Strona główna » Igor Milicić: Jesteśmy dumni, czapki z głów przed moimi koszykarzami!

Igor Milicić: Jesteśmy dumni, czapki z głów przed moimi koszykarzami!

0 komentarzy
– Przez 30 minut ten mecz szedł po naszej myśli. Nie miało większego znaczenia, że bardzo długi przegrywaliśmy punktowo, skoro kontrowaliśmy tempo gry – komentował przebieg walki po zakończeniu meczu 1/8 finału EuroBasketu z Bośnią trener reprezentacji Polski Igor Milicić.

O ponownym awansie do Top8 EuroBasketu:

To jest świetny turniej, a my jako drużyna, federacja i cały naród jesteśmy dumni z tego, że ponownie meldujemy się w najlepszej ósemce Europy. To wielkie osiągnięcie dla polskiej koszykówki. Mam nadzieję, że nasi gracze będą teraz lepiej rozpoznawalni, bo to naprawdę świetni zawodnicy. Jesteśmy zachwyceni, że tu jesteśmy i dumni z tego, jak się tu znaleźliśmy.  

Czapki z głów przed moimi zawodnikami, moim sztabem szkoleniowym, medycznym, fizjoterapeutami i trenerem przygotowania motorycznego – wszyscy wykonują świetną pracę, żebyśmy się znaleźli w tym punkcie. 

O relacji z Jordanem Loydem:

Indywidualne rozmowy zacząłem z nim na długo, zanim Jordan pojawił się w Polsce. Komunikowaliśmy nasze oczekiwania defensywne, ofensywne, tak żeby Jordan znalazł się na swoich pozycjach, żebyśmy my zapewnili odpowiedni spacing. 

To jak on nas uzupełnia i nam pomaga nie byłoby możliwe, gdybyśmy nie mieli takiej drużyny. Drużyna robi wynik. Jordan i Mateusz błyszczą, ale wygrywa i przegrywa drużyna. Jesteśmy szczęśliwi, że mamy w szeregach Jordana, ale cała dwunastka jest dla nas równie istotna. 

O wtorkowym meczu z Turcją

W tej chwili chcę tylko poczuć ten moment, jeszcze nie myślę o starciu z Turcją, chcę się skupić na docenieniu moich graczy. Cieszę się, gdy któryś z naszych liderów przykleja polską flagę na zestawienie drużyn, które awansowały do ósemki.

Niedziela jest dniem świętowania wielkiego sukcesu polskiej koszykówki!

O gonieniu rywala w meczu z Bośnią

Przegrywaliśmy czterema punktami, ale graliśmy coraz lepiej. Wygraliśmy już drugie 5 minut pierwszej kwarty i drugą. Dopracowaliśmy w przerwie szczegóły w szwankującej obronie, szczególnie na Robertsonie. Kiedy zamknęliśmy go i on przestał dawać im oddech swoimi trójkami, dogoniliśmy wynik. Przez 30 minut ten mecz szedł po naszej myśli. Nie miało większego znaczenia, że przegrywaliśmy punktowo, skoro kontrowaliśmy tempo.