Strona główna » 53 lata wiecznych rozczarowań i koniec – New York Knicks mistrzami NBA!

53 lata wiecznych rozczarowań i koniec – New York Knicks mistrzami NBA!

0 komentarzy
45 punktów Jalena Brunsona i mistrzowski comeback New York Knicks! Historyczny mecz lidera drużyny – zdobył 45 punktów z 94 zespołu – zamknął finały NBA i dał nowojorczykom pierwszy tytuł po 53 latach oczekiwania.

New York Knicks są mistrzami NBA 2026! W piątym meczu finałów drużyna z Nowego Jorku pokonała zespół San Antonio Spurs 94:90, choć jeszcze w pierwszej połowie przegrywała dwucyfrową różnicą punktów. Bohaterem spotkania został Jalen Brunson, który zdobył aż 45 punktów i po raz kolejny udowodnił, że jest jednym z najlepszych zawodników tegorocznego playoff.

Spurs przez większość czasu kontrolowali przebieg dzisiejszego spotkania, świetne zawody rozegrał debiutant Dylan Harper, jednak końcówka należała do Knicks. 

Jak do tego doszło?

Pierwsza kwarta: Spurs wykorzystali problemy Knicks

Mecz rozpoczął się od wyrównanej gry i wymiany punkt za punkt. Pierwsze zdobyli gospodarze, ale przez kilka minut żadna z drużyn nie potrafiła wypracować większej przewagi.

Sytuacja zmieniła się w drugiej części kwarty. Spurs zaczęli skutecznie wykorzystywać błędy ofensywne Knicks, którzy mieli ogromne problemy z organizacją ataku. San Antonio przyspieszyło tempo gry, a przewaga zaczęła szybko rosnąć.

Dzięki skutecznej grze w kontrataku oraz dobrej obronie gospodarze zakończyli pierwszą kwartę prowadząc 23:13. Knicks trafili zaledwie kilka rzutów z gry, a ich ofensywa należała do najsłabszych momentów tej serii.

Druga kwarta: Harper błyszczał, ale Brunson rozpoczął pościg

Początek drugiej odsłony należał do Spurs. Victor Wembanyama już w pierwszej akcji efektownie zablokował Jose Alvarado i już w tym momencie gry miał na swoim koncie aż pięć bloków.

San Antonio Spurs rozpoczęli kwartę od serii 8:0 i wydawało się, że całkowicie kontrolują przebieg walki. W ofensywie świetnie wyglądał Dylan Harper. Debiutant imponował pewnością siebie, regularnie atakował obręcz i znajdował rozwiązania przeciwko defensywie Knicks.

W tym samym czasie coraz większą odpowiedzialność za wynik brał na siebie też Brunson. Rozgrywający Knicks zaczął seryjnie zdobywać punkty i krok po kroku odrabiał straty swojej drużyny. Na minutę przed końcem pierwszej połowy przewaga Spurs stopniała do zaledwie trzech punktów.

Ostatnie słowo należało jednak do gospodarzy. Devin Vassell trafił ważny rzut równo z syreną kończącą drugą kwartę, ustalając wynik pierwszej połowy na 42:37 dla Spurs. Brunson schodził do szatni z dorobkiem 16 punktów.

Trzecia kwarta: Brunson kontra Harper i kontrowersje

Po przerwie kibice oglądali najbardziej wyrównany fragment spotkania. Żadna z drużyn nie była w stanie zbudować większej przewagi, a na parkiecie trwała prawdziwa wymiana ciosów.

To właśnie w tej części meczu pojawiły się największe kontrowersje sędziowskie. Najwięcej emocji wzbudziła sytuacja, gdy Brunson podczas rzutu miał kontakt z obrońcą Spurs, jednak nie otrzymał gwizdka. Chwilę później kibice Knicks domagali się przewinienia ofensywnego po kolejnym starciu lidera zespołu.

Dodatkowo Mikal Bridges został uderzony w twarz podczas jednej z akcji, co również wywołało protesty ze strony nowojorskiej ławki, jednak sędziowie nie zdecydowali się na faul niesportowy. 

Mimo tych wydarzeń Brunson świetnie pokazał się w pojedynku z Harperem, mając na koncie 30 punktów po 3 kwartach i utrzymując Knicks w grze o zwycięstwo.

Czwarta kwarta: Brunson przejął finały

Ostatnie dwanaście minut okazało się pokazem indywidualnej klasy lidera Knicks.

Brunson rozpoczął kwartę od serii ważnych trafień, które pozwoliły jego drużynie całkowicie zniwelować straty. Na lekko ponad 3 minuty przed końcem meczu zespół z Nowego Jorku po raz pierwszy objął prowadzenie, a presja zaczęła przechodzić na stronę Spurs.

