Po akcji 2+1 najskuteczniejszego wśród Łotyszy Artursa Strautinsa (27 pkt) Polska przegrywa w Rydze 81:82, a do końca meczu pozostają niecałe 4 sekundy. Po przerwie na żądanie trenera Igora Milicicia wprowadzamy piłkę zza linii bocznej, a trafia ona w najlepsze możliwe ręce – do Jordana Loyda.
Naturalizowany w ubiegłym roku Amerykanin przez cały mecz imponował skutecznością i nie zawiódł także w najważniejszym momencie. Dwoma kozłami gubi Mareksa Mejerisa i równo z syreną trafia zza linii 6.75 metra, już po raz siódmy w całym spotkaniu. Mecz kończy z dorobkiem 37 punktów, swoim nowym rekordem w barwach biało-czerwonych.
Dzięki tej akcji Polska wygrała 84:82 i z trzema zwycięstwami w dorobku nasza reprezentacja pozostaje niepokonana w pierwszej fazie eliminacji do mistrzostw świata, które w 2027 roku zostaną rozegrane w Katarze.
Zanim do niej doszło na parkiecie w Rydze trwała bardzo zażarta walka o zwycięstwo. Do przerwy przeważali gospodarze, którzy zdobyli w niej aż 48 punktów. Stało się to głównie za sprawą 10 celnych rzutów za 3 punkty, które najczęściej trafiali skrzydłowi – wspomniany Strautins, a także Marcis Steinbergs. Schodząc na długą przerwę Polacy tracili 6 „oczek”, a aż 38 z 42 punktów zdobyli Loyd (21) i Mateusz Ponitka (17).
Po przerwie biało-czerwoni znacząco wzmocnili obronę i w drugiej połowie pozwolili Łotyszom na zdobycie zaledwie 34 punktów. Ponitka i Loyd wciąż byli znakomici, ale włączyli się inni – choćby Jarosław Zyskowski i Dominik Olejniczak. Na 4 i pół minuty przed końcem spotkania Polska prowadziła 79:71, ale seria nieudanych akcji – tylko 2 punkty zdobyte do momentu decydującego rzutu – spowodowały, że doszło do tak zaciętej końcówki.
Na szczęście, po raz kolejny, wygranej przez reprezentację Polski.
Z Łotyszami zagramy raz jeszcze, już za około 48 godzin – w niedzielę o godz. 20:30 w Gdyni.