Fazę playoff rozpoczęto w Szczecinie od ceremonii wręczenia statuetek. Nagrody odebrali środkowy Kinga Nemanja Popović, wybrany do najlepszej piątki sezonu zasadniczego oraz Maciej Majcherek, który w swoim debiutanckim sezonie na ławce trenerskiej został wybrany najlepszym szkoleniowcem roku PLK.
Sam mecz od początku układał się po myśli gospodarzy. Andrzej Mazurczak, czyli powracający do Szczecina, niekwestionowany lider Kinga z lat 2022-25, obecnie grający dla Zastalu, złapał trzy faule w zaledwie 185 sekund. Nietypowe dla tego gracza. W obliczu absencji Chavaughna Lewisa – goście z miejsca wpadli w tarapaty.
– Gratulacje dla Kinga za dzisiejsze zwycięstwo, a dla trenera Macieja Majcherka za nagrodę trenera roku. Trzymałem kciuki. Powiedziałem, że nawet na niego głosowałem, nie ma między nami żadnej złej relacji – mówił po meczu Arkadiusz Miłoszewski. – Wiemy ile znaczy dla nas Andy, a nie ponieważ nie mieliśmy Chavaughna Lewisa, mieliśmy kłopot z rotacją. Myślę, że takiemu zawodnikowi jak Andrzej nie powinny się przydarzyć takie problemy. Szczególnie tego trzeciego faulu w ataku, gdy już była szykowana za niego zmiana, nie powinien złapać. Można jednak powiedzieć też, że ja i ja tę sytuację przespałem, powinienem dokonać zmiany automatycznie – bił się w piersi trener gości.
Początek meczu był powolny. Sporo rzutów wolnych spowodowało, że Zielonogórzanie z szybko przekroczonym limitem przewinień musieli być ostrożni. Szyki obronne gości były rozbijane wielokrotnie akcjami dwójkowymi, a w ofensywie wszystkie oczy zielonogórskich kibiców kierowały się w stronę Conleya Garrisona. Ten długo dźwigał presję bycia numerem “1”, ciągnąc resztę zespołu za uszy – do przerwy zdobył aż 17 z 42 punktów Zastalu.
King, głównie w momentach gry rezerwowego centra Malcolma Dandridge’a, bywał zagubiony w obronie akcji pick’n’roll, co gracze Zastalu sukcesywnie wykorzystywali. Swoją cegiełkę w postaci 5 punktów w 6 minut dołożył wciąż zawodzący D.J. Wilson. Trener Miłoszewski był zmuszony do nagłej zmiany planu poprzez problemy z liczbą dostępnych graczy na obwodzie, a i tak Zastal schodził do szatni na minimalnym prowadzeniu (42:40).
Trzecia kwarta pod znakiem defensywy. Szczecinianie, którzy na swoim parkiecie w tym sezonie przegrali jedynie dwa razy, nie chcąc dopuścić do utraty przewagi boiska w serii poprawili obronę zespołową, pozwalając gościom na zdobycie zaledwie jedenastu punktów w trzeciej odsłonie. King mozolnie budował przewagę. Dopiero w czwartej kwarcie szalona “trójka” Jovana Novaka równo z syreną kończącą akcję jakby przypomniała jego kolegom, że to już czas pokazać swój pełen potencjał ofensywny.
King punktował w większości akcji, ale Zastal nie pozostawał dłużny. W czwartej kwarcie otworzył nam się worek z punktami. Świetny w pierwszej połowie Garrison przygasł, zdobywając kolejne punkty drużynę na barki przejął Mazurczak. To wówczas uzyskał wszystkie ze swoich 9 punktów, utrzymując drużynę w walce o sukces.
Szczecinianie nieco ponad dwie minuty przed końcem prowadzili różnicą 8 punktów, jednak Zastal się nie podał. 18 sekund przed końcem spotkania Jayvon Maughmer trafił z dystansu na remis (78:78). Time-out Macieja Majcherka. Koszykarze Kinga zaczęli grę spod własnego kosza, goście zdecydowali się na obronę na całym boisku z podwojeniem na gracza z piłką. Finalnie trafia ona w ręce Jeremy’ego Roacha.
Debiutujący w tym sezonie na europejskich parkietach Amerykanin wziął ciężar decydującego rzutu na siebie i po koźle z półdystansu trafił, de facto zamykając mecz.
– Mecz był taki, jakiego się spodziewaliśmy – na żyletki. Bardzo nerwowo go rozpoczęliśmy, ale w drugiej połowie się odblokowaliśmy. Szczególnie cieszy mnie ta trzecia kwarta, gdy zatrzymaliśmy Zastal na 11 punktach. Cieszę się też, że Jeremy trafił ten rzut. Nieważny jest styl, ważne jest zwycięstwo i 1:0 w serii – cieszył się trener Majcherek.
Drugi mecz serii już w sobotę o godzinie 18 – ponownie w Szczecinie.