Ponad półtora miesiąca czekano we Włocławku na wzmocnienie strefy podkoszowej, które na początku listopada wydawało się koniecznością w momencie odniesienia kontuzji kolana przez Mate Vucicia. W niedzielę Anwil ogłosił transfer Tylera Wahla. 24-letni Amerykanin obecny sezon rozpoczął w greckim Panioniosie, gdzie występował głównie w rozgrywkach EuroCup. Dla greckiego klubu zagrał po raz ostatni 19 listopada w przegranym 72:79 spotkaniu z Lietkabelis.
„Wzmocnienie na skrzydle” – zatytułowała oficjalna strona włocławskiego klubu powitalny artykuł na temat nowego zawodnika.
Jestem zaskoczony. Powyższym tytułem. Wahl jest przede wszystkim centrem. Raczej niskim, stosunkowo lekkim, ale jednak wciąż – centrem.
To koszykarz, który wychował się koszykarsko na uniwersytecie Wisconsin. Ta uczelnia od lat wypuszcza na europejski rynek wartościowych graczy z pozycji 4/5. Czasami są oni specjalistami od zbiórek i bloków (Ethan Happ), czasami łączą umiejętności defensywne z rzutem z dystansu (Nate Reuvers), ale są też przypadki bardziej ruchliwych i niższych środkowych. Przed laty w Europie takim zawodnikiem był choćby Michael Wilkinson, który z powodzeniem występował m.in. w Uniksie Kazań.
Graczem tego typu jest również Tyler Wahl, którego wiosną 2024 roku podczas przeddraftowego campu Portsmouth Invitational Tournament oficjalnie zmierzono bez butów na 6’8 1/4 stopy, co powinno przełożyć się na około 206 centymetrów wzrostu w obuwiu koszykarskim. Z tej samej okazji Wahla również wtedy zważono, a waga pokazała zaledwie 211 funtów – czyli dość skromne 95 kilogramów.
Czy z takimi warunkami fizycznymi da się w Orlen Basket Lidze grać na pozycji środkowego? Występy Wahla w poprzednim sezonie na parkietach Ligi Adriatyckiej sugerują, że to możliwe. Amerykanin dla chorwackiego KK Zadar notował średnio powyżej 10 punktów i 5 zbiórek w każdym meczu.
Trudno jednak sobie wyobrazić wspólną grę w większym wymiarze Wahla z Mate Vuciciem, gdy już chorwacki środkowy powróci do gry (według obecnych planów ma to nastąpić po nowym roku). Amerykanin bardzo niepewnie czuje się w rzutach z dystansu. W ataku zazwyczaj operuje w podobnych miejscach parkietu do Vucicia, a na linii rzutów wolnych jego skuteczność oscyluje w granicach 60 procent.
Kłóci się to trochę z wcześniejszymi nazwiskami, które przewijały się na listach – choćby ze wspominanym przez nas wcześniej Ukraińcem Wjaczesławem Bobrowem.
Łatwiej za to wyobrazić sobie grę Wahla w parze choćby z Kacprem Borowskim, o ile polski podkoszowy pozostanie we Włocławku do końca sezonu. W ostatnim czasie sporo spekuluje się na temat jego potencjalnego odejścia do… mającego ewidentnie mocarstwowe ambicje pierwszoligowego ŁKS Łódź.
Powyższe wideo, zamieszczone na „X” przez Adama Żakowieckiego, moim zdaniem właściwie oddaje silne strony nowego nabytku Anwilu. Nie ma przypadku w tym, że pewnych akcji w jego wykonaniu na nim nie widać.
Czy takiego typu zawodnika potrzebował włocławski zespół? Przekonamy się już wkrótce. Wahl ma zadebiutować w zaplanowanym na 26 grudnia meczu ze Śląskiem Wrocław, czyli jeszcze zanim odpowiedzialność trenerską w swoje ręce przejmie Izraelczyk Ronen Ginzburg.
Huragan w Gliwicach
„Gdy motyl poruszy skrzydłami, na drugim końcu świata rozpętuje się huragan” – stwierdził przed laty Charlie Crews, główny bohater znakomitego serialu „Life”.
Koszykarskim motylem jest grecki miliarder Telis Mistakidis, który kilka tygodni temu przejął PAOK BC i od razu znacząco podwyższył budżet zespołu z Salonik. Najbardziej znanym transferem jest weteran parkietów NBA Patrick Beverley, który zgodził się przenieść do Europy skuszony pensją w wysokości 100 tysięcy euro miesięcznie.
