Strona główna » Karolak: Siedem historii finału PLK przed meczem nr 7. Legia nie ma już przewagi, żadnej!

Karolak: Siedem historii finału PLK przed meczem nr 7. Legia nie ma już przewagi, żadnej!

0 komentarzy
Przez cały finał – trochę wbrew swoim kolegom-dziennikarzom – upierałem się, że Legia wcale nie jest żadnym murowanym faworytem finału, bardziej takim 60/40. Przed siódmym meczem w moich oczach nie jest już zupełnie żadnym faworytem walki o złoto! 

Oczywiście, że jadę do Warszawy. Zobaczę na żywo z dziennikarskich miejsc trzeci finał PLK w ciągu trzech lat. Skoro byłem w 2024 roku w Sopocie i, rzecz jasna, rok temu w Lublinie, to mogę was zapewnić o jednym – przewaga własnego parkietu tu o niczym już nie zadecyduje! 

Ale nie tylko dlatego szanse obu drużyn oceniam na klasyczne 50/50. 

Historia nr 1: Wielkie pożegnanie Pluty?

Pamiętacie jeszcze ten wielki, drugi mecz finałowy Andrzeja Pluty? Jego 9/12 z gry? 27 punktów, 9 asyst i tylko jedną stratę? To było niby tylko 11 dni temu, a trochę jakby – jednak wieczność. 

Powiedzmy sobie szczerze – od tego czasu MVP PLK gra w tym finale słabo. Ewentualnie przeciętnie, albo… niewystarczająco dobrze. Wciąż dobrze dba o piłkę (21 asyst, 7 strat), ale 12/40 z gry to nie jest skuteczność, do której nas przyzwyczaił. 

Colney Garrison mocno fizycznie Plutę naciska, a podstawowe pytanie brzmi – czy udało mu się choć trochę wejść do głowy reprezentanta Polski? Bez dobrego, pewnego siebie, podejmowanych decyzji i branych rzutów Pluty Legii będzie naprawdę ciężko wygrać w niedzielę. 

Nie jest żadną tajemnicą, że to najpewniej będzie mecz pożegnalny Andrzeja z PLK. Liga hiszpańska wzywa, czeka. Nie mam wątpliwości, że stać go na to, by pożegnać się z polskimi parkietami na – miejmy nadzieję, myśląc o rozwoju reprezentacji Polski – ładnych kilka lat w wielkim stylu. 

Historia nr 2: Wielki powrót Andrzeja Mazurczaka

Pamiętacie te „wakacje w Warszawie, wakacje w Warszawie kur…!” w wykonaniu Mazurczaka wiosną 2024 roku, gdy jego King eliminował w czwartym meczu ćwierćfinału playoff naszpikowaną gwiazdami tylu Aric Holman czy Christian Vital Legię? 

Wówczas wiedzieliśmy sportowy prime Andy’ego i ofensywne fajerwerki w jego wykonaniu. Prime był krótki. Został szybko przykryty nieudanym epizodem w kadrze i poważną kontuzją, która wyrzuciła Mazurczaka poza nawias sportu na długie miesiące. Ale tym sezonem Andy wrócił w wielkim stylu do czołówki gwiazd PLK. Nie mam wątpliwości, że w trakcie najdłuższego dnia roku będzie chciał ogłosić w Warszawie wakacje. 

Ważna sprawa: Zastal będzie miał dużo większe szanse na zwycięstwo, jeśli Mazurczak wyjdzie na parkiet agresywny, także z zamiarem zdobywania punktów! Dokładnie tak, jak we wspominanym powyżej meczu nr 4 z Legią w tej samej hali dwa lata temu.

Szczególnie w trakcie potencjalnej zaciętej końcówki Andy powinien brać więcej akcji „na siebie”. 

Historia nr 3: Czy Heiko Rannula to geniusz?  

Jeśli zdobędzie w trakcie zaledwie kilkunastomiesięcznej przygody z PLK drugi tytuł mistrzowski i – licząc dorobek z Estonii – swój piąty z rzędu, będzie mógł być traktowany jako absolutny dominator. 

Ale jeśli noga się powinie… Przecież to byłaby już jego czwarta całkiem istotna porażka w tym sezonie. Mówimy o potencjalnie całkiem poważnej rysie na szkle wizerunku trenera reprezentacji Estoni. 

