Arka Gdynia – Trefl Sopot 80:77
Przy remisie 77:77 to sopocki zespół miał mieć piłkę na ostatni rzut, być może na zwycięstwo. Zbyt szybko akcję rzutową zaczął jednak najskuteczniejszy w Treflu Paul Scruggs (17 pkt) i po defensywnej zbiórce niespodziewanie szansa otworzyła się przed gdynianami.
W mocno improwizowanej akcji nie pogubił się Jakub Garbacz, który zagrał do nieobstawionego Kamila Łączyńskiego, a ten oddał rzut z około 10 metrów. Piłka czyściutko wpadła do kosza, a po sprawdzeniu całej akcji na wideo okazało się, że rozgrywającemu Arki udało się dosłownie w ostatniej dziesiątej części sekundy zmieścić rzut w czasie.
Dzięki temu Arka po raz drugi w bieżącym sezonie w niesamowitych okolicznościach wygrała derby Trójmiasta i przerwała tym samym serię 4 ligowych porażek. Gdynianie mają co prawda do rozegrania jeszcze zaległy mecz ze Śląskiem, ale w tym momencie – podobnie jak Trefl – mają w swoim dorobku 8 porażek, a od lokalnego rywala są lepsi w bezpośrednim dwumeczu.
Walka o TOP 4 Orlen Basket Ligi ponownie nabrała zatem rumieńców.
King Szczecin – Śląsk Wrocław 90:81
Tak wielkich emocji kibice nie oglądali w Szczecinie, a to głównie za sprawą znakomitego występu Przemysława Żołnierewicza i całej drużyny Kinga. Podopieczni Macieja Majcherka po raz drugi w sezonie pokonali Śląsk Wrocław i podobnie jak Arka, także oni zagwarantowali sobie wyższe miejsce od poniedziałkowego rywala, gdyby na koniec sezonu obie drużyny miały identyczną liczbę porażek. W tym momencie – mają ich po 6.
Reprezentant Polski był w poniedziałkowy wieczór niezwykle efektywny – w ciągu niecałych 26 minut zdobył aż 25 punktów. Gra Żołnierewicza uwidoczniała przewagi, które w starciu ze Śląskiem mieli szczecinianie – byli zdecydowanie szybsi i bardziej fizyczni od wrocławian. „Żołnierz” trafił 9 z 10 rzutów za 2 punkty, a cały zespół Kinga zdobył aż 56 punktów z pola 3 sekund, w tym 25 z kontrataku.
Przynajmniej w poniedziałek zespół Ainarsa Bagatkisa na taką grę Kinga nie był gotowy.