Strona główna » Popiołek: A na końcu mistrzem Polski 2025 zostanie… Legia Warszawa!
PLK

Popiołek: A na końcu mistrzem Polski 2025 zostanie… Legia Warszawa!

0 komentarzy
– Legia może mieć w niedzielę najlepszego zawodnika na boisku, ale Start też będzie miał swoje atuty. Choćby budującą świadomość, że w dwóch dotychczas kluczowych momentach playoff, czyli w starciach nr 5, potrafił zagrał dwa być może najlepsze mecze sezonu – mówi przed decydującą walką w finale playoff 2025 Marek Popiołek.

Marek Popiołek, czyli zdobywca Pucharu Polski z 2024 roku z Legią, w ostatnim sezonie trener Śląska II Wrocław, w kolejnym I-ligowej Spójni Stargard, a poza tym trener reprezentacji Polski B, która latem wystąpi na Uniwersjadzie jest naszym stałym ekspertem podczas playoff Orlen Basket Ligi 2025.


Michał Tomasik: Czym jest mecz nr 7 dla trenera?

Marek Popiołek: Dobre pytanie, chciałbym wiedzieć, ale ze swojego doświadczenia w roli pierwszego trenera – nie wiem. Jestem jednak przekonany, że taki mecz, decydujący o mistrzostwie Polski to po prostu spełnienie marzeń. Tak dla sztabów szkoleniowych obu drużyn, jak i dla zawodników. Legia i Start przeszły w tym sezonie naprawdę długą drogą, by dotrzeć do tego momentu. 

Za pasem lipiec, a oni wciąż walczą. Stawka i świadomość, że to już naprawdę koniec spowoduje, że w niedzielę zmęczenie czy małe urazy faktycznie nie będą już odgrywały większego znaczenia? Dla Startu to będzie 17 mecz w trakcie zaledwie 38 dni…

Przygotowanie fizyczne na pewno odgrywa w tej bardzo intensywnej pod względem terminarza i stylu gry serii ogromne znaczenie. Pod tym względem nie widać jednak szalonych różnic między tymi drużynami, więc trudno zakładać, by w niedzielę nagle miało którejś z nich odłączyć prąd. Stawka meczu zapewni każdemu z jego uczestników odpowiednie doładowanie. Urazy to już jednak inna sprawa. Obserwując w piątek Keifera Sykesa można było mieć wątpliwości na ile pod względem zdrowia może być jeszcze gotowy do gry. 

Heiko Rannula też jest właściwie wciąż na początku kariery trenerskiej – w meczu nr 7 jeszcze nigdy zespołu nie prowadził. Wojciech Kamiński pracuje już w PLK 23 lata w roli pierwszego trenera, ale dla niego to też będzie pierwsze starcie nr 7. W naszej zapowiedzi przed serią finałową minimalnie wyżej ceniłeś warsztat pracy polskiego trenera, przez niedzielnym meczem podtrzymujesz tę opinię?

Cała seria jest tak niesamowicie wyrównana i zaskakująca, że tego typu dywagacje mogą przypominać obecnie dzielenie włosa na czworo. Faktem jest jednak, że Start pod tym kątem może mieć małą przewagę. Ten zespół pod wodzą trenera Kamińskiego wygrał w tym playoff już dwa decydujące mecze podobnego kalibru – nr 5 z Czarnymi w ćwierćfinale i z Treflem w półfinale w Sopocie. Zresztą – to mogły być dwa najlepsze występy lublinian w sezonie! Świadomość tego, że w kluczowych momentach potrafimy grać najlepiej i już przed chwilą sobie oraz wszystkim dookoła to udowodniliśmy powinna być dla koszykarzy z Lublina budująca. Legia pierwszy raz pod ścianą w playoff znalazła się dopiero w piątek. Wyszła z tej sytuacji obronną ręką, ale niewątpliwie mocniej przetestowany w bojach tego typu wydaje się być Start. 

