Słowa Jakuba Nizioła na pewno zaskoczyły wielu kibiców koszykówki spod znaku PLK, nie tylko tych z Włocławka.
Pożegnalny mecz Grzegorza Kożana na ławce trenerskiej Anwilu rozpoczął się dla włocławian znakomicie. Goście raz za razem trafiali za 3 punkty – w pierwszej połowie uczynili to aż 10-krotnie! – i w drugiej kwarcie objęli nawet 14-punktowe prowadzenie.
Śląsk momentami wydawał się nieco śnięty. Jakby jego koszykarze myślami byli jeszcze przy świątecznych stołach. Od połowy drugiej kwarty gospodarze zacieśnili jednak szyki defensywne i zaczęli udowadniać, że wiele pozytywnych recenzji, które zebrali za swoją grę w ostatnich tygodniach, nie wzięło się znikąd.
Podopieczni Ainarsa Bagatskisa jeszcze przed przerwą odrobili zdecydowaną większość strat, a po zmianie stron byli już zespołem koszykarsko dość wyraźnie dominującym nad rywalem. Obserwujący poczynania swojej przyszłej drużyny jeszcze z trybun Hali Stulecia Ronen Ginzburg, który w sobotę oficjalnie obejmie stanowisko trenera Anwilu, mógł podziwiać m.in. udane akcje Jakuba Urbaniaka (11 punktów, 8 zbiórek, 2 bloki) i efektowne trafienia Issufa Sanona (13 pkt z ławki).
Izraelczyk miał też jednak także powody do zadowolenia – naprawdę obiecująco w debiucie w barwach Anwilu wypadł Tyler Wahl, który do 11 punktów dołożył aż 5 przechwytów i 4 zbiórki. To może być bardzo istotne wzmocnienie ekipy z Włocławka na drugą część sezonu.
Anwil tym razem się nie poddał i walczył do końca, lecz w samej końcówce Śląsk kontrolował wydarzenia na parkiecie i do niespodzianki nie doszło. Dzięki wygranej wrocławianie z wynikiem 9-4 zostali na chwilę (mają najwięcej rozegranych meczów w lidze, 13. kolejka dopiero wystartowała) nowym liderem PLK. Czy ktoś jeszcze pamięta, że ligowy sezon WKS rozpoczął od dwóch porażek?
Anwil z wynikiem 6-6 zajmuje ósme miejsce w tabeli.