Strona główna » PLK zza kulis: Dzięki temu koszykarskie wampiry z Ostrowa bezceremonialnie krzywdzą kolejnych rywali

PLK zza kulis: Dzięki temu koszykarskie wampiry z Ostrowa bezceremonialnie krzywdzą kolejnych rywali

0 komentarzy
Ciężko przed sezonem 2025/26 było sobie wyobrazić Stal Ostrów Wielkopolski choćby w fazie play-in. Po pierwszym meczu w swojej hali – jeszcze trudniej. Obecnie nie sposób wykluczyć nawet scenariusza ze Stalą w ligowym Top6 po rundzie zasadniczej. Czas najwyższy odsłonić sekret ostatnich sukcesów drużyny Andrzeja Urbana. A także – jej słaby punkt!

10 października 2025 – to data rozegrania meczu Tasomix Rosiek Stali Ostrów Wielkopolski z MKS Dąbrowa Górnicza, wygranego wtedy wyraźnie przez zespół gości. Od tamtego dnia minęły już ponad 3 miesiące, a wciąż pozostaje ono jedynym przegranym przez „Stalówkę” na własnym parkiecie w obecnym sezonie. Na rozkładzie są już za to Miasto Szkła, Anwil, Śląsk, GTK, Trefl i od piątku – AMW Arka Gdynia.

Jak oni to robią?

Wampiry z Ostrowa

Najbardziej widoczną statystyką w grze drużyny Andrzeja Urbana jest umiejętność dostawania się do koszykarskiej trumny, szczególnie tzw. restricted area, czyli części najbliższej obręczy. Stal zdobywa stamtąd prawie 43 procent wszystkich punktów i jest to najlepszy wynik w lidze.

Aż żałuję, że w „Pulsie Basketu” nie ma póki co możliwości sprawdzenia tej statystyki pod kątem Dom/Wyjazd. Jestem przekonany, że przewaga Stali w meczach na własnym parkiecie byłaby jeszcze wyraźniejsza.

Po szybkim sprawdzeniu okazało się, że we wszystkich wygranych w domu meczach ostrowski zespół zdobywał więcej punktów w polu 3 sekund od gości. Czasami przewaga w tym elemencie była wręcz zadziwiająca – 44:24 z Anwilem, 42:18 ze Śląskiem, czy najnowsze 46:26 przeciwko Arce.

To doprawdy szokujące wyniki,

Czy powinno zatem dziwić, że także w piątkowym spotkaniu ostatnie punkty z gry też zostały zdobyte właśnie z takiej akcji?

Ile takich rzutów na 10 wykonanych jest w stanie trafić Daniel Gołębiowski? Nie wiem, ale w tej akurat akcji okazało się, że więcej niż zakładał kibic z sektora za koszem w jasnej bluzie, który aż złapał się za głowę w momencie decyzji kapitana Stali.

Znakomite podanie Mareksa Mejerisa też oczywiście nie umknęło naszej uwadze.

W poszukiwaniu Świętego Graala

Ligowe zespoły wciąż nie wymyśliły sposobu, jak z tą przewagą w grze ostrowian w swojej hali sobie radzić. Czasami mam wrażenie, że o ile mamy w Orlen Basket Lidze solidnych, dobrze przygotowanych warsztatowo szkoleniowców, to brakuje nam trochę takich w typie „wielkich eksperymentatorów”, którzy szybko potrafią wymyśleć i od razu testować mniej szablonowe rozwiązania.

Najbliżej do tego miana chyba jest właśnie trenerowi Andrzejowi Urbanowi. Nic zatem dziwnego, że takie problemy z prowadzoną przez niego drużyną mają jego ligowi vis-a-vis.

W przytoczonych powyżej meczach tylko dwukrotnie Stal trafiła powyżej 8 „trójek”. Ledwie raz miała ich więcej od rywali – 12:11 w spotkaniu przeciwko Treflowi. Czy zatem jej rywalom nie brakuje odwagi, by mocniej zamknąć przed ostrowskimi wampirami trumnę i zostawić na niej kartkę z napisem „A teraz męczcie się na dystansie”?

W bogatym koszykarskim katalogu pomysłów na defensywę wcale nie musi to oznaczać obrony strefowej, chociaż to właśnie ona przyniosła gdyńskiej drużynie serię 13:0 na otwarcie 4. kwarty czwartkowego starcia. Przełamał ją dopiero indywidualną akcją Quan Jackson, a potem… poszło już z górki…

„Uwaga, biją nas”

Na pomeczowej konferencji prasowej trener gości Mantas Cesnauskis narzekał na miękkość swojego zespołu, który nie potrafił przeciwstawić się fizycznej grze gospodarzy i wykorzystać choćby perfekcyjnej skuteczności z linii rzutów wolnych. Gdynianie trafili 20 na 20 rzutów za 1 punkt.

W decydującym momencie twardości i umiejętności skoczenia w ogień zabrakło nawet zwykle imponującemu walecznością Luke’owi Barrettowi, któremu w 4. kwarcie chyba zaskrzypiało coś w młodych przecież kolanach, gdyż tylko tym można wytłumaczyć fakt, że pozwolił Jacksonowi wyrwać niczyją piłkę.

