Reprezentacja Polski zagra w Walencji o awans na igrzyska – jedź z nami kibicować do Hiszpanii! >>
Wszyscy adepci prawa podczas studiów zetknęli się z łacińską paremią: “Pacta sunt servanda” to znaczy “umów należy dotrzymywać”. Takie zawsze powinno być założenie w cywilizowanym świecie. Natomiast faktem jest, że z upływem czasu człowiek/instytucja spotyka się zwykle z prozą życia i często pragnie zmienić swoją sytuację prawną mimo podpisanych zobowiązań. Z takiego założenia powinni obecnie wychodzić szefowie Kinga Szczecin.
Rozpoczynanie sezonu 2024/25 z parą silnych skrzydłowych Tony Meier – Kacper Borowski naprawdę nie jest w przypadku wicemistrzów Polski dobrym pomysłem.
King, jako srebrny medalista mistrzostw Polski, będzie rywalizował w fazie grupowej Basketball Champions League. To kapitalna informacja, ale jednocześnie ogromna motywacja do zbudowania konkurencyjnej drużyny, także w tych rozgrywkach. Debiutancki sezon w BCL był w wykonaniu Kinga niezły (dwa zwycięstwa w sześciu meczach), ale nie zakończył się awansem do drugiej fazy.
Piętą achillesową drużyny ze Szczecina była fizyczność, szczególnie na pozycjach podkoszowych. Ten problem został uwypuklony przez samego trenera Arkadiusza Miłoszewskiego w wywiadzie po zakończeniu rywalizacji finałowej z Treflem. Tak, to prawda: Geoffrey Grosselle był prawdziwym dominatorem w serii finałowej, na Andy’ego Van Vlieta King też nie miał obrońcy, a Jarosław Zyskowski swoim cwaniactwem i rutyną okazał się game-changerem całej serii.
King nie dość, że jest ambitną organizacją, to jeszcze ma trenera, który dostrzega błędy jakie zostały popełnione przy budowie składu. Oczywistym wydaje się, że skoro w przyszłym sezonie ma być jednym z głównych faworytów do tytułu, to te błędy zechce naprawić. Choćby z tego względu nie wyobrażam sobie sytuacji, by duet Meier/Borowski został w Szczecinie na dłużej.
Problemem i to poważnym jest sytuacja kontraktowa – obaj koszykarze mają ważne umowy z Kingiem na sezon 2024/25.
Który z nich powinien zostać w Szczecinie? Kluczem może się okazać paszport. Nie ma co zakłamywać rzeczywistości – rynek zawodników posiadających polski się kurczy i każdy wartościowy zawodnik jest na wagę złota. Sytuacja Kinga i tak nie jest pod tym kątem zła, bo ważne kontrakty mają Andy Mazurczak i Przemysław Żołnierewicz. Obowiązującą umowę ma również Filip Matczak, ale trudno się spodziewać, by w przyszłym sezonie ponownie założył koszulkę drużyny ze Szczecina. Mateusz Samiec to wciąż jeszcze melodia przyszłości.
Dlatego, choć to pewnie Meier jest lepszym koszykarzem, w Kingu powinien pozostać Borowski. Wychowanek Czarnych Słupsk zna środowisko szczecińskie, może zagrać na obu pozycjach podkoszowych i ma europejskie doświadczenie.
Nie zmienia to faktu, że King – chcąc odzyskać mistrzostwo – nadal potrzebuje w swoim składzie co najmniej jednego wartościowego Polaka. Czas goni. Trener Miłoszewski ma przed sobą ważne mistrzostwa Europy U-20 w roli trenera polskiej kadry. Czeka go zatem praca na dwa etaty i przekonywanie „po godzinach” potencjalnych nowych zawodników do gry w Szczecinie.
Co z Tonym Meierem? To wciąż dobry koszykarz i biorąc pod uwagę aspekty czysto koszykarskie, fajnie byłoby go nadal oglądać w PLK. Natomiast nie można nie brać pod uwagę jego innych zachowań na parkiecie, tych zupełnie niezwiązanych z grą w basket. Liczba brutalnych, dziwnych i po prostu chamskich zachowań w stosunku do rywali była ostatnio w wykonaniu Meiera zatrważająca. Pamiętając je doskonale, osobiście wolałbym choć przez chwilę odpocząć od oglądania Meiera na polskich parkietach.
Czy prawnicy, agenci obu koszykarzy i przedstawicieli klubu ze Szczecina znajdą rozwiązanie tej potencjalnej patowej sytuacji? Wspomniana powyżej zasada przypomina, że podpisanych umów należy dotrzymywać, ale inna dodaje: jeszcze nie ma takiej umowy, której nie dałoby się rozwiązać.
Reprezentacja Polski zagra w Walencji o awans na igrzyska – jedź z nami kibicować do Hiszpanii! >>