Ostatnie przedwigilijne „Kulisy” to doskonały moment, by nie tylko opisać jeden aspekt z gry każdej drużyny Orlen Basket Ligi, który ostatnio rzucał się w oczy, ale także uszeregować ligową stawkę niekoniecznie sugerując się wskazaniami ligowej tabeli.
16. Miasto Szkła Krosno (2 zwycięstwa – 10 porażek)
Po niezwykle cennej wygranej zespołu beniaminka w meczu z MKS Dąbrowa Górnicza, w przedświąteczny wtorek krośnianie całkiem mocno postawili się w starciu wyjazdowym Legii. Po „trójce” Tre Jacksona na zakończenie trzeciej kwarty przegrywali różnicą zaledwie trzech punktów, ale szansę na podbicie stolicy zaprzepaścili w pierwszych pięciu minutach decydującej części meczu.
W tym fragmencie zdobyli tylko dwa punkty i daleka od rewelacyjnej skuteczności Legia w końcówce nie musiała się wysilać, by dowieźć zwycięstwo do końca – ostatecznie wygrała 82:68.
11 punktów i 6 zbiórek dla Miasta Szkła zanotował Ivica Radić, który od czasu przyjazdu do Krosna kilka tygodni temu, szybko wyrósł na absolutnie kluczową postać w ekipie beniaminka. Trener mistrzów Polski Heiko Rannula zdecydował się dosyć agresywnie podwajać przeciwko chorwackiemu środkowemu, by jego zawodnicy uniknęli losu środkowych drużyny z Dąbrowy Górniczej: Adriana Boguckiego i E.J Montgomery’ego, przeciwko którym 35-letni Chorwat zdobył 16 punktów.
Czasami przychodziło mu to wtedy zdecydowanie zbyt łatwo.
Krośnianie wciąż poszukują nowego gracza podkoszowego, który wspomógłby Chorwata w walce w polu 3 sekund. Z tego, co nieoficjalnie słychać, w zespole pozostanie Jarrett Hensley, a pożegna się z nim Terrence Brown-Soares. Przed sezonem to właśnie ten drugi zawodnik przymierzany był do roli pierwszego środkowego, jednak zarówno brak chęci do fizycznej walki z przeciwnikami, jak i ogólne „muchy w nosie” spowodowały, że jego przygoda w Krośnie pomału dobiega końca.
Dodatkowo, przeciwko Legii, Brown-Soares zagrał tylko przez niecałe siedem minut, a jak poinformował na konferencji prasowej trener Maros Kovacik – zawodnik po meczu pojechał do szpitala z podejrzeniem złamania nosa.
Nieoficjalnie słychać, że poważnym kandydatem do gry w drużynie Miasta Szkła jest Jairus Hamilton. Ten mierzący 203 centymetry koszykarz ma za sobą dwa sezony występów w Europie. Najpierw w 2023/24 grał w słoweńskiej Krce Novo Mesto, z którą rywalizował na parkietach Ligi Adriatyckiej, a miniony rok spędził w bułgarskim Balkan BC.
15. Tauron GTK Gliwice (2-10)
Najnowszy transfer i pozyskanie przez GTK Amerykanina K.J Jacksona zaszokowało koszykarską Polskę. Nowy nabytek gliwiczan zadebiutował w sobotnim meczu w Ostrowie Wielkopolskim, w którym GTK walczyło o zwycięstwo jeszcze mocniej niż w niedawnym spotkaniu przeciwko Legii.
Ostatecznie jednak także tutaj nie udało się wygrać po raz trzeci w sezonie. To gospodarze cieszyli się ze zwycięstwa 96:93 – po dogrywce. Jackson rozpoczął mecz na ławce rezerwowych, jednak ostatecznie spędził na parkiecie 27 minut i pięciokrotnie trafił zza linii 6.75 metra. Spudłował jednak wszystkie cztery rzuty za 2 punkty, popełnił również sześć strat.
Gdy oglądałem czwartą kwartę i dogrywkę tego meczu przez moment wydawało mi się, że GTK może to ostatecznie wziąć. Najpierw przecież w niezwykłych okolicznościach doprowadzili do remisu w regulaminowym czasie, a następnie wygrali walkę o piłkę 50-50, co Dominik Grudziński zamienił na celny rzut za trzy punkty.
Wystarczy popatrzeć na reakcję trenera Andrzeja Urbana za linią końcową, by widzieć, jak ważna mogła być to akcja.
Ostatecznie jednak decydujące słowa należały do Mareksa Mejerisa i Trentona Gibsona, którzy w dogrywce zdobyli wszystkie 15 punktów dla gospodarzy.