Dwie porażki były mniejszego kalibru, choć na pewno szefów Legii bolały:

– wrześniowa z Treflem w półfinale rozgrywanego we własnej hali Superpucharu Polski

– lutowa z Treflem w Sosnowcu w ćwierćfinale turnieju o Puchar Polski

Jedna była wyjątkowo bolesna i tak naprawdę zawstydzająca:

– grudniowa z naprawdę słabą drużyną Heidelbergu w hali Torwaru, decydująca o przedwczesnym pożegnaniu się z Ligą Mistrzów

Gdybyśmy w niedzielę mieli zobaczyć kolejną, która zadecydowałaby o tym, że Legia zakończyłaby sezon 2025/26 z… niczym, mimo ważnego kontraktu Rannuli w Warszawie na dwa kolejne lata, mielibyśmy tu poważną wtopę. Żeby była jasność: nie sądzę, by Legia mogła się z tej umowy wycofywać, ale niesmak by pozostał. 

Historia nr 4: Czy Arkadiusz Miłoszewski to geniusz?

Siódmy mecz to już nie jest czas na opinie typu „może się uda, a może nie”, nawet jeśli piękno sportu powoduje, że o nie najłatwiej. 

Na szczęście koszykówka jest sportem całkiem wymiernym, który statystyki opisują całkiem nieźle. Nieprzypadkowo przez zdecydowaną większość czasu w pierwszych trzech meczach tej serii to Legia była na prowadzeniu. Nieprzypadkowo w trzech ostatnich meczach tej serii Zastal był przez ponad 100 minut na prowadzeniu, a Legia tylko kilkanaście. 

Arkadiusz Miłoszewski w taktycznej rywalizacji trenerów na pewno legendarne momentum ma po swojej stronie. 

Historia nr 5: Do czego używa się typów dziennikarzy?

Zabawa #SuperEkspertPLK w której dziennikarze typują wyniki wszystkich meczów PLK to oczywiście przede wszystkim wciąż zabawa, ale nie mam żadnych wątpliwości, że bywa wykorzystywana przez trenerów w szatni do mobilizowania graczy. Arkadiusz Miłoszewski sam to zresztą przyznawał, jeszcze prowadząc Kinga. 

Gdy przed tym finałem trener Zastalu dowiedział się, że 15 z 16 typujących dziennikarzy stawiało na pewne zwycięstwo Legii, musiał się szeroko uśmiechnąć. 

Zastal wciąż gra w tym finale w pozycji underdoga i to dla niego bardzo komfortowa rola!

Historia nr 6: Wielkie pożegnanie Szumerta?

On tym meczem też – też miejmy nadzieję! – na długie lata żegna się z PLK. Ostatni mecz zagra w swoim rodzinnym mieście. Wielka szansa na wielką, niezapomnianą chwilę!

Nietaktem byłoby oczekiwanie, że nagle 20-letni koszykarz weźmie na swoje barki ciężar gry swojej drużyny. Zresztą – tak naprawdę w tym finale korelacja między dobrymi występami (przynajmniej w ataku) Szumkerta a zwycięstwami Zastalu jest umiarkowana. 

Ale nie mam wątpliwości, że Szumert w składzie Zastalu to potencjalnie wielki atut drużyny gości. Krzysztof Sulima po 5-6 minutach walki w tym finale może łapać zadyszkę. Szumertowi ona nie grozi!

Historia nr 7: Płacz Lewisa i jedyna przewaga Legii

Ostatecznie o wyniku może zadecydować – jak w piątek w Zielonej Górze – jeden rzut, błysk geniuszu jednego z koszykarzy. Także i choćby Chauvaghna Lewisa, który w piątek aż podskakiwał za ławką rezerwowych w końcówce z chęci wkroczenia na parkiet, a trener Miłoszewski nic sobie z tego nie robił i stawiał na Filipa Matczaka.

Pisałem już, że trener Zastalu to świetny psycholog, być może najlepszy w ostatnich latach w PLK? Czy będę zdziwiony, jeśli „wyposzczony” Lewis w ostatnim meczu serii zagra nieco dłużej i równie dobrze jak w tym, który ją otwierał? Niekoniecznie. 

Legia nie ma moim zdaniem w niedzielę więcej szans na zwycięstwo od Zastalu, ale wciąż ma w tej serii jedną, jedyną przewagę – fizyczną. Jest po prostu zespołem większym, silniejszym. Ale czy lepszym?

Czy posiadanie dodatkowego obcokrajowca, pozostającego na trybunach, na tym etapie sezonu trenerowi Rannuli pomaga? Nie sądzę.

Czy Legia ma w swoim składzie większą liczbę graczy, którzy w decydującym momencie mogą wziąć piłkę pod pachę i zdobyć punkty na wagę tytułu? Nie jestem pewien. 

Warszawa, 21 czerwca, godz. 19 – niech się dzieje! Niech już grają!!!