poniedziałek, 26 stycznia 2026
Strona główna » Śląsk w roli faworyta w starciu z zespołem z Bundesligi – i to zdecydowanego!

Śląsk w roli faworyta w starciu z zespołem z Bundesligi – i to zdecydowanego!

0 komentarzy
Po kilku mniej słabszych występach i trzech pucharowych porażkach z rzędu, Śląsk staje przed świetną szansą poprawy bilansu i nastrojów. We wtorek przeciwnikiem wrocławian w hali Orbita będzie zespół Veolia Towers Hamburg. To drużyna, która pozostaje w tym sezonie bez zwycięstwa nie tylko w EuroCup. Także w Bundeslidze!

W obowiązującym formacie EuroCup polski zespół jeszcze nigdy nie był tak zdecydowanym faworytem meczu, jak to ma miejsce przed starciem 9. ekipy PLK ubiegłego sezonu i 13. zespołu minionych rozgrywek Bundesligi. Oprócz faktu, że Śląsk zwycięstwami z Neptunasem i Cluj rozbudził spore apetyty wśród swoich kibiców, nie da się nie zauważyć tego, jak fatalnie w tym sezonie spisuje się była drużyna Aleksandra Dziewy.

Bez zbędnej złośliwości – ten zespół także w EuroCup gra gorzej od ubiegłorocznego Trefla Sopot, czy Śląska z trzech wcześniejszych sezonów. Młody, niemiecki klub, który istnieje w tym wcieleniu od 2013 roku, rozgrywa zdecydowanie najgorszy sezon w Europie oraz w lidze niemieckiej w swojej historii. W sezonach 2021/22 i 2022/23 koszykarze z Hamburga wygrywali po sześć meczów w EuroCup i meldowali się w 1/8 finału. W dwóch kolejnych mieli łącznie osiem zwycięstw i odpadali po sezonie regularnym. W bieżącym sezonie, Towers przegrali wszystkie sześć meczów pucharowych, jedyny mecz Pucharu Niemiec i komplet sześciu meczów ligowych. Daje im to bilans sezonu 0–13 w oficjalnych rozgrywkach.

Ostatnim pogromcą Hamburga w Bundeslidze była drużyna z Brunszwika, która zwyciężyła pewnie (85:73), mimo że kilka dni temu wyglądała słabo – i to delikatnie ujmując – w starciu z Anwilem w FIBA Europe Cup. Gracze Towers, zamykający tabelę Bundesligi w sezonie 2025/26, serią pięciu porażek kończyli również rozgrywki 2024/25.

Oznacza to ni mniej ni więcej, że klub z Hamburga pozostaje bez zwycięstwa od 20 kwietnia i osiemnastu (!!!) kolejnych meczów.

Nie tylko na boisku, ale i w składzie drużyny z Hamburga panuje nieporządek, żeby nie powiedzieć chaos. Zmiany kadrowe, wymuszone absencje – to wszystko nie ułatwia ani pracy sztabowi, ani zrozumienia przez kibiców klarownej hierarchii i ról w zespole.

Gdybyśmy z dostępnych pod kontraktami zawodników Hamburga mieli ułożyć najmocniejszą możliwą piątkę, na papierze mogłaby ona wyglądać następująco: Amerykanie LJ Thorpe (G, 196/26), Justin Edler-Davis (G/F, 193/27) i JP Tokoto (SF, 201/32) na pozycjach obwodowych oraz Węgier Zsombor Maronka (F, 207/23) i Francuz Zacharie Perrin (F/C, 207/21) bliżej kosza.

Warto wspomnieć, że już po pierwszym ligowym meczu z gry przez kontuzję wypadł niemiecki obwodowy nigeryjskiego pochodzenia Osaro Rich (G, 188/27), a kilka dni temu drużynę opuścił amerykański strzelec Eric Reed (G, 192/25), który szybko znalazł nową pracę w Heidelbergu, w drużynie pucharowego rywala Legii.

W związku z tym obok Thorpe’a na pozycjach 1 i 2 może grać przede wszystkim Amerykanin Carlos Stewart (G, 185/22), a na pozycji rzucającego obrońcy próbowany niegdyś w reprezentacji Niemiec Kenneth Ogbe (G/F, 198/31).

Ten tercet nie robi wrażenia nawet w Bundeslidze, a co dopiero w rozgrywkach tak wymagających, jak EuroCup. Thorpe – teoretycznie mózg tego zespołu – ma za sobą nieszczególnie imponujące występy w Finlandii i na Litwie (tu oczywiście nie w topowych drużynach, a w Siauliai i Juventusie). Stewart, który dość niespodziewanie wyrasta na ofensywnego lidera Hamburga, jest debiutantem w Europie. Ogbe był natomiast częścią solidnych ekip z poziomu BCL, grywał nawet w Eurolidze w barwach Alby (jest wychowankiem berlińskiego klubu), ale wszędzie był tylko zadaniowcem, zorientowanym raczej na zadania defensywne.

Przechodząc do skrzydłowych: Edler-Davis w zeszłym roku rywalizował z polskimi zespołami w rozgrywkach ENBL w barwach Voluntari, a więc jest świetnie znany trenerowi Bagatskiskowi. To dość nietypowy gracz, mogący łatać dziury w składzie na pozycjach od 1 do 4, mający inklinacje do fizycznej gry pod obiema tablicami, mimo typowego wzrostu rzucającego obrońcy.

