Chociaż zespół gospodarzy po przerwie starał się uratować spotkanie i poprawić wrażenie odnośnie swojej swojej gry, to pierwszej połowy w jego wykonaniu naprawdę trudno będzie przez jakiś czas zapomnieć.
– Bardzo boli nas ta porażka, bo gramy często, ale zawsze jesteśmy świetnie przygotowani taktycznie. Nasi trenerzy przygotowują nam dużo dobrego materiału, ale my jako drużyna nie oddajemy im tej ciężkiej pracy – komentował Michał Krasuski, który mecz ze Stalą zakończył z dorobkiem 10 punktów.
Najlepszym podsumowaniem pierwszej, przegranej 34:51 połowy w wykonaniu lublinian były jej ostatnie sekundy, gdy koszykarze Stali zdobyli cztery punkty w ciągu kilku sekund. Tylko przez litość osoby odpowiedzialnej za wklejanie klipów z meczów Orlen Basket Ligi nie znalazło się na nim zagranie, które całą tą sekwencję rozpoczęło – kompromitujący błąd ośmiu sekund Jordana Wrighta, który postanowił sprawdzić, czy spacerując da się przejść przez połowę boiska.
Nie da się.
– Stal zasłużyła na to zwycięstwo. My zaczęliśmy dobrze, w pierwszych pięciu minutach graliśmy z energią, ale później coś się posypało i tej energii do końca pierwszej połowy już nie było. Błędy, które zrobiliśmy były bardzo bolesne. Walczyliśmy, próbowaliśmy odrobić 20 punktów straty, ale to się nie udało – komentował po meczu trener Startu Wojciech Kamiński.
Do przerwy zespół Stali prowadził 51:34, a w trzeciej kwarcie przewaga podopiecznych Andrzeja Urbana sięgnęła nawet 25 punktów (38:63). Dopiero wówczas aktualni wicemistrzowie Polski wykrzesali z siebie nieco więcej energii i w czwartej kwarcie, dzięki lepszej grze Elijaha Hawkinsa (16 pkt), Quincy’ego Forda (15 pkt) i wspomnianego Krasuskiego zmniejszyli straty.
W pewnym momencie tracili do Stali tylko siedmiu punktów (66:73), ale na więcej jednak nie było ich stać.
– Błędy moich zawodników to chyba tylko brak koncentracji, bo jak je inaczej wytłumaczyć? Błędy, które robiliśmy nie powinny się zdarzyć koszykarzom, którzy grają na jakimś poziomie. Można niby zakładać, że byli tak zmęczeni, iż nie widzieli, nie wiedzieli i nie myśleli, ale w to mi się nie chce wierzyć – dodawał trener Kamiński.
W niedzielne przedpołudnie grą gości dobrze kierował Dusan Sakota (20 pkt + 9 as.), skuteczny był Daniel Laster Jr. (18 pkt), a wszechstronnością imponował Quan Jackson (15 pkt, 10 zb. i 4 przech.). Goście nie wypuścili z rąk szans na pierwszą wygraną w obecnym sezonie. Zespół z Ostrowa potwierdził zwyżkę formy zaprezentowaną już przed tygodniem w Warszawie, gdy długo walczył o wygraną z mistrzem Polski. Teraz w Lublinie udało się osiągnąć cel i po piątkowej wygranej Miasta Szkła Krosno, także ostrowianie otworzyli – jako ostatnia drużyna PLK w sezonie 2025/26 – swoje konto zwycięstw.
Start? Ostatnie trzy mecze w ciągu minionych 8 dni przegrał różnicą 68 (!) punktów. Po pięciu meczach nowego sezonu na krajowym podwórku ma więcej porażek niż zwycięstw (2-3), podobnie jak w FIBA Europe Cup (1-2). O fantastycznym początku rozgrywek i zdobyciu Superpucharu Polski coraz mniej osób pamięta.
Wicemistrz polski kolejny mecz PLK rozegra w kolejną sobotę we Włocławku. W międzyczasie czeka go jeszcze wyprawa na mecz pucharowy do Sarajewa. Stal zagra kolejny mecz dopiero za 8 dni – z Twardymi Piernikami w Toruniu.