Strona główna » PLK zza kulis: Tradycja zobowiązuje! Anwil bez obrony, Legia zwycięska we Włocławku
PLK

PLK zza kulis: Tradycja zobowiązuje! Anwil bez obrony, Legia zwycięska we Włocławku

0 komentarzy
19 marca 2022 roku – to data ostatniego domowego zwycięstwa Anwilu nad Legią. Nie było go także w sobotę, a wygrywając 91:83 goście dodatkowo uwypuklili wszystkie problemy włocławskiej drużyny. Problemy, które trapią Anwil od początku sezonu, a od których rozwiązania wciąż daleki jest trener Ronen Ginzburg.

– Grać twardo i trzymać poziom niezależnie od tego, czy mamy na parkiecie lepszy, czy gorszy moment – tak w wywiadzie dla klubowych mediów powiedział szkoleniowiec Anwilu Włocławek Ronen Ginzburg, gdy zapytano go o klucz do zwycięstwa w meczu z Legią Warszawa.

W sobotę około godz. 19:30 było już wiadomo, że nic z tego się nie sprawdziło. Legia wygrała 91:83, czym przedłużyła swoją serię zwycięstw we Włocławku i obnażyła wszystkie ułomności w składzie gospodarzy.

Trójgłowy smok Legii

– Zanotowaliśmy 18 asyst, a nasi rywale 15. To powinno powiedzieć wiele o naszych umiejętnościach w bronieniu obwodowych rywali, którzy zdobyli łącznie 50 punktów – skomentował po meczu izraelski trener Anwilu.

Mówiąc o „umiejętnościach” miał on na myśli oczywiście ich totalny brak.

W pierwszej kwarcie, przy stanie 9:0 dla gospodarzy, to Jayvon Graves jako pierwszy znajdował sposób na zdobywanie punktów dla przyjezdnych. W drugiej odsłonie z kolei świetny rytm złapał Dominic Brewton – trafił trzy z rzędu „trójki”, zresztą swoje pierwsze na parkietach Orlen Basket Ligi, gdyż wcześniej spudłował 11 takich prób.

A przez cały mecz znakomicie grał Andrzej Pluta, który zakończył go z dorobkiem 21 punktów, 6 „trójek” i 4 asyst.

Co łączyło akcje tej trójki? Choćby to, że goście bezwzględnie polowali w nich na Aj Slaughtera.

Amerykanin z polskim paszportem zdobył 2 punkty w ciągu 14 minut gry i był jednym z zawodników gospodarzy, którzy pokazali być może największych problem w tegorocznym składzie Anwilu – jest w nim zbyt wielu graczy, którzy są nieprzydatni w momencie, gdy nie punktują.

Pluta bezwzględnie wykorzystywał również słabości włocławskiej ekipy w bronieniu akcji na piłce z użyciem zasłony.

Aż się wyrwało znaczące „Ojjjjjj” komentującemu ten mecz Tomaszowi Jankowskiemu.

Obrona w tej akcji w wykonaniu Mate Vucicia pokazała, dlaczego Chorwat później tak krótko zagrał w 2. połowie, chociaż jeszcze do przerwy zanotował aż 6 asyst i wydawało się, że nie tylko może osiągnąć Triple-Double, ale w duecie ze znakomitym także w swoje urodziny (Najlepszego!) Tylerem Wahlem (23 pkt + 10 zb) zdominują rywali.

Demony wciąż straszą

Brak umiejętności obrony akcji dwójkowych czy niski poziom agresji w grze przejawiający się choćby tym, że drużyna nie potrafi nawet sfaulować, by przerwać akcję rywali – to w grze włocławskiej drużyny jest widoczne od praktycznie początku sezonu.

Wszystko to było również obecne w sobotnim spotkaniu.

Takich akcji w całym meczu było znacznie więcej.

W drugiej kwarcie Legia zdobyła aż 32 punkty, a Anwil w ciągu 10 minut popełnił tylko 2 faule. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że trener Ginzburg był tym faktem zdegustowany.

Co dalej? Trudno sobie wyobrazić sytuację, w której Anwil nie dokonuje kolejnych zmian w składzie. Zarówno wypowiedzi jego szkoleniowca, jak i wyniki zamieszczonej przeze mnie sondy wskazują na to, że największą potrzebą jest poprawa defensywy i fizyczności na pozycjach 1-3.

Wysoka podłoga Legii

Trener aktualnego mistrza Polski Heiko Rannula po meczu praktycznie promieniał i wcale mu się nie dziwię – jego zespół w Hali Mistrzów pokazał się z bardzo dobrej strony, a estońskiego szkoleniowca mogło cieszyć choćby to, że praktycznie każdy gracz dołożył sporą cegiełkę do wygranej.

W bieżącym sezonie Legia przegrała sporo końcówek i wciąż ich rozgrywanie jest mieczem wiszącym nad warszawskim zespołem. Ma ona jednak atut, którego zazdrościć im może sporo drużyn Orlen Basket Ligi, a na pewno ich sobotni rywal.

To utrzymywanie przyzwoitego poziomu defensywy, gdy przychodzi kryzys w ataku. Sześć minut Legii bez zdobytego punktu w czwartej kwarcie to absolutna ofensywna katastrofa, ale da się z nią żyć, gdy wciąż wracasz na czas do obrony, faulujesz we właściwych momentach, grasz fizycznie i pilnujesz założeń taktycznych.

Dzięki temu tracisz w tym czasie tylko 11 punktów i wciąż jesteś w grze o zwycięstwo.

Dla porównania – w trzeciej kwarcie Legia miała serię 14:0 – z 59:63 na 59:77, którą zrobiła w ciągu czterech i pół minuty, z czego 9:0 w ciągu zaledwie 138 sekund.

Koszykarska podłoga Legii wcale zatem się nie zapada. A sufit?

Z taką grą Andrzeja Pluty też może on być zawieszony bardzo wysoko.