– Oczekujemy, że w okresie świąteczno-noworocznym zespół powiększy konto zwycięstw – powiedział mi generalny manager klubu Łukasz Kopera, gdy rozmawiałem z nim po sfinalizowaniu transferu Jacksona.
Kolejna szansa dla GTK w najbliższą sobotę, gdy do Gliwic przyjedzie sąsiadujący z nimi w tabeli PGE Start Lublin.
14. Energa Czarni Słupsk (4-8)
Porażki z Dzikami Warszawa i Arką Gdynia są już piątą i szóstą z rzędu dla słupskiego zespołu. Kiedyś prezes Michał Jankowski przecież chyba tego nie wytrzyma i w końcu zareaguje.
Prawda?
W porównaniu do poprzednich spotkań, wtorkowy występ Czarnych w Gdyni był niewątpliwie lepszy. Zespołowi być może udzieliła się dobra energia, którą wniósł sprowadzony niedawno Amerykanin Eral Penn – nie tylko mocno walczący w strefie podkoszowej, ale również zaskakująco skuteczny w rzutach z dystansu.
Trener Roberts Stelmahers wciąż jednak nie wie, co zrobić z innym niedawnym nabytkiem, Belgiem Timem Lambrechtem. Najwyższy zawodnik w jego drużynie wyszedł w Gdyni w pierwszej piątce, ale pomimo braku problemów z faulami spędził na parkiecie tylko 13 minut.
Drużynę w Gdyni za uszy pociągnął Aigars Skele. Łotysz pokazał, że pogłoski o jego koszykarskiej śmierci są być może przedwczesne i zdobywając 23 punkty wyrównał nie tylko swój łączny dorobek z czterech poprzednich spotkań, ale również najlepszy wynik z bieżących rozgrywek osiągnięty w wygranym wysoko meczu z Kingiem Szczecin.
Niewiele jednak to pomogło, a trener Czarnych przekonał się na własnej skórze o znaczeniu powiedzienia „Z deszczu pod rynnę”.
Przysłowiowym „deszczem” w Gdyni była beznadziejna postawa Jordana Duffy’ego, który zanim został wyłączony z gry przez uraz, to trafił zaledwie jeden z siedmiu rzutów z gry. Jednak jeszcze gorzej było pod „rynną”, a tą okazał się z kolei Chico Carter Jr. Amerykanin w czwartej kwarcie popełnił serię strat, z których każda kolejna jednocześnie przerażała i bawiła coraz bardziej.
Także komentujących ten mecz w jednym z miliona kanałów Polsatu: Adama Romańskiego i Marka Łukomskiego.
Koszykarskie „boki zrywać”.
W rzutach z gry wcale nie było lepiej i identycznie jak Duffy, także Carter Jr trafił zaledwie jedną z siedmiu takich prób. Do których dołożył sześć strat i cztery popełnione faule. Piękna linijka.
Czarni przegrali więc po raz szósty z rzędu i jest to już dłuższa seria niż ta z sezonu 2022/23, gdy za trenera Mantasa Cesnauskisa słupszczanie zanotowali pięć kolejnych porażek.
Ówczesny szkoleniowiec Czarnych, obecnie prowadzący sobotniego rywala słupszczan i jednocześnie lidera tabeli Orlen Basket Ligi, miał wtedy nad sobą mocny piuronochron w postaci awansu do czołowej czwórki sezon wcześniej.
Czy na podobną ochronę może liczyć Roberts Stelmahers? Od wywalczonego przez niego półfinału z Czarnymi upłynęło już przecież znacznie więcej lat – wydarzyło się to w sezonie 2016/17, gdy trenowany przez Łotysza zespół sensacyjnie wyeliminował w ćwierćfinale notowany z jedynką i prowadzony przez Igora Milicicia Anwil Włocławek.
13. Arriva Lotto Twarde Pierniki Toruń (4-8)
Dwa zwycięstwa i trzy porażki – taki bilans ma toruński zespół od czasu, gdy dołączył do niego Tayler Persons. Podopieczni trenera Srdjana Suboticia mieli jednak w ostatnich tygodniach naprawdę trudny terminarz – MKS Dąbrowa Górnicza był jedynym zespołem z tej piątki, który w tym momencie ma więcej porażek niż zwycięstw. W jego przypadku skalę trudności podwyższyła jednak zmiana na ławce trenerskiej.
