Aleksandra Samborska: To była dłuuuga przerwa… Jak się czujesz psychicznie i fizycznie przed zaplanowanym na niedzielny mecz ze Startem powrotem do gry po niemal 2-letnim leczeniu kontuzji?
David Brembly: Czuję się świetnie, jestem bardzo zadowolony, że wreszcie będę mógł postawić ten ostatni, a w zasadzie pierwszy krok. Od 5 maja 2024 do 8 marca 2026 minęło dokładnie 657 dni.
Na początku kontuzji patrzyłem na to, co mnie spotkało jak na taką wielką górę, na którą trzeba się wspinać. Dziś czuję, że jestem na ostatnim poziomie, tuż przed wejściem na szczyt, choć zdaję sobie sprawę, że jak już na niego wejdę to pojawi się następna góra. Będą kolejne schody, ale to już będą wyzwania czysto koszykarskie. Na nie bardzo się cieszę. Nareszcie znowu będę mógł zajmować się tym, co ukochałem sobie najbardziej.
Wiem, że przez te dwa lata nie próżnowałeś, a rehabilitacji towarzyszyły ci przeróżne zajęcia trenersko-menedżerskie. Już szykujesz się na sportowe życie po życiu?
Na początku nie było to w ogóle realne, ale z biegiem czasu, w miarę możliwości, postanowiłem robić rzeczy, na które na co dzień nie miałem wcześniej czasu. Paradoksalnie i tak spędzałem po 6-7 godzin dziennie na siłowni, ale przez to, że nie musiałem się koncentrować na rywalizacji i wygrywaniu meczów postanowiłem zająć głowę czymś innym, żeby na tej siłce dzień w dzień po prostu nie zwariować.
Zacząłem robić klasę A-trenerską. Przyjeżdżałem na spotkania organizowane przez Rafała Jucia, gdzie mnóstwo niesamowicie ciekawych osób dzieli się swoją ogromną wiedzą pozaboiskową. Teraz już wiem, że życie toczy się według własnego planu i nigdy nic nie wiadomo, dlatego już nigdy nie powiem, że nigdy czegoś nie będę robił. Szkolę się w różnych kierunkach.
Te spotkania były wartościowe także dla mnie jako gracza, który wkrótce wróci na boisko, bo dużo mówiło się o taktyce. Myślę, że te prezentacje i dyskusje uzmysłowiły mi także inne kierunki gry, a także to, jak trenerzy patrzą na niektóre rzeczy i sytuacje. Wiem, że to również zaowocuje.
Czyli jednak nie telewizja?
Zawsze chciałem sprawdzić się jako komentator meczowy. Olbrzymie podziękowania dla Polsatu Sport, stacji, która urzeczywistniła moje wielkie marzenie! Świetnie się bawiłem, to było niesamowite przeżycie. Tak samo jak bycie ekspertem w studio. Uwielbiam nasz ekspercki team, który pozdrawiam bardzo serdecznie!
Te wszystkie momenty przed kamerami były cudowne, wiesz, że dla mnie nie ma nic lepszego niż siedzieć i rozmawiać o koszykówce, a jak masz wokół siebie jeszcze trzy osoby, które mają taką samą pasję to jest to dla mnie najlepiej spędzony czas! Raz jeszcze pozdrawiam Polsat Sport Crew i naszą grupę koszykarskich ekspertów. Było z wami naprawdę doskonale.
A jak tam rozwój boiska Energa Basket Court, które z Mateuszem Przytułą postawiliście także w okresie twojej kontuzji?
Bez pomocy Artura Siódmiaka (właściciela gdańskiej Moloteki, przy której, na plaży, zlokalizowane jest boisko Energa Basket Court) nie byłoby to w ogóle możliwe. Siódym dał nam szansę wykazania się i dziś ta współpraca świetnie się układa, za co jesteśmy mu bardzo wdzięczni.
