Ronen Ginzburg to nie tylko bardzo doświadczony i ceniony w koszykarskim świecie szkoleniowiec, ale w tym momencie zapewne także jeden z najlepszych kandydatów, znajdujących się w zasięgu Anwilu Włocławek, jeśli ten klub ma jeszcze w bieżącym sezonie namieszać w PLK i przynajmniej częściowo zrealizować swoje wielkie ambicje.
Czy Ginzburg jest gwarancją sukcesu w sezonie 2025/26?
Oczywiście, że nie. Czy daje „szansę walki” („fighting chance” – jakoś po angielsku brzmi chyba lepiej)? Jak najbardziej!
Podpisanie przez niego z Anwilem „jednolitego” kontraktu do końca sezonu 2026/27 pokazuje też, że obie strony chcą sobie dać minimum dwie szanse na zrobienie czegoś fajnego.
Od Kijewskiego do Kemżury
Wszystkich sukcesów Izraelczyka – posiadającego również od października 2020 roku czeskie obywatelstwo – przytaczać tu nie będę, Można je było przeczytać w naszej wcześniejszej informacji na temat tego transferu.
Zresztą – czy pięć mistrzostw Czech zdobytych z Nymburkiem w roli głównego szkoleniowca, a także dodatkowe cztery w roli asystenta to takie wielkie osiągnięcie?
Porównałbym je do seryjnych sukcesów Eugeniusza Kijewskiego w roli trenera Prokomu Trefla Sopot, gdy przy ogromnej przewadze finansowej trójmiejskiego klubu nad krajową konkurencją większą sztuką było złota nie zdobyć.
Na pewno nie można jednak przejść obojętnie nad szóstym miejscem w mistrzostwach świata w 2019 roku i dziewiątym podczas rozegranych dwa lata później w Tokio igrzysk olimpijskich – to największe osiągnięcia Ginzburga z dekady (2013-23) pracy z reprezentacją naszych południowych sąsiadów. Imponujące!
Już tylko one czynią z Ginzburga jednego z najbardziej utytułowanych szkoleniowców, którzy zawitali w naszym kraju.
Jak poinformował mnie niezawodny Damian „Pokal” Puchalski – Ginzburg jest dopiero trzecim w historii PLK szkoleniowcem, który przyjeżdża do Polski, mając za sobą pracę głównego trenera podczas letnich igrzysk.
Wcześniej mogli pochwalić się tym rosyjski szkoleniowiec SKK Szczecin Jurij Selichow – prowadził reprezentację Wspólnoty Niepodległych Państw w 1992 roku w Barcelonie, a także Litwin Kestutis Kemżura, który w 2012 roku objął Asseco Prokom Gdynia tuż po zakończeniu igrzysk w Londynie. Czasy dawne, lub bardzo dawne.
Sukcesy Ginzburga z reprezentacją Czech podkreślam z jeszcze jednego powodu. Zawsze uważałem – i po latach moje zdanie w tej kwestii się nie zmieniło – że w przypadku zmian trenerów w trakcie sezonu, doświadczenie następcy z pracy z kadrą jest jego dużym plusem. Choćby dlatego, że jest on przyzwyczajony do faktu niemożności rozwiązania każdego problemu zmianą kadrową. Wiele elementów można poprawić trenerskim sprytem i pomysłem!
Jeżeli ktoś wierzy w koszykarskie stereotypy – izraelscy trenerzy w europejskim środowisku mają opinię dużych spryciarzy.
Co mówi świat?
Sukces Anwilu na polu negocjacyjnym rozmów z Ginzburgiem podkreślają moi stali zagraniczni rozmówcy, z którymi dyskutowałem na temat nowego trenera Anwilu od pojawienia się możliwości przyjścia Ginzburga do Orlen Basket Ligi.
Duże zdziwienie budzi jedynie cały proces przenoszenia sterów z czystych niczym u niemowlaka trenerskich dłoni Grzegorza Kożana w pokryte już koszykarskimi bruzdami ręce nowego szkoleniowca. Dopóki jednak prezes Łukasz Pszczółkowski, albo najlepiej sam Ronen Ginzburg nie ujawnią powodów takiego rozwiązania, możemy tylko mniej lub bardziej skutecznie spekulować, czy Anwil w tej sytuacji mógł zrobić cokolwiek lepiej.
Jednego jestem pewien – nie kupię opinii, które już gdzieś w otchłani internetu kiełkuje typu „Eeee, ten cały Ginzburg to pewnie przyjechał do Włocławka dorobić i nie będzie mu zależało”.
Jak wypada w zderzeniu z rzeczywistością? Nawet mimo niedawnego niepowodzenia w lidze japońskiej, Izraelczyk wciąż mógłby liczyć na emerytalne oferty z cieplejszych i bardziej atrakcyjnych miejscowości od Włocławka.
Za dwa lub trzy razy większe uposażenie.
W oficjalnym komunikacie o zmianie trenera władze Anwilu poinformowały, że asystentami Izraelczyka pozostaną dotychczasowi współpracownicy Grzegorza Kożana, czyli Marcin Woźniak i Akselis Vairogs. To akurat nie dziwi, gdyż nowy trener włocławskiej drużyny nie jest kojarzony z posiadaniem własnego sztabu, który przemieszczałby się za nim od lat z jednego miejsca pracy do drugiego.
