109:100 w grudniu w ultraofensywnym meczu we Wrocławiu, 82:81 w styczniu w Warszawie po pamiętnym game-winnerze Kadre Graya i teraz 91:86 w Sosnowcu w ćwierćfinale turnieju finałowego o Puchar Polski. Niby w każdym z tych meczów Dziki byłby blisko, ale ostatecznie – Śląsk w kolejnych starciach z nimi po prostu potwierdza, że jest w tym sezonie zespołem sportowo mocniejszym.
W piątek wrocławianie przystąpili do gry bez kontuzjowanego Graya. Nie wiadomo czy problemy kanadyjskiego rozgrywającego z kolanem nie spowodują, że wrocławianie będą musieli zatrudnić nowego rozgrywającego. Wiadomo natomiast, że póki co kibice WKS, całkiem licznie obecni w piątek w Sosnowcu, mogą liczyć na to, że Noah Kirkwood jest w stanie wziąć więcej odpowiedzialności na swoje braki.
To właśnie w największej mierze dzięki znakomitej grze tego koszykarza (10 punktów, 9 asyst, 7 zbiórek) wrocławianie prowadzili z Dzikami w piątek od samego początku do końca, choć zespół z Warszawy nie poddawał się bez walki. Znów skuteczny był Darnell Edge (22 punkty, 9/16 z gry) i niespełna dwie minuty przed końcem Śląsk prowadził tylko 84:81, a piłkę mieli rywale. Ostatecznie jednak do niespodzianki nie doszło.
Najwięcej punktów dla Śląska zdobyli krańcowo skuteczni Stefan Djordjević (21 pkt, 10/11 z gry) i Jakub Urbaniak (14, 5/5). Jeśli sztab trenerski Dzików miał wątpliwości co do możliwości defensywnych swojej formacji graczy podkoszowych, po tym meczu może je mieć jedynie większe.
16 punktów dla stołecznej ekipy dorzucił szykujący się do występu w sobotnim konkursie rzutów za 3 Tahlik Chavez (3/9 z dystansu).
W ostatnim piątkowym ćwierćfinale walka o awans także toczyła się do końca. Dużym rozczarowaniem dla kibiców zgromadzonych w Arenie Sosnowiec już przed meczem był fakt, że Zastal przystąpił do walki bez mającego problemy z plecami Jakuba Szumerta.
Na początku czwartej kwarty wydawało się, że zielonogórski ekspress bez swojego młodego konduktora może nie dojechać do półfinału. Zastal szybko roztrwonił 8-punktową przewagę z początku trzeciej kwarty i przez pierwszą część ostatniej części gry to szczecinianie prowadzili.
Decydujące ciosy zadali jednak zielonogórzanie. Najważniejsze akcje wykonywał w końcówce oczywiście Andrzej Mazurczak (16 punktów, 7 asyst, 5 zbiórek), ale co ciekawe w tej bokserskiej przepychance w czwartej kwarcie w ważnych momentach pomagał mu także wyciągnięty przez trenera Arkadiusza Miłoszewskiego niczym królik z kapelusza 19-letni Miłosz Majewski (5 pkt w 3 min).
Trener Kinga Maciej Majcherek miał prawo czuć się zaskoczony. W końcówce meczu spoglądał w kierunku swojego byłego przełożonego dość wymownie.
W czwartek awans do półfinału zapewniły sobie Energa Trefl Sopot i Górnik Zamek Książ Wałbrzych i to z grona tych dwóch drużyn zostanie wyłoniony w sobotę pierwszy półfinalista. Sobotnia sesja Pekao S.A. Pucharu Polski rozpocznie się o godz. 15.