Krzysztof Radziwanowski: Jakim cudem nie mającego ani wielkiego zaplecza finansowego, ani kibicowskiego WKK Wrocław tak dobrze rozwija młodych zawodników?
Jakub Galewski: Uważam, że największa w tym zasługa samych trenerów oraz podziału pracy. Ludzie, z którymi miałem do czynienia w tym klubie byli w pełni profesjonalni i skupieni na swoich zadaniach. Nie miałem na co narzekać. Myślę też, że właśnie niewielki budżet może paradoksalnie pomagać młodszym zawodnikom. W WKK nie ma środków, które pozwoliłyby na ściągnięcie zawodników z największymi nazwiskami w 1 lidze, więc to, że młodzi dostają swoje szanse wychodzi bardzo naturalnie.
Byłeś we wrocławskiej koszykówce dość długo. Jak porównałbyś WKK i Śląsk, który też przecież miał swoje rezerwy w 1. lidze?
Wydaje mi się, że w Śląsku młodsi gracze zjeżdżali się właściwie z całej Polski. U nas było bardziej lokalnie. W dużych rolach byłem ja, ale też Karol Prochorowicz, który jest wychowankiem WKK. Czuło się w klubie rodzinną atmosferę.
Jak 1. liga zmieniła się na przestrzeni kilku ostatnich sezonów? Co najbardziej odczułeś z perspektywy zawodnika?
Zmieniła się bardzo mocno. Największy wpływ miało na pewno wprowadzenie przepisu o dwóch obcokrajowcach. Ostatni sezon był obiektywnie dużo trudniejszy niż poprzedni, także przez rezygnację z przepisu o młodzieżowcu. W praktyce u większości przeciwników na boisku było dwóch obcokrajowców, jeden doświadczony Polak z przeszłością w PLK oraz dwóch mocnych zawodników z 1 ligi. Na początku sam miałem lekki problem z przystosowaniem się do nowej rzeczywistości. Myślę, że w tym sezonie liga będzie jeszcze mocniejsza. To na pewno dobra informacji dla wszystkich.
Jakie masz zdanie na temat przepisu o dwóch obcokrajowcach w 1 lidze? Dodawałabyś jeszcze kolejnych?
Na pewno ich obecność dodała lidze kolorytu, ale też po prostu poprawiła jakość. Mimo wszystko nie zwiększałbym już jednak tego limitu dalej, bo to mogłoby mocno ograniczyć miejsce dla młodych Polaków. Oczywiście, akurat w tym przypadku mogę nie być do końca obiektywny, ale wydaje mi się, że to nie jest moment na dalsze zmiany.
W koszykówce juniorskiej funkcjonowałeś wiele lat, ale masz już też trochę doświadczenia w walce z seniorami. Jakie są główne różnice?
Przede wszystkim rozumienie gry. Oczywiście różnica jest też zauważalna różnica w rozmiarach, w fizyczności, ale to po prostu kwestia wieku i przystosowania się do nowych warunków. Czytanie gry to z kolei różnica systemowa. Kluby mają przygotowane czasem po kilkadziesiąt zagrywek i wiele wariantów na różne sytuacje. Wejście do takiego grania zawsze wymaga czasu. Nie spotkałem się, żeby ktoś ot tak, z biegu był na to gotowy.
W której koszykówce czujesz się lepiej?
Zdecydowanie lepiej w seniorskiej! W młodzieżowej nie miałem oczywiście wielkich problemów, ale naturalnie bliżej mi do profesjonalnego grania. Trenerzy zawsze mówili mi, że dobrze rozumiem grę i czysto taktycznie byłem krok przed rówieśnikami. Może dlatego wejście do seniorów przyszło mi stosunkowo łatwo.
Przed sezonem 2026/27 decydowałeś się na podpisanie kontraktu z wicemistrzem Polski – Zastalem Zielona Góra. Nie rozważałeś pomysłu wyjazdu do Stanów? Ostatnio gra w NCAA to coraz bardziej popularny kierunek dla młodych Polaków.
Jeśli chodzi o Stany to nie ukrywam, że taki pomysł się pojawił, ale dosyć szybko go odrzuciłem. Mam świadomość, że w USA patrzą bardziej na czysty talent, wynikający z warunków fizycznych. Z Europy dużo łatwiej z miejsca przebić się w NCAA wysokim, atletycznym graczom. Wśród obwodowych rywalizacja jest znacznie większa i ludzi o podobnym profilu do mojego mnóstwo. Nie mówię, że nie chciałbym spróbować, ale na pewno jeszcze nie teraz.
