Dziki Warszawa – King Szczecin 85:96
Siedemnastu minut drugiej połowy potrzebował w Warszawie trener Kinga Szczecin Maciej Majcherek, by poprosić o pierwszą z przysługujących mu trzech przerw na żądanie w tej części gry. To najlepiej pokazuje, jak dobrze jego zespół kontrolował czwartkowe spotkanie. Ambitna i fizyczna gra warszawskich Dzików dopiero w końcówce mocniej zagroziła jego drużynie.
Gospodarzom nie udało się jednak zejść na różnicę choćby jednego posiadania – najbliżej rywali byli przy stanie 85:90. Wtedy do końca spotkania pozostawało już jednak tylko 40 sekund, a po kolejnym timoucie szkoleniowca Kinga jego koszykarze popisowo rozbili obronę na całym parkiecie Dzików i łatwymi punktami spod kosza ostatecznie rozstrzygnęli sprawę zwycięstwa.
Szczecinianie wygrali już po raz szósty w sezonie. W Warszawie po raz kolejny zaimponowali głębią składu – z powodu problemów z pachwiną tylko siedem minut zagrał Amerykanin Jeremy Roach, ale aż pięciu innych graczy Kinga zaliczyło dwucyfrowe zdobycze punktowe. Najwięcej zgromadzili w swoim dorobku Serb Nemanja Popović (19 pkt) i Tomasz Gielo (18). 12 asyst rozdał z kolei Jovan Novak, drugi z Serbów w zespole gości.
W drużynie gospodarzy po raz kolejny znakomity w ofensywie był Landrius Horton (25 pkt), który pokazał, że jest w stanie zdobywać punkty nawet wtedy, gdy nie ma najlepszego dnia w rzutach z dystansu (2/7 za 3). Po 14 punktów dodali Łukasz Frąckiewicz i Tahrik Chavez.
Po czwartkowej przegranej z Kingiem, Dziki mają bilans trzech zwycięstw i czterech porażek.
Energa Czarni Słupsk – Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wlkp. 86:93
Gdy zaledwie cztery dni po kompromitującej porażce różnicą 30 punktów w Toruniu, ta sama drużyna zaczyna kolejny wyjazdowy mecz od przegrania pierwszej kwarty różnicą aż 15 punktów (31:16), to trudno o optymizm w kwestii końcowego wyniku. Koszykarze z Ostrowa Wielkopolskiego tym razem pokazali jednak, że zasługują na Stal w nazwie – nie załamali się huraganem celnych „trójek” (7 na 9) gospodarzy. Już w ciągu czterech minut drugiej kwarty zmniejszyli straty do zaledwie sześciu punktów (36:30), a trenera Czarnych Robertsa Stelmahersa do wzięcia dwóch przerw na żądanie.
To była dopiero preludium dalszych emocji i wyrównanego spotkania, które w czwartej kwarcie ostatecznie rozstrzygnęło się na korzyść gości. Katem Czarnych okazał się Daniel Gołębiowski, który w tej części zdobył 15 ze swoich 17 punktów, trafił m.in. dwukrotnie za trzy punkty w dwóch kolejnych akcjach w ostatnich trzech minutach spotkania. Najskuteczniejszym graczem Stali był jednak Łotysz Mareks Mejeris, autor efektownego double-double: 23 punktów i 12 zbiórek.
W zespole gospodarzy w decydujących minutach widać było brak kontuzjowanego Aigarsa Skelego – bez swojego najlepszego rozgrywającego gracze Czarnych najczęściej decydowali się na pochopne rzuty z dystansu, nie poprzedzone żadnym ruchem piłki. Po siedmiu „trójkach” w pierwszej kwarcie, w trzech kolejnych słupszczanie trafili łącznie siedem kolejnych, ale potrzebowali do tego aż dwudziestu pięciu prób.
Zawiodła także walka na tablicach – goście zebrali 13 piłek w ataku w całym spotkaniu i zamienili je aż na 20 punktów drugiej szansy. Najskuteczniejszym graczem gospodarzy był Chris Carter Jr., który zdobył 26 punktów.
Stal Ostrów odniosła zatem drugie zwycięstwo w siedmiu meczach bieżącego sezonu. Czarni z kolei pozostali z czterema wygranymi, a czwartkowa przegrana była ich trzecią w rozgrywkach Orlen Basket Ligi.