Strona główna » Nemanja Popović: King jest mocny. Powinniśmy wygrywać – aż do samego finału!

Nemanja Popović: King jest mocny. Powinniśmy wygrywać – aż do samego finału!

0 komentarzy
Ze swoją słynną na Bałkanach narzeczoną zaręczył się nad Morskim Okiem. 700 km dalej, w Szczecinie odnalazł swój pierwszy sportowy dom poza ojczyzną. Nemanja Popović ma dopiero 24 lata, ale już jest jednym z najlepszych środkowych PLK obecnego sezonu. W rozmowie z Aleksandrą Samborską potwierdza, że King ma w tym sezonie ogromne ambicje.

Aleksandra Samborska: Jak z perspektywy kończącego się powoli sezonu zasadniczego swoją dotychczasową przygodę w ORLEN Basket Lidze ocenia niedawny MVP serbskiej ekstraklasy?

Nemanja Popović: Z mojej perspektywy – wszystko wygląda to świetnie. Sezon idzie dokładnie tak, jak sobie założyliśmy przed jego startem. Zbliżamy się do fazy playoff, a im dalej jesteśmy, tym bardziej chcemy dokręcać śrubę. Nie skupiam się na swoich indywidualnych osiągnięciach. Najważniejszym założeniem przed przeprowadzką do Polski było dla mnie zaistnieć w drużynie, która wygrywa i tego się trzymam.

Sam Szczecin też spełnia oczekiwania?

Zdecydowanie, w mieście odnalazłem się bardzo szybko. Na pewno duża w tym zasługa kolegów z drużyny. Polska ekipa szybko powitała mnie jako jednego ze swoich, za co jestem im ogromnie wdzięczny. Szczecin bardzo mi odpowiada, ludzie są tutaj świetni. Szybko poczułem się tu jak u siebie.

Prezes Krzysztof Król jest nietuzinkowy. Z takim wsparciem własnej drużyny w dresie ze strony prezesa jeszcze się nie spotkałem, ale bardzo to szanuję. To zdecydowanie jeden z najlepszych prezesów, z jakimi miałem dotychczas do czynienia.

Jeśli chodzi o Szczecin, cenię sobie też chwile dla siebie, które spędzam w Przystani Kawa i Wino.

Jesteś wychowankiem systemu belgradzkiej Crveny Zvezdy. Czego nauczył cię wiek juniora w czerwono-białych barwach?

Radzenia sobie z presją. To był bardzo wymagający i trudny czas, ale jestem przekonany, że dzięki temu wyszedłem z niego silniejszy. To klub, w którym presja otoczenia jest gigantyczna. Dzięki temu zbudowałem w sobie mentalność zwycięzcy niezbędną do powodzenia w dorosłej koszykówce. Kiedy funkcjonujesz w środowisku, gdzie absolutnie każdy oczekuje od ciebie wygranych i gdzie rywalizujesz z absolutnie najlepszymi rówieśnikami, siłą rzeczy wskakujesz na wyższy poziom. 

Jak ważna w decyzji o przeprowadzce do Polski była osoba Jovana Novaka? Rodak na pozycji rozgrywającego to duże wsparcie?

Jovan okazuje mi dużo pomocy. Wytworzyła się między nami prawdziwa chemia, mam w nim starszego brata, który bardzo mi pomaga i dużo podpowiada – koszykarsko i nie tylko. To dla mnie szczególnie ważne, bo to mój pierwszy sezon za granicą, spędzany poza Serbią. Fakt, że w składzie Kinga na sezon 2025/2026 zobaczyłem Jovana Novaka na pewno pomógł mi w podjęciu decyzji o podpisaniu kontraktu z Kingiem.

Jesteś najlepiej punktującym zawodnikiem lidera PLK. Masz dopiero 24 lata, koszykarsko się rozwijasz. Jak scharakteryzowałbyś sam siebie jako zawodnika?

OK, jestem wciąż młody, ale już nie tak bardzo! (śmiech) Nie potrafię zdefiniować siebie jako centra, na pewno mam swój styl. Lubię biegać do kontrataków, potrafię zbierać piłkę i pójść od kosza do kosza. Dobrze czuję się także w grze na low poście.

Ale na tym moje ambicje się nie kończą. W nadchodzące lato planuję skupić się na poprawie rzutu. Będę budował pewność, która umożliwi mi ich częstsze oddawanie. Także rzutów z dystansu.

Latem na pewno będziecie też świętować z Mirtą (Mirta Miller – popularna, chorwacka influencerka beauty z liczbą ponad 20 milionów obserwatorów w mediach społecznościowych – przyp. red.) zaręczyny, które miały miejsce w polskich Tatrach. W serbskich mediach odbiły się szerokim echem . Jak podobały się wam nasze góry?

Było wspaniale. Polskie góry są piękne! Zaręczyny nad Morskim Okiem planowałem od dłuższego czasu, więc bardzo, ale to bardzo się cieszę, że wszystko wyszło dokładnie tak, jak sobie wyobrażałem! A może nawet lepiej!

Życiowe spełnienie widocznie przekłada się także na twoją sportową formę! Czujesz, że Polska to dobre miejsce do rozwoju?

Bez dwóch zdań! Wiem, że w porównaniu z poprzednim sezonem szybciej i lepiej się rozwijam! PLK to świetne miejsce do zaliczenia progresu. Poza tym toczę tu naprawdę intensywne pojedynki pod koszem! Mikołaj Witliński z Trefla Sopot jest jak kamień. To jeden z najsilniejszych graczy, z jakimi przyszło mi się dotychczas mierzyć.

Nie ma co porównywać PLK z bałkańską ligą ABA. W Lidze Adriatyckiej koszykówka sprowadza się bardziej do określonych systemów. Wspólnym mianownikiem obu rozgrywek jest na pewno fizyczność. W tej materii w Polsce szybko udało mi się zaadaptować.

Właśnie takiego, fizycznego pojedynku kibice spodziewają się w piątek w Gdyni. Znacie się z Kresimirem Ljubiciciem z serbskich lub chorwackich boisk? Z czym King Szczecin jedzie do Gdyni?

Z Ljubciciem rywalizowaliśmy między sobą, gdy występowałem w belgradzkim Mega Basket. Nie sądzę jednak, żeby mnie dobrze pamiętał, bo nie spędzałem wówczas na boisku zbyt wielu minut.

Do Gdyni jedziemy po zwycięstwo. Niezbędna będzie nam koncentracja przez 40 minut. Koszykarsko na szali położyć musimy tam wszystko to, co mamy dobrego. A King ma tego naprawdę sporo, jesteśmy mocni!

Cele na ten sezon zarówno tak ja, jak i cała drużyna mamy jasno sprecyzowane – awansować do playoff, a w nim bić się jak najdłużej. Wierzę, że nas na to stać, bo jako drużyna mamy mnóstwo potencjału. Zamierzamy go udowodnić w piątek w Gdyni. Jeśli będziemy grali swoją koszykówkę i korzystali ze swoich najcenniejszych atutów, powinniśmy wygrać.

A także wygrywać później – aż do samego finału! 

Rozmawiała Aleksandra Samborska, @aemgie