Najlepszy zawodnik gości zdobył aż 15 punktów w czwartej kwarcie i prowadził ofensywę swojego zespołu. Szczególnie imponujące były ostatnie dwie minuty meczu, kiedy Knicks przejęli pełną kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie, co dało im upragnione mistrzostwo. 

MVP Brunson napisał własny rozdział historii Knicks

Statystyki Jalena Brunsona najlepiej pokazują jego wpływ na przebieg meczu. Lider drużyny z Nowego Jorku zdobył aż 45 punktów na skuteczności 51 proc z gry, zaliczając najlepszy indywidualny występ zawodnika Knicks w finałach w historii organizacji. Brunson do świetnej skuteczności strzeleckiej dołożył także 3 zbiórki oraz 3 asysty, a jego walka o każde posiadanie było kluczowe dla defensywy Knicks.

Liczby są imponujące, ale jeszcze ważniejszy jest kontekst. Knicks przez większość spotkania byli zmuszeni gonić wynik. Dwaj kluczowi zawodnicy zespołu z Nowego Jorku, Karl-Anthony Towns oraz OG Anunoby bardzo szybko złapali 4 faule, co zmusiło trenera Mike’a Browna do korzystania z ławki rezerwowych. Kiedy więc Spurs budowali przewagę, Brunson odpowiadał punktami i indywidualnie próbował odrobić straty. Gdy gospodarze przez trzy kwarty kontrolowali tempo gry, Brunson przejmował kolejne akcje na swoje barki. Gdy ważyły się losy mistrzostwa w czwartej kwarcie, to właśnie on zdobywał najważniejsze punkty.

Najlepiej skalę jego występu pokazuje fakt, że reszta zespołu łącznie zdobyła zaledwie 49 punktów. Solidny występ zaliczył Bridges, który zakończył spotkanie z 14 punktami. Josh Hart dołożył 13 punktów i 11 zbiórek, a Anunoby, który przez większość meczu miał problem z faulami, spotkanie zakończył jedynie z 11 punktami, trafiając za to kluczowy rzut osobisty.

Występ Brunsona to wyjątkowy moment zarówno dla niego, jak i całej społeczności Knicks, który można analizować nie tylko przez pryzmat jego skuteczności, ale przede wszystkim wpływu na ostateczny wynik w całej serii i dowód na to, jak ciężką pracą można osiągnąć sukces. Przypomnijmy, że wybrany z 33 numerem draftu 2018 rozgrywający nie był rozpatrywany w kategorii „przyszłej gwiazdy ligi”.  Jego ciężka praca nad swoją grą oraz poświęcenie dla drużyny doprowadziła do dzisiejszego sukcesu. Lider Knicks był odpowiedzialny za odrabianie strat w każdym meczu tych finałów i przeprowadzenie drużyny przez najtrudniejsze momenty. Jego grę można podsumować krótkim słowem: MVP.

Harper udowodnił, że przyszłość może należeć do Spurs

Mimo porażki w tych finałach, Spurs też mogą patrzeć w przyszłość z dużym optymizmem.

Nie można pominąć świetnej gry Harpera, który rozegrał najlepszy mecz finałów w karierze. Debiutant nie ugiął się presji związanej z walką o mistrzostwo i przez większość spotkania był najgroźniejszym zawodnikiem Spurs. Zakończył mecz z linijką 25 punktów, 5 zbiórek oraz 4 asysty, trafiając aż 50 proc. prób zza łuku, a te statystyki nie oddają jego całkowitego zaangażowania w to spotkanie. 

Harper skutecznie atakował kosz, podejmował odpowiedzialność za ofensywę i wielokrotnie odpowiadał na kolejne trafienia Brunsona. Szczególnie imponowała jego dojrzałość w podejmowaniu decyzji oraz spokój w kluczowych momentach meczu, a jego obrona na Brunsonie oraz Harcie wywarła ogromny wpływ na grę Knicks w pierwszych trzech kwartach.

W połączeniu z Victorem Wembanyamą (19 punktów, 14 zbiórek, 5 bloków), który ponownie dominował w obronie i stanowił filar gry podkoszowej Spurs czy kolejnym solidnym występem Juliana Champagnie (14 punktów, 7 zbiórek) , Spurs pokazali, że ich projekt dopiero się rozpędza. Choć finały zakończyły się porażką, zespół z San Antonio wysłał do ligowych rywali bardzo mocny sygnał, że ma solidne fundamenty do walki o mistrzostwo w kolejnych latach.