Aż sam żałuję, że z wielu akcji z udziałem Barretta to akurat tą zapamiętam z tego spotkania, gdyż rezerwowy Arki po raz drugi w styczniu zanotował double-double, tym razem składające się z 15 punktów i 10 zbiórek. Amerykanin miał również zdecydowanie najlepsze „plus/minus” w gdyńskim zespole – w ciągu 28 minut z nim na parkiecie, goście byli lepsi aż o 15 punktów.

Plusowe „+/-” zanotował również Marcus Weathers, chociaż w swoim drugim występie w barwach nowego zespołu środkowy statystycznie niczym nie zachwycił. W ciągu niecałych 13 minut zdobył 6 punktów, zebrał 1 piłkę i zanotował aż 4 straty. Niezadowolony z jego postawy wydawał się szkoleniowiec Arki, który całą 4. kwartę zagrał na pozycji centra Kresimirem Ljubiciciem.

Czy potężnemu Chorwatowi w decydujących momentach spotkania nie zabrakło przez to mocy? Ljubicić jest chyba jednym z ostatnich graczy w lidze, których podejrzewałbym o umiejętność wytrzymania 10-minutowego koszykarskiego interwału.

ABC Koszykówki

W rozegranym w poprzedniej kolejce meczu Kinga Szczecin ze Startem Lublin trudno było nie zauważyć znakomitego podania Jovana Novaka do Tomasza Gielo, które uplasowało się na 5. pozycji w cotygodniowym TOP 10 Orlen Basket Ligi.

Zupełnie bez echa przeszło jednak równie świetne zagranie Kamila Łączyńskiego do Kresimira Ljubicicia, którego rywalom udało się jednak w porę sfaulować i choć asysta została zaliczona, to cała wartość artystyczna mocno podupadła.

W piątkowym spotkaniu w Ostrowie Wlkp. „Marszałek” z Gdyni też wykonał podanie, które zapewne w żadnych podsumowaniach się nie znajdzie, a ja złapałem się na tym, że oglądałem je już z kilkanaście razy.

– Dzieci, pamiętajcie: podania w poprzek boiska/strefy są złe. Chyba, że nazywacie się Kamil Łączyński i potraficie, nie obniżając precyzji, nadać piłce idealną szybkość oraz kozioł – mógłby powiedzieć trener koszykówki przekazujący wiedzę młodym adeptom basketu, pokazują to podanie.

Ten sam szkoleniowiec od razu mógłby wykorzystać też mecz Stali z Arką do pokazania innego elementu – tym razem skierowanego do wysokich zawodników.

Ostatnio na forum RealGm.com natrafiłem na bardzo ciekawy temat z wklejonymi akcjami Kevina McHale’a, przed laty wybitnego podkoszowego Boston Celtics i jednego z głównych – po Larry Birdzie – twórców potęgi Celtów w latach 80. ubiegłego wieku. McHale miał wiele zalet, a jedną z największych była umiejętność utrzymywania piłki powyżej poziomu barków, z daleka od rąk głodnych przechwytów obwodowych rywali.

Tak, Mareks Mejeris też to potrafi!

Łotewski środkowy w piątkowy wieczór tradycyjnie był znakomity. Ponownie zaczął mecz w roli fałszywego rozgrywającego, a potem tradycyjnie ciężko i jednocześnie mądrze pracował po obu stronach parkietu.

Efekt? 14 punktów, 6 zbiórek i 6 wymuszonych fauli.

Ja ich, czy oni mnie?

Decydująca dla losów końcowego wyniku okazała się jednak postawa Trentona Gibsona. Rozgrywający Stali spędził na parkiecie ponad 36 minut i jego postawa po obu stronach parkietu była absolutnie kluczowa.

Czemu po obu?

O ile pierwszy rzut Łączyńskiego był po ofensywnej zbiórce i obecność przy nim Gibsona można uznać za przypadek, to w kolejnych takowego na pewno nie było. Główny ballhandler Stali ewidentnie po bronionej stronie boiska znajduje się na celowniku rywali.

W piątkowy wieczór ostatnie słowa należały jednak właśnie do niego.

Ostatecznie Gibson zakończył mecz z dorobkiem 23 punktów, 10 asyst, 7 zbiórek, 7 wymuszonych fauli i tylko 2 strat. Po raz kolejny zakręcił się wokół triple-double – już po raz czwarty w sezonie zanotował występ, w którym suma zbiórek i asyst wyniosła 15 lub więcej.

Kolejna szansa? 30 stycznia, gdy Stal zagra w Dąbrowie Górniczej przeciwko tamtejszemu MKS. Jeśli Gibson – z triple-double lub bez – razem z kolegami weźmie rewanż za pamiętną porażkę na początku sezonu, Stal mając 10 zwycięstw – a w zanadrzu jeszcze aż 8 z ostatnich 12 meczów sezonu zasadniczego w swojej ostrowskiej twierdzy – może się stać realnym kandydatem nie tylko do walki o miejsce w play-in.

Może nawet tak po prostu – biorąc pod uwagę przedsezonowe zapowiedzi zupełnie bezceremonialnie! – przystąpić do rywalizacji o swoje miejsce w ligowym Top6.