Wracając do wydarzeń meczu nr 6 – przedstawiciele Startu niejednokrotnie narzekali w jego trakcie na decyzje sędziów. Kilka werdyktów arbitrów – z cofnięciem przewinienia Michała Kolendy na czele – można było faktycznie uznać za dyskusyjne. Zaważyły na wyniku końcowym?

Nigdy nie komentuję decyzji sędziów i w tym przypadku tej zasady też nie złamię. 

Start rozpoczął szósty mecz w imponującym stylu, ale nie zdołał zadać rywalom decydującego ciosu. Dlaczego?

W tak długich seriach zazwyczaj jest tak, że wyłaniają one niespodziewanych bohaterów i takim był w piątek dla Legii EJ Onu. Jego trzy trójki w pierwszej połowie zmieniły obraz meczu. Wiedzieliśmy już w momencie dołączenia Onu do Legii, że to gracz który może zaskakiwać trafieniem z dystansu, ale jego tak efektywny ofensywnie występ w drugiej kwarcie mógł zaskoczyć wszystkich.

Kto w meczu nr 7 może okazać się takim bohaterem z drugiego, czy nawet trzeciego planu?

W Legii sama z siebie narzuca się kandydatura Maksymiliana Wilczka – on już w piątek grał bardzo dobrze i, przede wszystkim, jak na swój wiek pewnie. W Starcie na pewno więcej do gry może wnieść Filip Put. Kapitan Startu już także w tej serii pokazywał, choćby w meczu nr 3, że ma spore możliwości. Jego lepszej gry też w piątek Startowi zabrakło, by zakończyć tę serię. Choć jeszcze bardziej zabrakło równiejszej gry duetu świetnych rezerwowych Courtney Ramey – Tevin Brown. Niepisana zasada tego finału wskazuje jasno, że gry oni obaj grają dobrze, Start nie przegrywa. Oczywiście, to mocne uproszczenie, bo obaj mają na boisku dużo więcej zadań, ale póki co się sprawdza – gdy Brown i Ramey kończą mecze finałowe obaj z dwucyfrową liczbą punktów, zespół z Lublina z Legią za każdym razem wygrywa. 

O tym, czy szósty mecz odmieni losy tej serii dowiemy się dopiero w niedzielę, ale faktem jest, że w nim po raz pierwszy w tej serii Legia była lepsza zarówno w punktach zdobytych przez rezerwowych, jak i w tych uzyskanych z kontr. Zaskoczenie?

Na pewno, bo przecież to Start jest i powinien być w tym finale drużyną, która chce podkręcać tempo i przyspieszać akcje przy każdej nadarzającej się okazji, a duet Ramey – Brown przesądzać o dominacji ławki rezerwowych ekipy z Lublina. Start jednak na pewno nie będzie z tego powodu po piątkowym meczu panikował. Skoro przegrał punkty z ławki i z kontr, a wciąż był tak blisko wygranej, to też o czymś świadczy. 

Legia ma poza wygraną, powody do zadowolenia. W końcu, tak naprawdę dopiero po raz pierwszy w finale pod koszami dominował Mate Vucić. Tak grający Chorwat zmienia oblicze tego zespołu? 

Na pewno – bez jego 16 zbiórek Legia mogłaby tego meczu nie wygrać. Może faktycznie infekcja, z którą zmagał się z ostatnich dniach, ograniczała jego efektywność w poprzednich starciach? W piątek Vucić w ataku też długo nie mógł się przełamać, ale od początku meczu robił wiele innych rzeczy, które pomagały zespołowi. Jego lepsza gra w niedzielę może być kluczem do zwycięstwa Legii.

To już nasza ostatnia rozmowa podczas playoff 2025, zas najwyższy na ostatnie pytanie: kto zostanie mistrzem Polski?

Legia Warszawa. Na samym końcu w playoff decydujące bardzo często okazuje się to, że masz w swoim zespole najlepszego gracza na boisku. Nie zdziwię się, jeśli w niedzielę Kameron McGusty potwierdzi po raz kolejny, że jego tytuł MVP sezonu regularnego był jak najbardziej zasłużony.