Nie po raz pierwszym w tym turnieju zespół trenera Rafała Gila zaczął mecz piorunująco. Polacy prowadził aż 14:2, a Grecy wyglądali na zupełnie zaskoczonych stylem ich gry. Im dłużej trwała jednak pierwsza połowa, tym lepiej i pewniej prezentowali się nasi rywale. Pierwszą połowę Polacy przegrali już 42:47.
Nasi koszykarze grali momentami szybko, zespołowo i efektownie (świetny wsad Szewczyka po aucie), ale w drugiej połowie – a już szczególnie w czwartej kwarcie, równie słabej jak w ćwierćfinale z Hiszpanią – chyba po raz pierwszy w tym turnieju w ich grze naprawdę wyraźnie coś się zacięło. Rywale wygrali tę część gry aż 27:12/ Śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że był to najgorszy fragment naszej drużyny podczas tych ME. Złe decyzje, niepotrzebne straty (22 w całym meczu) oraz dziurawa obrona… To wszystko skwapliwie wykorzystali Grecy i w niepodzielnie już dominując w czwartej kwarcie, wygrali mecz wyraźnie.
Świetnie zagrał Andreas Barlos zdobywca 33 punktów, lecz prawdziwym utrapieniem dla biało-czerwonych w ataku był bardzo dobry obrońca Yorgos Monama. Dwucyfrową zdobycz punktową (13 punktów) zaliczył Athanasios Spanoulis, syn legendarnego koszykarza Vasilisa Spanoulisa.
Po naszej stronie tradycyjnie należy wyróżnić tercet Alan Chojnacki (14 punktów i 5 zbiórek) – Alex Pietrzak (13 punktów i 5 asyst) oraz Emilio Szewczyk (12 punktów). W walce pod tablicami wyróżnił się Michał Karsznia (10 punktów i 13 zbiórek).
Jutro ostatni mecz drużyny, którą baczni obserwatorzy koszykówki młodzieżowej w naszym kraju zapamiętają na długo. To ekipa, która miała swój charakterystyczny styl i warto byłoby dobre wrażenie przypieczętować zwycięstwem i zajęciem 7. miejsca w mistrzostwach Europy U-16 Dywizji A. Rywal? Gospodarz turnieju, Rumunia.
To ta sama, którą w meczu inaugurującym Polacy zmietli z powierzchni ziemi, wygrywając aż 105:62.