Poprzedni sezon klubu, którego wychowankiem, a od kilku lat również właścicielem jest mistrz świata i Europy Dennis Schroeder, należał do wyjątkowo udanych. Zespół z jednym z niższych budżetów w Bundeslidze (tylko nieco ponad 2 miliony euro wydane na kontrakty koszykarzy) zajął znakomite 3. miejsce w sezonie zasadniczym BBL. Potem Lwy z Brunszwiku odpadły w ćwierćfinale z rozstawionym z szóstką Wuerzburgiem, ale ostatecznie i tak 5. miejsce w końcowej klasyfikacji było najlepszym wynikiem klubu od sezonu 2010/11.
Nic więc, że trener Jesus Ramirez (ex-King Szczecin), były już szkoleniowiec Brunszwika, został okrzyknięty najlepszym trenerem sezonu 2024/25 w Bundeslidze.
Obecne rozgrywki w niczym nie przypominają jednzk poprzednich w wykonaniu zespołu z Dolnej Saksonii. Najpierw był nieudany atak na Ligę Mistrzów (porażka 74:81 z Bursasporem w pierwszym meczu kwalifikacji), a później przyszły cztery porażki w pierwszych czterech kolejkach Bundesligi. To wyniki zdecydowanie poniżej oczekiwań.
W podstawowej rotacji rywala Anwilu znajdziemy sześciu obcokrajowców – trzech Amerykanów i trzech Europejczyków. Koszykarze zza oceanu, którzy zagrali już w tegorocznym zespole Lwów, to rezerwowy obwodowy Grant Sherfield (G, 188/26) – po udanym ostatnim sezonie w Turcji oraz mniej eksponowany w ataku, grający w Löwen drugi sezon i świetnie zadomowiony w Niemczech Chavares Flanigan (SF, 196/29). Od początku sezonu z urazem łydki zmaga się trzeci obok nich Amerykanin – Josh Hawley (PF, 202/29). Były mistrz Niemiec z Ulm (2022/23), a potem gracz ligi izraelskiej w Bnei Herzliya w Brunszwiku jeszcze nie zadebiutował.
Liderami zespołu na obwodzie są reprezentant Szwecji Barra Njie (G, 191/24) – śr. 7 pkt. i 4 as. na ostatnim EuroBaskecie oraz Niemiec Joshua Obiesie (G/F, 198/25), który w meczach kwalifikacyjnych do mundialu grywał już w reprezentacji Niemiec. Szwed jest w klubie trzeci sezon, Obiesie w poprzednim sezonie grał we francuskim Dijon i ateńskim AEK.
Wysoki skrzydłowy, Słoweniec Luka Scuka (F, 207/23) jest obok Flanigana i Njie trzecim obcokrajowcem, który grał w klubie również przed rokiem. Scuka, mający doświadczenia w EuroCup ze słoweńską Olimpiją, w sierpniu mierzył się w pamiętnym katowickim meczu z reprezentacją Polski. W całym turnieju wystąpił w czterech meczach (śr. niecałe 2 pkt. na mecz).
Na pozycji centra w pierwszej piątce w meczach Bundesligi grał Holender David N’Guessan (F/C, 206/25) – dopiero rozpoczynający zawodową karierę po pięciu latach spędzonych w NCAA (Virginia Tech i Kansas State)
Dość ważnymi postaciami w zespole są też lokalni gracze: wychowanek Alby Ferdinand Zylka (G, 191/27) i wieżowiec Philipp Hartwich (C, 218/30) – w zeszłym sezonie grający w Seawolves z Rostocka, prowadzonych przez trenera Frasunkiewicza.
Trenerem Lowen Braunschweig od tego lata jest Grek Kostas Papazoglou – długoletni asystent w klubie, który head coachem został po nieoczekiwanej rezygnacji z posady Ramireza. Papazoglou to jedyna postać w składzie i sztabie środowego rywala Anwilu, która miała związek z naszą ligą. Grek w grudniu 2006 przyjechał do Świecia jako asystent trenera Kostasa Flevarakisa i w Polpaku pracował do końca sezonu 2006/07.
Liderami zespołu w ataku są obwodowi: Njie (śr. 14 pkt., 3 as.) i nierówny Obiesie (śr. 14 pkt., 4 zb., 3 as.), który w niedzielę przeciwko Trier rzucił 25 pkt. Zespół w pierwszych czterech ligowych kolejkach zanotował więcej strat (60) niż asyst (58) i trafia tylko 7 trójek na mecz ze skutecznością poniżej 34 proc.
Właściwie to w grze drużyny greckiego trenera nic się nie zgadza: ma przedostatni atak Bundesligi (102 pkt. na 100 posiadań) i ostatnią, osiemnastą defensywę (127 pkt. traconych na 100 posiadań, rywale trafiają 44 proc. rzutów z dystansu).
Lwy z Brunszwika mają swoje problemy, ale to wciąż zespół jednej z najlepszych lig w Europie, z przedstawicielami której polskie zespoły wygrywają rzadko. Trudno oprzeć się wrażeniu, że przy niezbyt imponującym i szerokim składzie oraz problemach na początku sezonu niemiecki rywal powinien być w zasięgu zespołów polskiej ligi będących w formie. Czy Anwil może pokusić się o wyjazdowe zwycięstwo? Potencjalnie – jak najbardziej. Oceniając to wyłącznie przez pryzmat ostatniego ligowego meczu włocławian, można mieć większe wątpliwości.
Środowy mecz, mimo że rozpoczyna rywalizację w grupie F rozgrywek FIBA Europe Cup, może być bardzo ważny dla układu tabeli na koniec rozgrywek grupowych. Pamiętajmy, że absurdalny system, który od kilku lat w tym pucharze serwuje nam FIBA, sprowadza się właściwie do tego, że aby myśleć o dostaniu się do drugiej fazy grupowej, pierwszą trzeba skończyć dla pewności z bilansem 4-2 i dobrym stosunkiem małych punktów.
Anwil mając w grupie oprócz Niemców i mistrza Kosowa również faworyzowany PAOK, właściwie nie ma większego pola manewru. To samo mogą zresztą powiedzieć koszykarze i kibice z Brunszwika – każda „nieplanowana” porażka drastycznie zmniejsza szanse na wyjście z grupy.
Koszykarze Löwen Braunschweig przekonali się o tym na własnej skórze przed rokiem, zajmując drugie miejsce w grupie za plecami Tofasu Bursa, ale zaliczając wpadkę na Cyprze w meczu z Keravnosem i kończąc rozgrywki z bilansem 3-3. Okazał się zbyt słaby, by myśleć o grze w drugiej rundzie rozgrywek.
Wyjazdowe mecze Anwilu w pucharach zobaczymy na youtubowym kanale FIBA. Początek walki w środę o godz. 18.30.