To boisko ma dla nas szczególne znaczenie bo daliśmy radę postawić od siebie coś dla dzieci, a wiemy wszyscy, że dzieci dziś coraz rzadziej wychodzą na dwór… Mateusz i ja jesteśmy z tej generacji, która spędzała cały wolny czas na dworze. Jak leżałem w szpitalu w izolatce to Mati codziennie wysyłał mi filmiki – ile dzieci przychodzi na nasze boisko, ile osób tam w danym momencie gra. To tak mnie cieszyło, nawet nie tyle że koszykówka na plaży, tylko że tam są dzieci, że bawią się na zewnątrz! A koszykówka to wiadomo – dla mnie zawsze woda na młyn.
Na Energa Basket Court w sezonie letnim organizujemy nieodpłatne treningi, co drugą niedzielę każdy może się zapisać, wziąć piłkę, i ćwiczyć z zaproszonymi przez nas zawodnikami, którzy pokazują technikę, rzuty, no i wreszcie gramy wspólnie.
To nasze rodzinne miejsce. Mateusz Przytuła to mój najlepszy przyjaciel, jesteśmy jak bracia, będziemy robić wszystko, żeby ten projekt trwał, pomagał, rozwijał się i cieszył innych. W wakacje 2026 także. Takie boisko na plaży było czymś przez Mateusza wymarzonym, udało nam się je zbudować i jesteśmy z tego niesamowicie dumni.
Zanim zainaugurujemy kolejny sezon beachbasketu w Brzeźnie masz masę roboty w Ostrowie. W jakich elementach koszykarskich David Brembly może pomóc Stali po tak długim czasie?
Na pewno mogę pomagać swoim doświadczeniem i rozumieniem gry. Jestem już trochę po tej drugiej stronie górki, jeżeli chodzi o wiek. Zaczynam 13. sezon profesjonalnej gry w koszykówkę w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Na pewno nie chcę wchodzić do drużyny, żeby coś zmieniać, rozwalając hierarchię. Chłopaki wykonują w tym sezonie świetną robotę, gramy dobrze i chcę być tego częścią. Na pewno zamierzam uniknąć sytuacji, że oni grają swoje i nagle się pojawiam – hopla, to ja – David Brembly. Zawsze byłem i będę graczem drużynowym, dlatego chcę pomagać tam, gdzie będę potrzebny.
Zostało nam 10 meczów. Wiemy, gdzie chcemy być, dokąd chcemy iść, a ja muszę zrobić wszystko – w obronie, w ataku, na czwórce, na trójce, po prostu tej drużynie pomagać, żeby osiągnąć cel. Byle absolutnie niczego nie zaburzyć, po prostu wejść i być częścią tej Stalówki. Wiele miesięcy patrzyłem z boku – ten kolektyw wygląda za dobrze, żeby w jakikolwiek sposób zmieniać jego harmonię.
Jak mocna jest dziś Stal?
W dzisiejszej PLK każdy może wygrać z każdym, ja uważam, że Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski grająca swój basket w swoim, charakterystycznym już stylu, może mierzyć naprawdę wysoko! Oczywiście nie znaczy to, że droga w górę będzie łatwa, bo jesteśmy świadomi, że tak jak my możemy pobić każdego, tak każdy może pobić nas. Kluczowa jest nasza wewnętrzna koncentracja, szczególnie w domu, gdzie murem stoi za nami cały Ostrów Wielkopolski. Wszyscy to wiedzą, ale we własnej hali jesteśmy szalenie groźni!
Quanterrius Jackson grozi przechwytami, skąd on je bierze?!
Polska liga jeszcze nigdy nie widziała zawodnika, który piłki przechwytuje tak dobrze jak Q! Sam w międzynarodowej koszykówce widziałem naprawdę sporo, ale nigdy nikogo z taką czutką i łatwością do przechwytów jak Q!
