Strona główna » Szybieniecki: Skończmy z brakiem sprawiedliwości, nie betonujmy czołówki PLK!
PLK

Szybieniecki: Skończmy z brakiem sprawiedliwości, nie betonujmy czołówki PLK!

0 komentarzy
Co z tego, że mistrzowie Polski z 2023 i 2024 roku posiadali w składzie tylko pięciu obcokrajowców? Co z tego, że także dzięki dodatkowemu koszykarzowi z zagranicy Anwil sięgnął wiosną ubiegłego roku po FIBA Europe Cup? Przepis o możliwości posiadania w składzie sześciu obcokrajowców w PLK powinien zostać ujednolicony, by nie krzywdzić słabszych i biedniejszych.

Czy przepis pozwalający na grę w PLK dodatkowego gracza zagranicznego jest w ogóle potrzebny? Czy zespoły z czołówki powinny być dalej faworyzowane mniejszymi kosztami związanymi z możliwością posiadania w składzie sześciu obcokrajowców?

Przykład niesprawiedliwości

Jeszcze niedawno na luksus posiadania szóstego gracza bez polskiego paszportu w składzie mogły pozwolić sobie jedynie kluby grające w europejskich rozgrywkach. Nie tylko dlatego, że są bogate i mogą udźwignąć dodatkowe koszty. Taką opcję po prostu gwarantowały im ligowe przepisy. Powiedzmy sobie to wprost: kluby z czołówki PLK były i są faworyzowane. Patrząc na liczbę dostępnych i zapewniających odpowiedni poziom sportowy polskich koszykarzy, posiadanie dodatkowego obcokrajowca w składzie niewątpliwie zwiększa dysproporcje między najlepszymi a „całą resztą”.

Jak mamy gonić czołówkę, skoro najbogatsi mają nie tylko więcej pieniędzy do wydania, ale jeszcze dodatkową przewagę w postaci sprzyjających im przepisów” – ten argument wiele razy słyszałem od osób związanych z różnymi klubami PLK.

Ciężko choćby podejmować próbę dyskusji z nim. Wprawdzie PLK ostatnio trochę zmieniła regulacje – teraz w teorii każdy może mieć sześciu zawodników zagranicznych w składzie – ale biedniejsi wciąż mają bardziej pod górkę. Oni muszą wyłożyć za taki luksus 200 tysięcy złotych, a nie „tylko” 100 tys. jak zespoły grające w rozgrywkach o europejskie puchary.

Czy to sprawiedliwe? Czy na pewno powinniśmy dążyć do dalszego betonowania czołówki PLK?

Pierwotny zamysł był szlachetny

Z choinki się nie urwałem! Zdaję sobie sprawę, po co ten przepis został stworzony. Miał pomóc naszym klubom być bardziej konkurencyjnymi na arenie międzynarodowej. Operacja się poniekąd udała – jakby na tonie patrzeć, Anwil Włocławek właśnie z sześcioma obcokrajowcami w składzie (Moore, Greene, Sanders, Petrasek, Williams i Sobin) zdobył FIBA Europe Cup.

Tym jednym przykładem można skontrować moje wątpliwości o sens tego przepisu, jasne. Dalej nie mam jednak pojęcia dlaczego musimy dzielić naszą ligową stawkę na tych godnych szóstego obcokrajowca za 100 tys. zł. i tych, którzy za taki luksus muszą zapłacić podwójną stawkę.

Niech każdy ma takie same warunki gry w PLK! Niech każdy klub się sprawdzi w walce na parkiecie, mając – przynajmniej teoretycznie – takie same możliwości budowania drużyny. Kto wie? Może inne kluby w lepszy sposób wykorzystałyby możliwość posiadania szóstego obcokrajowca i tym samym osiągnąłby lepszy wynik? Może z czasem także na arenie międzynarodowej?

Praktyka: Śląsk dołączy do Anwilu?

Kluby uprzywilejowane nie zawsze korzystają z tej możliwości. Często możemy zaobserwować wyczekiwanie na zakontraktowanie szóstego obcokrajowca do lutego czy marca. To właśnie te transfery – które można nazwać „zimowymi” – często decydują później o losach walki o mistrzostwo Polski.

Jedynym klubem, który już drugi rok z rzędu zdecydował się na start sezonu z sześcioma obcokrajowcami w składzie jest Anwil.

– Nie mamy planów, by zmieniać skład w trakcie sezonu. Jesteśmy usatysfakcjonowani ze wszystkich sześciu zawodników zagranicznych, których udało nam się zakontraktować. Mogą się wydarzyć różne sytuacje, jak chociażby kontuzje i trzeba będzie reagować, ale mamy nadzieję, że takiej konieczności nie będzie. Nie sądzę, żebyśmy potrzebowali wzmocnień. Mam nadzieję, że będziemy zdrowi i dokończymy sezon w takim składzie – mówił trener włocławian Selcuk Ernak na przedsezonowej konferencji prasowej.

Anwil pod względem budowania od razu szerokiego składu z sześcioma graczami zagranicznymi jest wyjątkiem w naszej lidze. Choć niewykluczone, że Śląsk Wrocław może się zdecydować w tym sezonie na taki sam model budowania zespołu i od razu sięgnie po sześciu obcokrajowców.

Bogaci i tak sobie poradzą

Wcielając się w adwokata diabła i szukając argumentów przeciwko tezie, jakoby przepis o szóstym obcokrajowcu faworyzował czołówkę, można zerknąć na dwóch ostatnich mistrzów Polski. King i Trefl mieli w swoim składzie pięciu obcokrajowców (przynajmniej formalnie – przecież Geoffrey Groselle ma polski paszport).

Może więc jednak ten przepis nie ma większego znaczenia i bywa tylko wymówką tłumaczącą słabe wyniki dla klubów spoza europejskich pucharów? Będę się upierał, że zasady dla wszystkich powinny być równe.

Jeśli 7 zespołów może zapłacić 100 tys. zł za licencję dla szóstego obcokrajowca, a nie 200 – niech wszystkie płacą 100. Albo i 200, dowolnie. Przepis o sześciu obcokrajowcach nie przyniósł dużej poprawy wyników naszych klubów na arenie międzynarodowej. Sukces Anwilu w FEC to wciąż bardziej wyjątek niż reguła. Dodatkowo – kwota, którą trzeba zapłacić do kasy ligi za prawo gry szóstego obcokrajowca i tak bywa dla niektórych zaporowa.

Nie faworyzujmy bogatych. Oni sobie poradzą i tak. Również grając według tych samych zasad, co reszta ligi.