Tokoto to najbardziej znane nazwisko tej drużyny – skrzydłowy, który wiele lat był przydatnym graczem drużyn ligi izraelskiej, m.in. przez trzy lata w Hapoelu Tel Awiw. Miał też epizod w lidze hiszpańskiej (w Burgos). Maronka, wychowany w Hiszpanii, dwa sezony temu w poszukiwaniu minut zrobił krok w tył lądując na Litwie (Neptunas). Poprzedni sezon, będąc już w Hamburgu, stracił prawie w całości z powodu problemów z kostką.

Obok wymienionej trójki uzupełnieniem na niskim skrzydle najczęściej jest młody Niemiec Jared Grey (SF, 202/20), a na silnym kolejny z lokalnych graczy, były rezerwowy euroligowego Bayernu – Jan Niklas Wimberg (PF, 206/29), który nawet częściej od Węgra zaczyna mecze w pierwszej piątce. Silny skrzydłowy zaliczył występy (dokładnie 3 minuty) na igrzyskach olimpijskich w Tokio.

Intrygującą postacią w drużynie jest Francuz Perrin, który latem zakończył karierę w juniorskich reprezentacjach Francji – przeszedł w nich cały „szlak bojowy” i zawsze był liderem lub jednym z liderów swojego rocznika, w którym talentów przecież nie brakowało (m.in. Noah Penda czy Melvin Ajinca). W koszykówce seniorskiej Perrin zagrał dwa pełnoprawne sezony – w drugiej (Antibes) i pierwszej (Nancy) lidze Francji.

Zestaw podkoszowych oprócz francuskiego talentu uzupełniają pozyskany niedawno Martin Breunig (F/C, 203/33) – zaczynał sezon we Francji i Benedict Turudic (C, 207/28), posiadający również paszport chorwacki obok niemieckiego i grający w Hamburgu od poprzedniego sezonu.

Zespołem od 2023 roku kieruje wieloletni asystent w klubie, młody (37 lat) Benka Barloschky, który stanowisko przejął po Austriaku Raoulu Kornerze.

Formę Towers dobrze odwzorowują zaawansowane statystyki drużynowe. To 18. atak 18-zespołowej Bundesligi z zaledwie 100 zdobywanymi punktami na 100 posiadań i 18. obrona ligi niemieckiej – aż 124 punkty tracone na 100 posiadań. 20. atak 20-zespołowej stawki EuroCup (mniej niż punkt z posiadania) i 20. obrona EuroCup (znów ok. 124 pkt. tracone na 100 posiadań).

Wszystkie te wskaźniki są najgorszymi w rozgrywkach i to zdecydowanie. Między ostatnią obroną Bundesligi w wykonaniu Hamburga a przedostatnim wskaźnikiem zespołu z Brunszwika jest prawie… 10 punktów na 100 posiadań różnicy. To tyle, co pomiędzy 17. Brunszwikiem i pierwszym w Bundeslidze pod tym względem zespołem z Frankfurtu – istna przepaść, koszykarski kanion! W krajowej lidze Hamburg przegrywa mecze średnią różnicą ponad 18 punktów, w EuroCup – ponad dwudziestu.

Chaos w Hamburgu nieźle pokazują też statystyki indywidualne. W zespole wystąpiło już 15 graczy, ale tylko czterech (Edler-Davis, Perrin, Grey i Ogbe) zagrało we wszystkich meczach pucharowych i ligowych. W samym tylko EuroPucharze w zespole z Hamburga aż trzynastu różnych graczy tworzyło na parkiecie pierwsze piątki.

Jedynym graczem pod kontraktem, który w EuroCup notuje dwucyfrową średnią punktową jest Thorpe – śr. 15 pkt., 4 as., ale i 3.0 straty na mecz, Stewart i Perrin zdobywają po ok. 9 pkt., Francuz dodaje też 9 zb. na mecz. W Bundeslidze Perrin ma średnią linijkę na poziomie 12/7, a najlepszym strzelcem jest tu Stewart, który zagrał w trzech meczach z ławki i zdobył w nich łącznie 45 punktów (śr. 15), grając średnio poniżej 20 minut na mecz.

Trzecim strzelcem zespołu w Bundeslidze jest Edler-Davis z ledwie ośmioma punktami na mecz, ale dziesiąty w hierarchii Turudic ma średnią prawie 5 punktów w meczu. W przypadku drużyny wygrywającej większość meczów powiedzielibyśmy, że to szeroki i wyrównany skład oraz że każdy zawodnik może zaskoczyć. W Hamburgu po prostu nie ma komu punktować.

Śląsk staje zatem przed wielką szansą na podreperowanie bilansu z 2–4 do 3–4 i utrzymania kontaktu w tabeli z kilkoma zespołami, które walczą o miejsce w czołowej szóstce grupie A rozgrywek.

To również świetna okazja na kolejne zwycięstwo polskiego zespołu z przedstawicielem mocnych lig – uważanych za silniejsze od PLK. Takich wygranych w obecnym sezonie przedstawiciele naszej ligi zaliczyli już sześć. Śląsk i Start wygrywały z uczestnikami Ligi Adriatyckiej, Śląsk z drużyną z Litwy, Anwil i Legia z zespołami z Niemiec, a Legia także z przedstawicielem ligi greckiej.

W poprzednim sezonie polskie zespoły wygrały zaledwie dwa z 33 takich meczów, więc tegoroczne rezultaty można uznawać za co najmniej niezłe.

W meczu z takim rywalem klasy obecnego Hamburga drużyna mierząca w medale Orlen Basket Ligi nie może mieć wymówek – Śląsk powinien we wtorek po prostu wygrać. Najlepiej – przekonująco! Transmisję przeprowadzi Polsat Sport 3. Początek meczu w Hali Orbita o godz. 19.