Podczas jednego z ostatnich kolegiów redakcyjnych naszego portalu jeden z kolegów zadał pytanie: Na co najbardziej czekasz, jeśli chodzi o zbliżający się sezon? Wskaż cokolwiek – jedną rzecz, jeden mecz, jednego gracza, jedno wydarzenie.
Dość długo się nad tym zastanawiałem, ale – już wiem! Najbardziej liczę na to, że w końcu nasze drużyny zaczną wygrywać mecze w rozgrywkach o europejskie puchary. Ba, może nawet dość mocno w to wierzę! W trakcie pierwszych miesięcy sezonu 2024/25 właśnie głównie boje pucharowe klubów PLK będą przykuwały moją uwagę.
To może być jeden z najlepszych sezonów w Europie reprezentantów naszej ekstraklasy. Sam fakt posiadania w sumie aż pięciu przedstawicieli w rozgrywkach spod szyldu Euroligi (EuroCup) i FIBA (Liga Mistrzów i FIBA Europe Cup) już sam w sobie jest sporym sukces. Ale tylko organizacyjnym, „gabinetowym”. Teraz czas pokazać się także z dobrej strony sportowej – już na parkiecie!
Wszystkie kluby, które będą reprezentować PLK w zbliżającym się sezonie w Europie zdają się być lepiej do tego przygotowane niż rok temu. W Sopocie, Szczecinie, Wrocławiu i Włocławku składy są szersze i bogatsze – tak w atletyzm, jak i po prostu w talent. Może tylko Spójnia pozostaje niewiadomą. Ale i tak dość bezpiecznie można powiedzieć, że dużo gorsza niż w poprzednim sezonie okazać się nie powinna. Przecież chociażby gracze pierwszopiątkowi z pozycji 4 i 5 wciąż będą grać w tym zespole.
King i Trefl wyglądają bardzo mocno już na etapie przygotowań. Widać, że korekty , jakie zaszły w ich składach, były dokonywane na podstawie analizy słabościach obu drużyn z sezonu 2023/24. Śląsk, na papierze – pomijając niepełną jeszcze formę fizyczną niektórych zawodników – także oczywistych braków nie ma. A przecież poprzednie rozgrywki wrocławianie rozpoczynali z jednym silnym skrzydłowym i rozkręconą już całkiem solidnie karuzelą transferową na pozycji numer 1. Anwil, choć dalej uważam, że brakuje mu fizyczności, talentu ofensywnego (oraz głębi składu!) ma tak wiele, by móc przerzucić właściwie każdego rywala z podobnej półki w pojedynczym meczu.
Mamy więc czym wojować w Europie. Mamy kim grać i kim straszyć! Oczywiście, że do osiągnięcia faktycznych sukcesów daleka droga. Nie będzie prosta, bo większość rywali dysponować będzie większymi budżetami niż nasze kluby. W BCL i EuroCup pewnie niemal wszystkie. Ale co z tego! To przecież nie oznacza, że kluby z Polski w ogóle nie mają szans. Mają!
Wierzę, że nasza liga, poprzez kluby z czołówki, da o sobie w Europie tej jesień znać. A może i wiosną (Trefl na pewno). Wierzę, że to idealny moment, by postawić kolejny krok w rozwoju naszych klubów oraz całej ligi.
Przy okazji – uważam też, że może to być też ostatni moment na zaznaczenie swojej obecności na arenie międzynarodowej. Po wielu latach słabych wyników, mając przed sobą perspektywę zmian w rozgrywkach europejskich i sposób kwalifikacji do nich (Euroliga być może w końcu dogada się z FIBA) ciężko nie mieć obaw, że mocno minusowy bilans naszych klubów z ostatnich sezonów nie wpłynie na pozycję PLK przy ewentualnych rozstawieniach i wysyłaniu zaproszeń.
Może jestem naiwny, że wierzę, że tym razem naprawdę będzie lepiej. Trudno, najwyżej się rozczaruję. Na pewno jednak z ogromnym zainteresowaniem będę śledził mecze naszych drużyn w europejskich pucharach. Jesienią – wręcz priorytetowo!
Pierwsze starcie Trefla Sopot w Rathiopharmem Ulm, de facto inaugurujące sezon 2024/25 Eurocup, już w środę w ERGO ARENIE.