Przy okazji – choć włocławscy kibice potrafią być bardzo krytyczni w stosunku do Marcina Woźniaka, to akurat jego pozostanie w roli asystenta właśnie Ginzburga od razu uważałem za coś pewnego. Dla Izraelczyka był to zapewne bardzo prosty wybór choćby z racji tego, że Woźniak był w sztabie reprezentacji Polski podczas mistrzostw świata w 2019 roku, gdy ta w meczu o miejsca 5-8 rywalizowała z reprezentacją Czech.
Dla wielu przenoszących się w nowy rejon świata szkoleniowców to byłby bardzo mocny punkt odniesienia w kontekście decyzji kogo z zastanego sztabu zostawić, a z kim się ewentualnie pożegnać.
Doctor Jekyll i Mister Hyde
O ile trenerskich umiejętności Ginzburga nikt nie podważa, to opinie o jego charakterze i osobowości bywają kompletnie sprzeczne. Powodowało to u mnie w ostatnich dniach całkiem spory ból głowy. Znacznie większy niż w czasach, gdy rysowałem sylwetkę Turka Selcuka Ernaka chwilę po podpisaniu przez niego umowy z Anwilem latem 2024 roku.
Poprzednika Grzegorza Kożana na stanowisku trenera Anwilu chwalili wszyscy. Bez wyjątku. Jego następcę – już niekoniecznie.
Nie jest żadną tajemnicą, że dużą rolę w sprowadzeniu Ginzburga odegrał Bronisław Wawrzyńczuk – w ubiegłym sezonie konsultant ds. sportowych Anwilu, a wcześniej dyrektor sportowy ukraińskiego BC Prometey, w którym pracował właśnie z izraelskim szkoleniowcem.
Latem ubiegłego roku w przestrzeni medialnej funkcjonowała tzw. „Lista Bronka”, na której znajdowali się trenerzy, których starał się pozyskać włocławski klub, zanim w ostatnich dniach czerwca 2024 roku sfinalizował transfer Ernaka. Wtedy publicznie nazwisko Ginzburga się nie przewinęło, ale skoro tydzień wcześniej podpisał on umowę z Kawasaki Brave Thunders, to można założyć, że Anwil nie był w stanie konkurować ze znacznie bogatszym klubem z Japonii.
Jakie opinie można zatem usłyszeć o Ginzburgu, rozmawiając z ludźmi ze świata koszykówki spoza Polski?
„Świetny gość”.
„Bardzo kontaktowy człowiek”
„Na pewno jest bardziej dostępny i mniej szorstki od swoich rodaków, którzy już pracowali w Polsce – Zvi Sherfa i Muliego Katzurina”.
(wzruszające)
Pojawiają się jednak też odmienne opinie.
„Zimny, wybitnie biznesowo zorientowany człowiek, który myśli tylko o sobie”.
Zdarzyło mi się także rozmawiać z trenerem, który miał w przeszłości propozycję współpracy z nowym trenerem Anwilu w roli asystenta. Zdecydowanie odmówił.
Po jednej rozmowie z nowym trenerem klubu z Włocławka. I powodem nie były na pewno kwestie taktyczne czy też finansowe.
„Nie wyobrażam sobie współpracy z takim człowiekiem” – padło tylko.
Bardziej atak niż obrona
Ronena, czy też „Neno” Ginzburga – jak jest zdrobniale nazywany w Izraelu – moi rozmówcy kwalifikują bardziej jako trenera ataku niż obrony. To szkoleniowiec, który lubi grać szybko w ofensywie i wykorzystywać naturalne umiejętności zawodników, a także ich wysoką inteligencję koszykarską.
Podkreśla się i chwali jego pomysły taktyczne, ale zauważa również, że w Nymburku mógł je realizować z bardzo dużą przewagą kadrową nad przeciwnikami. Z kolei w reprezentacji Czech polegał na znakomitym zrozumieniu duetu Tomas Satoransky – Jan Vesely, a także graczy wspomagających liderów.
Czy na to samo będzie mógł liczyć w Anwilu Włocławek?
Po raz pierwszy, choćby w minimalnym stopniu, przekonamy się o tym 3 stycznia. Wtedy to, po przeprowadzeniu kilku treningów z zespołem, Ronen Ginzburg meczem z Dzikami Warszawa zadebiutuje w Orlen Basket Lidze.
We wcześniejszych dwóch wyjazdowych spotkaniach – w Zielonej Górze z Zastalem i we Wrocławiu ze Śląskiem – włocławski zespół poprowadzi jeszcze Grzegorz Kożan.
Więcej o pomysłach taktycznych nowego szkoleniowca Anwilu zainteresowani mogą posłuchać w podcaście „Basketball Immersion”, w którym w lutym 2021 roku Ronen Ginzburg podzielił się swoją koszykarską filozofią.
Na YT można również obejrzeć jego klinikę trenerską w języku angielskim poświęconą ofensywie „up-tempo”, którą stosował w drużynie Nymburka.
Pamiętajcie: choć żaden trener nie daje gwaracji sukcesu, zatrudnienie Ronena Ginzburga to duży sukces Anwilu Włocławek!