5 lutego. Spektakularnych transakcji przeprowadzono więcej niż można było się spodziewać, chociaż zabrakło tej, na którą najbardziej czekano – czyli transferu Giannisa Antetekounmpo. Grecki podkoszowy przynajmniej do przerwy letniej pozostał koszykarzem Milwaukee Bucks.
Wbrew oczekiwaniom – także naszym – przynależności klubowej nie zmienił również Jeremy Sochan.
Co oznacza to dla polskiego skrzydłowego?
Spurs powiedzieli „Nie”
Chociaż szefowie San Antonio Spurs pozwolili przedstawicielom Polaka na poszukiwanie nowego klubu, to gdy przyszło do podjęcia decyzji o jego transferze, oferty za niego zostały odrzucone.
„The Athletic” poinformował, że na stole były trzy – New York Knicks zaoferował w wymianie Guerschona Yabusele i Pacome’a Dadieta, Chicago Bulls Dalena Terry”ego i Juliana Phillipsa, a Phoenix Suns Nicka Richardsa.
Żadna z nich nie została sfinalizowana – w przypadku Yabusele problemem była opcja w kontrakcie pozwalająca mu przedłużyć go o kolejny rok. Można się tylko domyślać, że z kolei Terry’ego i Richardsa szefowie drużyny z San Antonio oceniali niżej niż polskiego skrzydłowego.
W rezultacie Jeremy Sochan pozostał graczem San Antonio Spurs. Według nieoficjalnych informacji nie ma tematu wykupienia jego kontraktu przez drużynę z Teksasu i zapewne do końca sezonu Polak będzie zawodnikiem Ostróg.
Co wydarzy się później?
4 minuty Sochana
W sobotnim meczu San Antonio Spurs z Dallas Mavericks, wywoływany przez kibiców Polak pojawił się na parkiecie na 4 minuty przed końcem, przy prowadzeniu jego zespołu różnicą 20 punktów – ostatecznie Spurs wygrali 138:125.
Trudno oczekiwać, żeby rola Polaka w kolejnych tygodniach uległa zmianie. W Sochana jako ważnego członka podstawowej rotacji nie wierzy trener Mitch Johnson, a walczący o jak najwyższe rozstawienie przed fazą playoff Spurs prawdopodobnie będą mieli niewiele meczów nieważnych, w których polski skrzydłowy ewentualnie mógłby otrzymać większe minuty.
Gdy latem Sochan przystąpi zatem do negocjacji nowego kontraktu w roli tzw. zastrzeżonego wolnego agenta, zainteresowanie jego osobą może okazać się niestety niewielkie.
Największą szansą Polaka pozostają kluby w przebudowie, które poszukują graczy młodych, z potencjałem do rozwinięcia swojej kariery. Jeremy Sochan w maju skończy dopiero 23 lata i takie zespoły jak Chicago Bulls, Memphis Grizzlies czy New Orleans Pelicans wciąż mogą widzieć w nim możliwy do uwolnienia potencjał.
Na pewno nie będzie wśród nich wymienianych wcześniej drużyn Utah Jazz czy Washington Wizards, które swoimi transferami w ostatnich dniach okresu transferowego dały sygnał przejścia z fazy przebudowy do grupy zespołów, które będą chciały walczyć o czołowe miejsca w swoich konferencjach.
O wielkich pieniądzach w nowym kontrakcie – jeszcze na jesieni mówiło się przecież o kwotach sięgających 15-20 milionów dolarów za sezon – polski skrzydłowy może jednak w tym momencie zapomnieć.
W lutym 2026 roku bliżej mu do zawodnika, którego kluby NBA wyceniają na wynoszące – w zależności od doświadczenia, około 2-3 miliony dolarów ligowe minimum.