Czy tak właśnie mogą wyglądać czerwcowe finały? Nie mamy nic przeciwko, nawet jeżeli w tym momencie kibice innych drużyn Orlen Basket Ligi mogą nam mieć to za złe. Sobotni mecz po prostu był tak dobry!
Był też niezwykle wyrównany, gdyż przez 45 minut żadna z drużyn nie miała większego prowadzenia niż 6 punktów. To zdarza się niezwykle rzadko.
Ostatecznie w tym pasjonującym spotkaniu minimalnie lepszy okazał się Śląsk Wrocław, który w końcówce regulaminowego czasie wykaraskał się z dużych opresji – na pół minuty przed końcem przegrywał jeszcze różnicą 4 punktów. Wtedy swój wielki moment miał jednak Jakub Nizioł (15 pkt).
Kapitan Śląska najpierw wykorzystał jeden rzut wolny po faulu bez gry Carla Ponsara.
A po chwili celną trójką doprowadził do remisu i ostatecznie do dogrywki, gdyż rzutu na zwycięstwo nie trafił Dominic Brewton.
W niej warszawski zespół także miał swoje dobre momenty i po jednym celnym rzucie wolnym świetnego w tym meczu Andrzeja Pluty (24 pkt + 10 as.) prowadził 99:98. W tym momencie na zegarze pozostawały jeszcze ponad 3 minuty, ale jak się później okazało, były to ostatnie punkty Legii w tym spotkaniu. Mistrzowie Polski zmarnowali bowiem kolejnych pięć akcji w ataku.
Wykorzystał to Śląsk, a kluczowa okazał się niezwykle efektowna akcja Nizioła z Jakubem Urbaniakiem.
Wygraną wrocławian przypieczętował dwoma rzutami wolnymi zimnokrwisty w końcówce Nizioł i ostatecznie to Śląsk wygrał 104:99, po raz drugi w sezonie pokonując aktualnego mistrza Polski.
Dzięki zwycięstwu Śląsk poprawił swój bilans na 16 zwycięstw i 6 porażek, a w ligowej tabeli ustępuje tylko Kingowi Szczecin (17-6), który we wcześniejszym sobotnim spotkaniu – także stojącym na bardzo dobrym poziomie – pokonał Dziki Warszawa 91:88.
Legia przegrała za to po raz 8. w sezonie, ale wciąż pozostaje w grze o czołowe miejsca po sezonie zasadniczym.