poniedziałek, 26 stycznia 2026
Strona główna » Arka nawet nie wyszła z portu, Trefl zatopił ją w Gdyni. Schenk wciąż w trybie MVP!
PLK

Arka nawet nie wyszła z portu, Trefl zatopił ją w Gdyni. Schenk wciąż w trybie MVP!

0 komentarzy
Mistrzowie Polski z Sopotu po trzech kolejnych porażkach w końcu wygrali swój pierwszy oficjalny mecz w nowym sezonie, prowadząc w 44. Derbach Trójmiasta od początku do końca. Dopiero rozluźnienie w ostatnich fragmentach walki spowodowało, że Trefl pokonał Arkę na jej parkiecie „zaledwie” 97:89. Gospodarze ze świetnym Łukaszem Kolendą na czele walczyli jednak do końca.

Trefl w Derbach Trójmiasta ostatnimi czasy czuje się jak ryba w wodzie, o czym świadczy 5 zwycięstw w ostatnich 6 starciach z Arką. W sobotę, po trzech porażkach na początku sezonu w meczach o stawkę, gracza Żana Tabaka byli zmobilizowani od samego początku, by zaliczyć premierowe zwycięstwo. Rozpoczęli mecz atomowo – 6/9 zza łuku, szybka i efektowna gra oraz korzystanie z przewagi fizycznej nad rywale – to wszystko złożyło się na 34 punkty w pierwszej kwarcie i aż 20 „oczek” przewagi. Każdy z ośmiu zawodników podstawowej rotacji Trefla po 10 minutach miał już punkty na koncie. 

Obrońcy mistrzów Polski fenomenalnie wyłączyli z gry ofensywnej Jakuba Garbacza. Jedynym zawodnikiem gospodarzy, który potrafił sforsować zasieki defensywne Trefla był Łukasz Kolenda, który zdobył 10 z 14 punktów drużyny w pierwszej kwarcie.

Jakby problemów Arce było mało, trener Tabak w końcu „uruchomił” Bartosza Jankowskiego. Były gracz Czarnych trafił trzy razy z dystansu po tej samej zagrywce w bardzo krótkim odstępie czasu. Z każdą minutą sopocianie budowali coraz większą przewagę, długimi momentami po prostu bawiąc się koszykówką. “Tiki-taka” niczym Barcelona w kontratakach, festiwal “trójek” i fizyczna dominacja nad rywalami nie pozostawiały złudzeń, kto tego dnia jest lepszy.

Najbardziej dobitny dowód? 21 asyst Trefla w samej pierwszej (!) połowie. Jak ten wynik wygląda na tle ostatnich 12 sezonów PLK?

Świetnie wykorzystywany Jankowski zakończył mecz z dorobkiem 13 punktów, a kosztem Geoffreya Groselle’a w pierwszej piątce wystąpił Mikołaj Witliński. On też bezproblemowo punktował, nawet lewą ręką hakiem, czy z półdystansu – miał już 10 punktów (5/5 z gry) do przerwy. Treflowi układało się wszystko, a Arce nic. Dosłownie nic. Obrona była dziurawa jak ser szwajcarski, a ofensywa opierała się na indywidualnych popisach Kolendy (32 punkty, 9/18 z gry, 6/12 za 3). 

Po zmianie stron ekipa Artura Gronka próbowała odrabiać straty, co częściowo się jej udało. Brakowało jednak kontynuacji i przede wszystkim – lepszej defensywy. Z czystych pozycji zza łuku trafiali co chwila Jakub Schenk czy Aaron Best. MVP wiosennego finału notuje naprawdę imponujące wejście w sezon. W sobotę trafiał z dystansu jak natchniony – był niemal bezbłędny. Skończył występ z 17 punktami (5/6 za 3) i 7 asystami.

Ostatnie 10 minut w tym meczu decydowało wyłącznie o rozmiarach zwycięstwa gości i poprawieniu indywidualnych dorobków punktowych. Skorzystał z nich choćby Garbacz, trafiając dwukrotnie z trudnych pozycji z dystansu – reprezentant Polski mecz zakończył z dorobkiem 14 punktów (4/10 za 3).

Problemy ze skutecznością ma natomiast wciąż Trey McGowens, będący póki co najsłabszym ogniwem w zespole mistrza Polski. Odpuszczany na dystansie w sobotę nie trafił ani razu za 3. A próbował ambitnie – aż osiem razy! Auć.