Strona główna » Dzień dobry PLK: Ile kosztuje dobry Żołnierz?
PLK

Dzień dobry PLK: Ile kosztuje dobry Żołnierz?

0 komentarzy
Przemysław Żołnierewicz może zagrać we Wrocławiu i nie będzie to żadnym szokiem. Sebastian Kowalczyk, być może niechcący, jako pierwszy powiedział prawdę o podejściu Zastalu do relacji z ludźmi.

Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>

W końcu to klub wojskowy

Miał być podbój lig zagranicznych, ale można w nich też przecież robić wrażenie grając w EuroCup. Plotki o rozmowach Przemysława Żołnierewicza ze Śląskiem Wrocław pozostają aktualne, polski skrzydłowy, którego chciałby mieć w składzie zapewne każdy klub PLK, już tak całkowicie nie wyklucza gry w naszej lidze, jak jeszcze kilka miesięcy temu.

Rozmowy toczą się także dlatego, że oczekiwania Żołnierewicza, po życiowym sezonie w Zielonej Górze i udanym debiucie w kadrze, ponoć wcale nie są wzięte totalnie z kosmosu Gdzieś w okolicach Wyspy Słodowej we Wrocławiu usłyszeliśmy, że chodzi z grubsza o 600 tysięcy złotych za sezon gry. Sporo kasy, wiadomo, ale jednocześnie mniej na przykład (również przy obecnym, niskim kursie dolara), niż w ubiegłym sezonie zarabiali w Legii Geoffrey Groselle czy Kyle Vinales.

Za zawodnika, który ma warunki, żeby być nawet MVP ligi, a na pewno najlepszym Polakiem – jest to oferta przynajmniej godna rozważenia i nikt nie będzie zszokowany, jeśli strony się dogadają.

Udonis Haslem po warszawsku

Zdarzało się Legii ogłaszać bardziej spektakularne transfery, niż kontrakty Adama Linowskiego i Marcina Wieluńskiego, ostatnio walczących z Polonią Warszawa o awans do playoff w… pierwszej lidze. Ten drugi, jako gracz obwodowy, stanowić będzie – mniej lub bardziej czasowe – zastępstwo za chorego Jakuba Schenka. Obecność podkoszowego weterana trudno jakoś sportowo uzasadnić, ale może to być bez znaczenia.

Linowski (lat 36) wejdzie zapewne w duże buty Jakuba Sadowskiego z poprzedniego sezonu, któremu przez rok udało się zagrać łącznie 26 minut, oddać 4 rzuty z gry i zdobyć 6 punktów. Pomoże w treningach i, z racji bogatego stażu w Legii, może być pozytywnym głosem weterana w szatni. Ot, taki Udonis Haslem na skalę PLK.

Trzeźwe spojrzenie

Medialne skargi Sebastiana Kowalczyka, wyrażone w Sportowych Faktach, na brak rozliczenia ze strony Zastalu można byłoby skwitować gromkim BUAHAHAHAHA, bo przecież na inny komentarz to nie zasługuje, gdy dorosły człowiek, na ochotnika, sam pcha się w taką sytuację.

W rozmowie jednak padło zdanie, obok którego nie można przejść obojętnie. Nie jest w żaden sposób zaskakujące, no ale chyba jeszcze nigdy żaden z zawodników, trenerów czy osób ze środowiska nie powiedział tego publicznie.

„Nikt mi z własnej woli nie odda tych zaległych pieniędzy”.

I to jest właśnie przytomne podsumowanie ostatnich lat procederu Zastalu. Nie żadne przypadkowe opóźnienia, nie problemy z polityką, pandemiami i wojnami, tylko cyniczne – zaplanowane i potem realizowane oszustwo. Przyjęta przez Janusza Jasińskiego polityka, a nie żaden wypadek.

Podpisywanie kontraktów ze świadomością, że na ich pokrycie wszystkich pieniędzy nie ma i nie będzie, a sprawa skończy się w sądzie. Ze świadomością, że z zawodnikami trzeba będzie zerwać kontakty, gdy już nie będą potrzebni, albo nie wytrzymają dłużej. I jednocześnie ze świadomością, że jeśli 30 oszukanych się obrazi, nie doprosi o litość w sms-ach do właściciela i pójdzie do mediów powiedzieć o długach, to i tak, bez końca, będą się znajdowali następni naiwni.

Ku przestrodze Michale Pluto, Janie Wójciku i Aleksandrze Lewandowski.

Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>