Dwa zwycięstwa w takich okolicznościach to zatem przyzwoite osiągnięcie, chociaż zaawansowane statystyki niekoniecznie lubią kierunek, w którym podążają Twarde Pierniki. Ofensywny ranking torunian wciąż waha się w okolicach 115-116, co daje im obecnie szóstą pozycję w PLK, za to defensywa stopniowo się pogarsza i jest już najgorsza w lidze obok Stali Ostrów Wlkp. (dRTG=119.4).
Na konferencji prasowej po meczu z MKS-em trener Subotić podkreślił różnicę w energii obu drużyn. Od czasu czwartkowej przegranej w Krośnie, goście mieli na regenerację i przygotowania dwa dni dłużej od Twardych Pierników, którzy w minioną sobotę sensacyjnie pokonali Trefla Sopot 95:86.
Tak to się jednak kręci w okresie świąteczno-noworocznym. Przed kilkoma dniami to przecież torunianie wykorzystali zmęczenie sopockiej drużyny bardzo wymagającym meczem w FIBA Europe Cup przeciwko UCAM Murcia.
W najbliższych dniach chorwacki szkoleniowiec i jego zawodnicy wcale nie będą mieli łatwiej. Już 27 grudnia zagrają bowiem w Wałbrzychu, a podrażniony porażką w Lublinie Górnik ma aż tydzień na przygotowania do podjęcia Twardych Pierników we własnej hali.
12. PGE Start Lublin (3-8)
Z czego zasłynął w ostatnich latach trener Wojciech Kamiński? Jednym z takich elementów było na pewno zaufanie do swoich graczy i wstrzemięźliwe branie time-outów, gdy jego zespół źle rozpoczynał mecz. Przy bilansie 2-8 i po dokonaniu niezbędnych w drużynie zmian, nawet „Kamyk” uznał jednak, że trzeba trochę przykręcić śrubę.
Przeciwko Górnikowi Wałbrzych zaprosił swoich graczy na wychowawczą rozmowę już przy wyniku 0:8. I od tego momentu gra jego zespołu wyglądała znacznie lepiej. Jeszcze mały udział w tym miał Conner Frankamp – który zaskoczył popełnianiem banalnych strat – za to bardzo duży udział w wygranej 85:79 miał inny debiutant, J.P. Tokoto.
Były gracz Hamburga zdobył 16 punktów i pokazał, że nawet przy niepewnym rzucie z dystansu, jego akcje dwa-trzy metry bliżej kosza mogą być niezwykle groźne i skuteczne. A także wyjątkowo nieprzyjemne dla rywali. Zarówno tak wątłych jak Marc Garcia, jak i doświadczonych i mocniejszych fizycznie wyjadaczy w osobie Taurasa Jogeli.
Nie samym Tokoto żywił się w sobotę oczywiście wciąż aktualny wicemistrz Polski. Bardzo solidne występy zanotowali także Jordan Wright (18 pkt), Liam O’Reilly (16 pkt + 9 as.), Qincy Ford (10 pkt + 11 zb.) i Michał Krasuski (11 pkt + 3 przechwyty).
Dodatkowo, 20 asyst przy 14 stratach pokazało, że być może jest także światełko w tunelu, jeżeli chodzi o możliwości gry zespołowej w lubelskim zespole.
11. MKS Dąbrowa Górnicza (5-7)
Jaki jest największy plus napiętego terminarza meczów? Niewątpliwie daje on możliwość na szybką poprawę nastroju w klubie, gdy porażki zamienia się po kilku dniach w zwycięstwa. Taką właśnie metamorfozę przeszły w ostatnich dniach wszystkie osoby związane z MKS Dąbrowa Górnicza.
Czwartkowa przegrana po dogrywce w Krośnie 87:92 była już drugą porażką MKS poniesioną w ten sposób w bieżącym sezonie – równie bolesną co wcześniejsza w Warszawie z Dzikami. Nie było żadnym zaskoczeniem, że za taki wynik zapłacił swoją posadą trener Krzysztof Szablowski. Przecież już po wygranych derbach z GTK Gliwice pisałem, że ten szkoleniowiec także wówczas walczył o pozostanie na swoim stanowisku.
Po meczu w Krośnie trener Szablowski bardzo profesjonalnie zdołał jeszcze przeanalizować przyczyny porażki w trakcie konferencji prasowej, ale jednocześnie wyglądał na kogoś, kto zdawał sobie sprawę, że było to jego pożegnanie w roli opiekuna szkoleniowca MKS.
