Nie ma po nim żadnych wątpliwości, że Finlandia była zespołem od nas koszykarsko lepszym. Nieprzypadkowo w dwóch poprzednich sparingach ograła Belgię, z którą będziemy walczyli w fazie grupowej EuroBasketu 2025, różnicą aż 61 punktów.
Finowie wygrał z nami walkę o zbiórki 45:30 i aż 35 punktów uzbierali z linii rzutów wolnych. Co z tego, że Polacy zatrzymali ich na co najmniej przyzwoitej z punktu widzenia defensywy skuteczności rzutów z gry (41 proc.) i z dystansu (30 proc.), skoro i tak stracili prawie 100 punktów?
Jeśli ten mecz miał nam odpowiedzieć na pytanie, czy wobec braku Jeremiego Sochana jesteśmy przygotowani na to, by powstrzymywać największe indywidualności rywali, to przed inaugurującym EuroBasket starciem z Luką Donciciem i jego Słowenią odpowiedź otrzymaliśmy negatywną. Możemy pocieszać się tylko tym, że gwiazda Los Angeles Lakers ma wokół siebie raczej nieco słabszych partnerów niż Markkanen.
Koszykarz Utah Jazz tylko w pierwszym minutach meczu miał problemy z Michałem Sokołowskim i polską defensywą. Gdy już przełamał jej opór, nieustająco zadawał nam kolejne rany. Tego krwawienia nie byliśmy w stanie zatamować. Markkanen w dwóch meczach z Belgią zdobył 79 punktów, oddając zaledwie 36 rzutów z gry. W starciu z naszą drużyną był porównywalnie efektywny. 42 punkty z 17 rzutów z gry, 12 zbiórek i 3 bloki, a to wszystko w ciągu niespełna 24 minut.
10/17 z gry, 19/20 z linii rzutów wolnych.
Gwiazda NBA, po prostu.
Po kilku początkowych minutach ofensywnego cierpienia w wykonaniu naszej drużyny na początku pierwszej kwarty, Biało-Czerwoni też jednak na dłuższy moment rozpędzili własną ofensywę. Gdy tylko rozpoczęła się druga połowa, objęliśmy nawet prowadzenie 46:45. Gdy ostrzyliśmy sobie apetyt na ciekawy i zacięty mecz, emocje związane z wynikiem końcowym po chwili momentalnie się skończyły.
W trakcie kilku kolejnych minut rywale zdobyli 16 punktów – w tym wiele z linii rzutów wolnych – a Polacy zaledwie 1. Po błędnej decyzji sędziów nerwów na wodzy nie potrafił utrzymać Igor Milicić, ani jego podopieczni. Trener został wyrzucony przez trójkę polskich sędziów z boiska, a gra jego zespołu kompletnie się posypała.
– Sędziowie nie do końca rozumieją, po co są tutaj, to jest naprawdę żenujące. Ten mecz nie był po to, by promować sędziowskie ego, ale żebyśmy grali w koszykówkę. Czy przesadziłem ze swoim zachowaniem? Nic nie powiedziałem, nikogo nie dotknąłem, dostałem dyskwalifikację za wejście na parkiet – komentował po meczu Milicić, cytowany przez sport.pl, przyznając, że trener Finów był za tym, by trener Biało-Czerwonych pozostał w meczu.
Po trzech kwartach mieliśmy tylko 17 zbiórek w obronie przy 14 w ataku rywali. Nie poddaliśmy się, w samej końcówce zbliżyliśmy do rywali na 6 punktów, ale wygrana gości pozostała niezagrożona. Najlepszymi strzelcami naszego zespołu byli Olek Balcerowski (17 pkt), Mateusz Ponitka (12) i Dominik Olejniczak (11). Jordan Loyd tym razem zdobył tylko 6 punktów.
Nasz zespół zagrał osłabiony brakiem pauzującego z powodu lekkiego urazu Tomasza Gielo i to właśnie na pozycji nr 4 miał największą dziurę w składzie.
W ostatnich latach z Finlandią Biało-Czerwoni przegrali już trzykrotnie – podczas EuroBasketu 2022, w trakcie eliminacji olimpijskich w Walencji rok temu i w niedzielę w Sosnowcu. Po raz kolejny zmierzą się z nimi w czwartek, na ich parkiecie w ostatnim sparingu przed mistrzostwami Europy.
Idealny moment na przełamanie fatalnej passy! Inaugurujący EuroBasket mecz ze Słowenią 28 sierpnia w katowickim Spodku.