Reprezentacja Polski zagra w Walencji o awans na igrzyska – jedź z nami kibicować do Hiszpanii! >>
PGE Spójnia nie dała szans Anwilowi w meczu numer 4 większych szans, wygrała bardzo zdecydowanie. 19 punktów zdobył Stephen Brown, którego trójki dobiły gości w czwartej kwarcie.
Tak jak w czwartek, w trakcie meczu numer 3, tak i w sobotę goście z Włocławka mieli gigantyczne problemy z trafieniem do kosza w pierwszej kwarcie. Mimo zmian w piątce (Kalif Young i Amir Bell za Żigę Dimca i Kamila Łączyńskiego) ofensywa Anwilu nie kleiła się, co przełożyło się na tylko 9 punktów w tej części gry. Spójnia wykorzystała niemoc gości i szybko zbudowała przewagę. Udane minuty zaliczył Aleksandar Langović, którego Anwil konsekwentnie lekceważył na obwodzie.
W ataku zespołu z Włocławka życie pojawiło się wraz z wejściem na parkiet kapitana, czyli Łączyńskiego. Gospodarze dodatkowo dość szybko wpadli w problemy z faulami, przez co Anwilowi otworzyła się droga do odrabiania strat. Stargardzianie jednak w kolejnych minutach pokazali, że są w stanie kontrolować wydarzenia na parkiecie i wcale przewagi oddać nie chcą. Z dobrej strony pokazał się Alex Stein, a potem także Karol Gruszecki, który trafiając za 3 wyprowadził Spójnie na 10-punktowe prowadzenie.
Trener Przemysław Frasunkiewicz na tyle był niezadowolony z postawy swoich podstawowych graczy, że zdecydował się posłać na parkiet Igora Wadowskiego. Nic to jednak dobrego nie przyniosło – po 20 minutach Spójnia demolowała Anwil aż 45:27!
Tym, który wziął na siebie punktowanie po przerwie był Amir Bell. Goście dzięki dobrej grze Amerykanina goście zeszli w dość szybkim czasie do -11. Przerwą na żądanie zareagował trener Sebastian Machowski. Jego zespół odpowiedział lepsza koncentracją i naprawdę trudnymi trafieniami. Choć Anwil w obronie dokręcił śrubę, to jednak wciąż stargardzianie byli w stanie punktować. Devon Daniels był ekspertem w trafianiu ciężkich rzutów, nawet tych przez ręce. Mimo wszystko przewaga gospodarzy przed czwartą kwartą wynosiła już tylko 8 punktów.
Anwil w pierwszych trzech kwartach trafił tylko 2 trójki z 17 prób. Włocławianie próbowali w ostatniej części gry przełamać tę niemoc i tym samym zniwelować bardziej straty, ale dalej rzuty zza łuku nie wpadały. Zupełnie inaczej było z rzutami gospodarzami – trafiali Dominik Grudziński i znów Langović, więc prowadzenie z powrotem wróciło do 12 oczek. Kiedy Stephen Brown trafił trójkę z faulem 4 minuty przed końcem stało się raczej jasne, że seria wróci do Włocławka.
Niespodzianka czy sensacja? Teraz to już mało istotne. Najważniejsze, że we wtorek w Hali Mistrzów szykuje się świetne widowisko.
Reprezentacja Polski zagra w Walencji o awans na igrzyska – jedź z nami kibicować do Hiszpanii! >>