Czy Jeremy Sochan jako mistrz NBA stał się najbardziej utytułowanym polskim koszykarzem w historii? Zero-jedynkowo – tak. Przecież w światowej koszykówce nie można zdobyć niczego więcej.
Marcin Gortat w 2009 roku z Orlando Magic finał NBA przegrał.
Ale to jedynie dosłowność bardzo umowna. Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie zasugeruje w tym momencie, że Sochan już teraz ma lepszą karierę w NBA od tej, którą zrobił – swoją drogą też atakowany często przez polskich kibiców poniżej pasa – Gortat. Zakończonym sezonem, mimo zdobytego mistrzostwa, Jeremy nie zrobił kroku w dobrym kierunku.
O tym wiedzą wszyscy. Jego byli szefowie z San Antonio i obecni z Nowego Jorku też.
Sam Sochan także.
No, ale ludzie – żeby próbować drzeć z Jeremy’ego łacha w TAKIEJ chwili?
„Fart jakich mało”
Po tym, jak został wypuszczony na kilka ostatnich sekund piątego meczu finału do powstrzymywania Victora Wembanyamy?
„Powstrzymał… Wemby miał czystą pozycję po zasłonie. Gdzie tu powstrzymanie. Fart jakich mało”.
Po tym, gdy – w klasyczny dla siebie, naturalny, wynikający ze swojej nigdy nie skrywanej osobowości – znalazł się kilka razy w centrum uwagi podczas mistrzowskiej fiesty Knicks w hali w San Antonio?
„Pali jakby największy miał wkład w to mistrzostwo”.
Po tym, gdy wszyscy – to chyba nie przesada – obserwujący ten finał zdawali sobie sprawę, że dla Sochana po dość głośnym rozwodzie ze Spurs ten finał miał wymiar szczególny?
„Nawet w tej ostatniej akcji dał du0y”.
Trzy powyższe komentarze wystarczą, choć w otchłani Internetu bez większego problemu mógłbym znaleźć wiele innych bardziej dosadnych.
Gdy Brown powiedział „wchodzisz”
Polak zdobył mistrzostwo NBA! Pierwszy raz w historii!!!
Nawet, jeśli sportowo w niewielkim stopniu pomagał Knicks w trakcie playoff, ale to i tak jego wielki moment.
Nie tylko dlatego, że walka o mistrzostwo to coś więcej niż jedynie punkty, zbiórki, asysty oraz sztuka zastawianie rywala. To również – w ogromym stopniu – sfera mentalna.
Sportowej bezczelności nigdy Sochanowi nie brakowało. Wemby już od jakiegoś czasu mógł w trakcie tego finału nie odbierać wiadomości od swojego kumpla i byłego kolegi klubowego.
Na „tu i teraz” Sochan po prostu wygrał. I to w wielkim – biorąc pod uwagę moment kariery, w którym się znalazł – stylu. Zdobył swój pierścień, był na parkiecie w momencie zakończenia meczu. Na tym samym boisku, na którym miał ambicje sięgać po sukcesy ze Spurs.
Cygaro palił i szampana pił w świetnie sobie znanych zakamarkach Frost Bank Center.
Wszystko w towarzystwie najbliższych, z którymi spędził większość czasu dotychczasowej kariery w NBA właśnie w San Antonio.
To musiało smakować wybornie.
Jeszcze bardziej niż zaufanie trenera obecnych mistrzów NBA Mike’a Browna, gdy ten w końcówce wciąż jednak nie do końca rozstrzygniętego meczu wskazał na Sochana palcem i powiedział „wchodzisz!’.
Gdzie dalej sportowa bezczelność zaprowadzi Sochana? Nie wiem. Ze sportowego punktu widzenia wciąż nie wyszedł z ostrego zakrętu swojej kariery. Rok temu można było domniemywać, że kolejny kontrakt w NBA podpisze o wartości kilkudziesięciu milionów dolarów. Obecnie nie ma pewności, że znajdzie klub, który zaproponuje mu więcej niż roczną umowę za ligowe minimum (2.5 mln).
Ale to temat na dalszą przyszłość. Nawet, jeśli wyjaśni się ona przynajmniej w pewnym stopniu już w trakcie najbliższego miesiąca, gdy w NBA zapadną wszystkie najważniejsze decyzje transferowo-kontraktowe dotyczące rozgrywek 2025/26.
Sochan kontra Gortat
Czy pod względem całej kariery Sochan może jeszcze zdystansować Gortata? Nie wiem.
– MG13 rozegrał w NBA 806 meczów, w których zdobywał średnio 9.9 pkt.
– Sochan wystąpił w 228, w których zdobywał średnio 9.9 pkt.
Kilka tygodni temu Jeremy skończył 23 lata, lecz fatalnie wyglądający rzut pozostaje jego ogromnym problemem.
Gortat w jego wieku rozgrywał debiutancki sezon w NBA, w którym łącznie rozegrał 6 meczów. Też zdawał się mieć wiele ograniczeń.
Porównywanie ich karier na tym etapie tej Jeremy’ego nie ma jednak o wiele więcej sensu niż złośliwe komentarze podważające skalę osiągnięcia Sochana.
Pierwszy Polak sięgnął po mistrzostwo NBA! To wielki dzień dla naszej koszykówki!! Koniec, kropka!!!