Gdzie ten huragan? Mocne podmuchy odnotowano w Gliwicach, gdy tamtejszy Tauron GTK poinformował w niedzielę o podpisaniu kontraktu z K.J. Jacksonem, jednym z tych zawodników, dla których w Salonikach zabrakło miejsca. Sam zawodnik na tym finansowo na pewno nie stracił, gdyż w Grecji słychać o tym, że zwalniając go, wypłacono mu… całość przysługującego kontraktu.
Namówienie go na grę dla GTK jest wielkim zaskoczeniem i dużym sukcesem zespołu z Gliwic. Łukasz Kopera, generalny menedżer klubu, przekazał mi, że negocjacje z Jacksonem potoczyły się szybko – trwały w sumie 24 godziny.
Czy część pieniędzy na kontrakt nowego zawodnika została pokryta z ewentualnego buyoutu za wykupienie Andy’ego Cleavesa przez zespół z Chin? Tego się już nie dowiedziałem, lecz nie ulega wątpliwości, że Jackson będzie w tym momencie najdroższym zawodnikiem w zespole GTK.
Nie można się temu dziwić. Mówimy tu przecież o koszykarzu, który w bieżącym sezonie dał się we znaki zarówno Anwilowi Włocławek (21 punktów w Hali Mistrzów) w meczach FIBA Europe Cup, jak i Arisowi w ligowych derbach Salonik (24 pkt).
– Trafiał z nami nieprawdopodobne rzuty – mówi pokonany w tamtym spotkaniu trener Arisu Igor Milicić, jedna z wielu osób, które informacją o angażu Jacksona właśnie w Gliwicach zostały bardzo mocno zaskoczone.
27-letnim Amerykaninem interesowały się m.in. greckie kluby, ale ten wybrał walkę o utrzymanie w Orlen Basket Lidze z GTK. Nie tylko ja jestem ciekaw, co nowy nabytek gliwickiej drużyny pokaże na naszych parkietach.
Jackson jest już na Śląsku i klub czyni starania, by wystąpił już we wtorkowym wyjazdowym meczu przeciwko Stali Ostrów. W zespole GTK będzie pełnił rolę podstawowego rozgrywającego, chociaż przede wszystkim znany jest z umiejętności strzeleckich. Amerykanin miał jednak sezony, w których notował powyżej 5 asyst na mecz, zatem także w tej roli powinien okazać się bardzo przydatny.
Kontrakt pod choinkę
Niedzielny hat-trick ciekawych wiadomości spoza ligowych parkietów skompletowały rozpędzone w ostatnich tygodniach Dziki Warszawa, które z siedmioma zwycięstwami i czterema porażkami coraz śmielej pukają do bram czołówki Orlen Basket Ligi.
Klub poinformował bowiem o wykorzystaniu zapisanej opcji w umowie i przedłużeniu kontraktu trenera Marco Legovicha na sezon 2026/27.
– Dziwię się twojemu zdziwieniu – odpowiedział mi prezes Michał Szolc, gdy w krótkiej rozmowie telefonicznej wyraziłem zaskoczenie, że taka decyzja została podjęta już w grudniu.
Być może za bardzo przesiąkłem polskimi realiami, ale u nas takiego ruchu względem trenera pracującego w klubie sobie nie przypominam. Kojarzę jedynie decyzję prezesa Kinga Szczecin Krzysztofa Króla, który przed startem playoff w 2023 roku przedłużył kontrakt z trenerem Arkadiuszem Miłoszewskim.
Ten szkoleniowiec po kilku tygodniach zapewnił mu mistrzostwo Polski, a rok później dołożył srebrny medal.
Tamta decyzja została jednak podjęta w kwietniu, a prezesa Szolca raczej nie podejrzewam o pomylenie Wielkanocy z Bożym Narodzeniem.
– Wprawdzie do klubu nie wpłynęły żadne konkretne oferty, ale słyszę, że wyniki osiągane przez Marco są zauważane w innych ligach. Moja decyzja nie była jednak podjęta pod wpływem chwili. To nie tylko efekt zwycięstw w ostatnich tygodniach, ale przede wszystkim tego, jak trener Legovich pracuje na co dzień – komentuje szef Dzików.
Czy trener Legovich ma w swojej umowie zapisany buyout?
– Oczywiście, że nie ma! – kończy prezes zespołu, który w rozgrywkach ligowych i pucharowych wygrał 9 z ostatnich 10 meczów.