Zawodnicy, którzy lubują się w przechwytach są na tym skupieni, na to polują, ale przez to często wypadają z defensywy, flashują, a jak nie wezmą tej piłki to rywal ma przewagę. Quanterrius Jackson to inna liga. On wybiera te piłki z kozła wewnątrz naszego systemu. Zresztą to czasem doprowadza do tak kuriozalnych sytuacji na treningach, że nie będzie można zrobić zmiany przed sobą, bo piłki po prostu nie będzie. Podania, które idą cross przez boisko do rogu – on ma tak długie i szybkie te ręce…
Pytałem go, czy to jest jego talent czy ktoś go tego nauczył. Q ma swoje techniki, robi zwody w obronie, o czym większość graczy nawet nie myśli. Mam do niego i jego gry wielki szacunek, bo nie widziałem jeszcze na żywo zawodnika, który by robił takie rzeczy… 6 przechwytów do połowy z Dąbrową – moim zdaniem w PLK kogoś takiego jeszcze nie było!
Rozmawiałam niedawno z Mareksem Mejerisem i byłam pod wrażeniem jego koszykarskiej dojrzałości. Zgodzisz się, że to dziś największy mózg całej ORLEN Basket Ligi?
Mareks to jest nasz baby LeBron, bo gra na 5, na 4, rozgrywa, broni jedynki… Robi rzeczy niebywałe dla wysokich!
Na pewno w dotychczasowej części sezonu wyrósł na naszego cichego MVP. Może nie zawsze statystyki to pokazują, ale to, co Mareks robi dla drużyny jest niesamowite. Potrafi namieszać, trafić za trzy, spod kosza, zbiera, rozgrywa na short rollu, wyprowadza szybkie ataki…
To jakaś kosmiczna wszechstronność! Poza tym jako największy weteran w zespole ma wciąż końskie zdrowie i potrafi wziąć na siebie ok. 30 minut w meczu! To, że on jest w stanie robić z nami tyle co weekend… Wielki szacunek dla Mareksa. Bez niego po prostu nie byłoby tych zwycięstw!
A Nikodem Czoska? Chłopak z naszych rodzinnych stron…
Nikodem Czoska robi w tym sezonie bardzo duży krok do przodu. On nie ma łatwiej roli, dobrze to znam, nie jest łatwo być wciąż młodym graczem, który nie zawsze wie, czy w ogóle w danym meczu zagra. Nikodem zawsze jest gotowy żeby wejść i walczyć w obronie do czego ma znakomite predyspozycje.
Czoska zostaje ze mną po treningach, rzucamy razem, widzę jak rośnie jego pewność siebie, ale i rozwijają się koszykarskie umiejętności. Były już mecze, w których był naszym X-factorem. Każda drużyna potrzebuje gracza, który potrafi wejść z ławki, żeby bronić i rzucać się po piłkę. Niko taki jest, a poza tym bardzo fajnie odnajduje się w naszej drużynie, w której coraz częściej daje ważną zbiórkę, dobija piłkę, dodaje energii. To są rzeczy, których czasem nie widać w statystykach, ale każdy, kto rozumie koszykówkę wyłapuje to momentalnie.
No a poza tym to bardzo wesoły dzieciak w szatni, gdzie super tworzy naszą atmosferę!
Szatnia myślami jest już pewnie przy niedzielnym starciu z PGE Startem Lublin. Jak zatrzymać wicemistrza Polski już z Davidem Brembly’em w składzie?
Lublin jest niebezpieczny. Mają graczy dobrych indywidualnie, bardzo szybko biegają w kontrach. O’Reilly w każdej chwili może odpalić. Będziemy musieli wejść w ten mecz w maksymalnym skupieniu.
Wiemy, że nie możemy im dać ani krzty komfortu, żeby nie poczuli, że mogą zacząć trafiać. Czeka nas też fizyczna walka na zbiórce, nie chcemy dopuścić do ich punktów drugiej szansy.
Wiemy, że drużyny trenera Kamińskiego pchają piłkę do przodu, chcą grać szybciej, dlatego trzeba będzie ich dobrze bronić 1 na 1. Mają dobrych kreatorów własnych rzutów, nie możemy im w niedzielę dać tej swobody. To są klucze do zwycięstwa, a my w niedzielę bardzo chcemy wygrać kolejny mecz!
Rozmawiała Aleksandra Samborska, @aemgie