Zgodnie z oczekiwaniami klub z Dąbrowy Górniczej błyskawicznie porozumiał się z Arturem Gronkiem, który tym samym po 13 miesiącach przerwy powrócił na ligową ławkę trenerów. Sam szkoleniowiec równie szybko opuścił Hiszpanię, gdzie przebywał na stażu i w ekspresowym tempie pojawił się w nowym klubie, by już w sobotę poprowadzić pierwszy trening nowego zespołu.
Po kilku dniach zajęć z efektu „nowej miotły” wszyscy w Dąbrowie Górniczej mogą być zadowoleni. MKS pokonał w Toruniu Twarde Pierniki 105:93, a dokonał tego pomimo braku kontuzjowanego Dominica Greena.
105 zdobytych punktów to oczywiście najlepszy ofensywny dorobek MKS w bieżących rozgrywkach. Mając za sterami trenera Gronka, a na parkiecie choćby Luthera Muhammada czy Martina Peterkę – obaj zdobyli po 24 punkty – spodziewam się, że ten wynik wkrótce może zostać poprawiony.
Czy wystarczy to do rozpoczęcia marszu w górę tabeli? To już znacznie trudniejsze pytanie.
10. Anwil Włocławek (6-5)
W oczekiwaniu na nowe otwarcie i przyjazd trenera Ronena Ginzburga, Anwil Włocławek poległ w Zielonej Górze w starciu z już wcale nie tylko rozpędzającym się, a po prostu całkiem dobrze rozpędzonym Zastalem.
Przegrał nieprzypadkowo, gdyż przez 35 minut po raz kolejny pokazał wady, które dręczą go od początku sezonu. To rywale byli znacznie lepsi w realizacji maksymy „Minimum wymagań to maksymalny wysiłek”, co choćby w poniższej akcji pokazali Conley Garrison i Andrzej Mazurczak. Takich akcji i powrotów do obrony w zespole Grzegorza Kożana było w tym sezonie zdecydowanie zbyt mało.
Już kilka sekund później Zastal cieszył się z łatwo zdobytych punktów z pomalowanego. Nikt tym nie powinien być zdziwiony – obrona pola 3 sekund włocławskiego zespołu nie pierwszy raz nie istniała, a w całym meczu gospodarze zdobyli ze strefy podkoszowej aż 50 punktów, przy zaledwie 22 Anwilu.
Czy w poniedziałkowym meczu pomógłby w tym elemencie swoją obecnością Tyler Wahl? Moim zdaniem tak. Jak bardzo? Być może przekonamy się o tym już 26 grudnia, gdy Anwil Włocławek w klasyku PLK zagra we Wrocławiu ze Śląskiem.
9. Zastal Zielona Góra (6-5)
Zielonogórski ekspres wygrał po raz trzeci z rzędu i nie będę ukrywał, że w tym momencie widzę w Zastalu to coś, co może zaprowadzić ich daleko na koniec sezonu. Jak daleko? Przy dalszym rozwoju, potrafię sobie nawet wyobrazić wygraną Arkadiusza Miłoszewskiego i jego zawodników w ćwierćfinałowej serii play-off!
Laurki zewsząd zbiera znakomity Chavaughn Lewis, świetnym rozgrywającym wciąż jest Andrzej Mazurczak, a Conley Garrison spaja tych dwóch zawodników, pod względem pomocy w kreacji, trafianiu z dystansu i postawy w defensywie. Formacja podkoszowa też daje radę, a jeszcze ma przecież zostać wzmocniona.
O tym, że Zastal czeka na rozwiązanie problemów wizowych u Malijczyka Sagabę Konate wiedzą już chyba wszyscy.
Losy zielonogórskiego zespołu przypominają mi sytuację Jayvona Maughmera. 24-letni pierwszoroczniak przyjechał do Polski może nie zapuszczony, ale na pewno nieprzygotowany fizycznie do pracy u wymagającego europejskiego trenera. W okresie przedsezonowym był o krok od odesłania do domu, a jego pierwsze mecze wyglądały tak, jak gra całego zespołu – co najwyżej przeciętnie.
Jak jest teraz? Maughmer trafia, zbiera i podaje! W wygranym 91:82 meczu z Anwilem zdobył 13 punktów, do których dodał po 5 zbiórek i asyst. Także w kluczowych momentach spotkania.
Jego wspólna obecność z Lewisem daje też w końcu możliwości trenerowi Miłoszewskiemu swobodnego obniżania i podwyższania składu. W poniedziałkowym spotkaniu były zarówno wspólne momenty ich gry na pozycjach 2-3, jak i 3-4.
Opcji taktycznych w zielonogórskim ekspresie ewidentnie przybywa!
Druga część rankingu – z miejsc 1-8 – w pierwszy dzień świąt. Zapraszamy!