Do Zastalu przekonał mnie sam trener i możliwość gry oraz trenowanie z zawodnikami jak Andrzej Mazurczak czy Conley Garrison.
Druga sprawa – bardzo ważne było dla mnie to, że sam klub się do mnie odezwał. Jeśli zainteresowanie wynika ze strony zawodnika, zwykle to nie wypala. Tutaj sytuacja była dla mnie bardziej optymistyczna.
Z kim rozmawiałeś o Zastalu? Kogo radziłeś się w sprawie przejścia o poziom wyżej?
Odbyłem wiele rozmów. Co do zasady pytałem nie tylko o sam Zastal, ale raczej o PLK. W tej grupie byli oczywiście doświadczeni zawodnicy WKK, jak Tomasz Ochońko czy Kuba Koelner oraz sami trenerzy. Pojawiały się jakieś wątpliwości, ale mam nadzieję, że okaże się, iż to była dobra decyzja. O sam klub pytałem przede wszystkim Miłosza Majewskiego, z którym znamy się od kilku lat i mamy dobry kontakt. Miłosz chwalił Zastal, więc też pomógł mi w podjęciu decyzji.
Jakie są twoje oczekiwania przed debiutanckim sezonem w PLK? Masz w głowie jakieś konkretne cele do zrealizowania czy po prostu chcesz się rozwijać?
Na pewno sam rozwój jest najważniejszy, to cel nadrzędny. Chciałbym zacząć budować swoje nazwisko na ekstraklasowym poziomie, powoli wchodzić do tej ligi. Plan jest taki, że będę pokazywać się na treningach, a za tym pójdzie jak najwięcej minut w samych meczach. Drużynowo celem będzie pewnie powtórzenie sukcesów z tego sezonu. Kibice z Zielonej Góry przypomnieli sobie jak smakuje medal i nie będą chcieli tego odpuścić.
Masz jakieś ustalenia z trenerem Arkadiuszem Miłoszewskim, choćby odnośnie liczby minut czy przewidywanej roli w zespole?
Nie ustaliliśmy żadnej konkretnej liczby minut. Wiem, że cały czas mam dawać z siebie 100 procent i tylko wtedy będę miał szansę na granie minut w meczach. Nasz plan jest przede wszystkim długofalowy. Spodziewam się, że pierwszy rok może być ciężki, ale liczę, że w kolejnych będzie łatwiej, a moja rola będzie rosła.
Mówisz, że rozmawiałeś już z innymi o grze PLK. Czego obawiasz się najbardziej? Co będzie największym przeskokiem?
Na pewno fizyczność. Wiele osób ostrzegało mnie, że muszę być gotowy na to, iż sama zmiana nie musi oznaczać wielu minut. Nie wszyscy sobie z tym radzą, a często kluczowa jest właśnie reakcja mentalna. W przypadku Zastalu czułem, że to jest właśnie to. Od samego początku. Jeśli sam po poprzednim sezonie miałbym wybrać dowolną drużynę z PLK, to Zastal mógłby być na pierwszym miejscu. A na pewno w ścisłej czołówce.
Sam wspomniałeś Andrzeja Mazurczaka. Jak duże znacznie miał właśnie on, możliwość podpatrywania takiego zawodnika?
To miało bardzo duże znaczenie! Zaryzykowałbym stwierdzenie, że koszykarsko to najmądrzejszy gracz w PLK. Widzę też między nami cechy wspólne. Mamy zbliżone warunki fizyczne, obaj dobrze czytamy grę, mamy mocną psychikę. Mam nadzieję, że nauczę się od niego jak najwięcej i w przyszłości będę grać na podobym poziomie, jak on teraz.
Jak pochodzisz do europejskich rozgrywek, jest dodatkowa ekscytacja? Traktujesz grę Zastalu w FIBA Europe Cup trochę jako okazję na dodatkowe minuty?
Co ciekawe, w momencie kiedy zacząłem pierwsze rozmowy z Zastalem, nie było jeszcze wiadomo, czy zespół zagra w Europie. Szczerze mówiąc, nie było to dla mnie najważniejsze, ale oczywiście to dobra wiadomość. Nie tylko nowe doświadczenie, ale też taki terminarz może oznaczać, że intensywność i zmęczenie wzrosną. To zawsze szansa, że dla młodszych zawodników pojawią się dodatkowe minuty.
Porozmawiajmy chwilę o tobie, jako koszykarzu. Co w swoim przekonaniu w ostatnim sezonie poprawiłeś najbardziej?
Powiedziałbym, że umiejętność czytania gry. 1 liga nauczyła mnie rozumienia koszykówki i widzę to też po sobie, kiedy schodzę jeszcze na poziom młodzieżowy. Nadal występowałem w kategoriach U-17 i potem w U-19. Zauważałem, że – przynajmniej w tym elemencie – jestem o krok przed innymi. Oprócz tego ostatnio poprawiłem też grę w obronie. Przez lata wszyscy mówili mi, że w ataku jest dobrze, ale obrona – głównie przez fizyczność – jest do nadrobienia. W końcu to poszło w dobrym kierunku.
Jeśli chodzi o rozumienie gry – część to w koszykówce naturalny talent, ale jak nauczyć się reszty? To po prostu kwestia praktyki czy też bardziej analizy swojej gry i innych meczów?
Oglądanie na pewno też pomaga, chociaż u mnie kluczowe były chyba refleksje po gierkach treningowych. Powtórzenia i błędy na treningach sprawiły, że w meczach czułem się znacznie pewniej.
A nad czym musisz pracować najbardziej? Zakładam, że znów wspomnisz o fizyczności – ale co poza tym?
To oczywiście bardzo ważne. Czysto koszykarsko wskazałbym też na poprawę rzutu, który ma coraz większe znacznie, szczególnie dla obwodowych. W tym sezonie rzutowo bywało u mnie różnie. Miałem gorsze momenty. Chciałbym żeby moja skuteczność się w końcu ustabilizowała.
Porównałeś się trochę do Andrzeja Mazurczaka, ale jak sam opiszesz siebie jako rozgrywającego. Jakie są twoje cechy dominujące i te, które cię wyróżniają?
Jestem zawodnikiem, który lubi grać w szybkim ataku. To miałem od małego i zawsze drużyna miała z tego dużo punktów. Myślę, że nie panikuję pod presją, dobrze reaguję i staram się panować nad grą swoją i innych. To dla mnie bardzo ważne.
Wspomniałeś, że oglądasz koszykówkę. Interesujesz się nią też po godzinach, czy bardziej traktujesz jako przyszły zawód?
W naszym domu koszykówka leci prawie cały czas! Mimo że sam grał tylko amatorsko, mój tata jest wielkim fanem basketu. Wkręciliśmy też mamę, ale wszystko zaczęło się od taty. Jako dziecko chodziłem na jego mecze i sam rzucałem. Myślę, że wtedy u mnie pojawiło się zainteresowanie.
Która koszykówka przede wszystkim? Wolisz NBA, Euroligę czy przede wszystkim PLK?
Zdecydowanie koszykówkę europejską. NBA też oglądamy całkiem sporo, ale jednak bliżej mi do gry, gdzie skupienie jest przede wszystkim na technice, taktyce i rozumieniu gry, a nie na samych umiejętnościach i warunkach fizycznych.
Jakie masz ulubione drużyny, zawodników?
W NBA od zawsze Golden State Warriors i Stephen Curry, zdecydowanie. W Europie chyba najbardziej Barcelona, tak naprawdę niezależnie od sportu. W Polsce do nikogo nie przywiązałem się na dłużej, raczej z sezonu na sezon miewam swoje ulubione ekipy.
Jakie masz zainteresowania poza koszykówką? Co robisz w wolnym czasie?
Ostatnio średnio połowę dnia spędzałem w szkole albo na nauce i szło mi dobrze. Nie byłem w szkole sportowej, więc pod tym względem miałem trochę trudniej niż koledzy. Prywatnie bardzo lubię nurkować, sporo gram w szachy albo po prostu na konsoli. Lubię też inne sporty. Zdarza mi się grać w piłkę nożną i w siatkówkę.
Teraz na pewno pójdę na studia i będę je łączyć to z graniem w klubie. Rozmawiałem też z Miłoszem Majewskim. Możliwe, że będziemy mieli zajęcia razem. Wybrałem zarządzanie, bo nigdy nie wiadomo jak potoczy się kariera. Chciałbym mieć na pewno też inne możliwości. Na razie skupiam się jednak na koszykówce i na ten moment nie wyobrażam sobie, że bym miał siedzieć za biurkiem i nie mieć codziennej adrenaliny podczas meczów.
Na koniec – jakie masz główne koszykarskie marzenie?
Zagrać w Eurolidze!