– Pana zespół miał problem z zatrzymaniem rywali w grze 1 na 1 i traciliście dużo punktów po penetracjach i odrzuceniach. Czemu w związku z tym choćby nie spróbował pan obrony strefowej” – zapytałem szkoleniowca Twardych Pierników Toruń Srdjana Suboticia na początku stycznia po przegranym przez jego zespół 86:94 meczu z osłabioną wtedy mocno Arką Gdynia.
Efekt?
W każdym z kolejnych trzech spotkań toruńskiej drużyny obrona strefowa była przez Chorwata stosowana. Baaa, nawet w meczach w Dąbrowie Górniczej i Warszawie była ona podstawowym stylem defensywy.
Czy zatem mam się czym chwalić?
Nie. Te trzy mecze Twarde Pierniki też przegrały i po czterech porażkach z rzędu niebezpiecznie zbliżyły się do ligowych „Igrzysk Śmierci”.
Trzeba jednak przyznać, że w Warszawie goście byli bardzo blisko sprawienia niespodzianki – Legia miała długimi fragmentami problemy w ataku, spudłowała aż 51 rzutów z gry, ale dzięki 23 zbiórkom w ataku, 52 punktom zdobytym z pola 3 sekund i 16 punktom po stratach rywali była w stanie przechylić spotkanie na swoją korzyść.
Dobre pomysły są niewiele warte, gdy nie prowadzą do zwycięstw. Zatem i ja jeszcze chwilę wstrzymam się z wysyłaniem CV do klubów na stanowiska trenerskie.
Ile może Damian Kulig?
W bieżącym sezonie Damian Kulig w ciągu 26 minut spędzanych na parkiecie zdobywa średnio po 12 punktów, zbiera prawie 8 piłek i blokuje 1 rzut w meczu – niewątpliwie jest jednym z najlepszych zawodników toruńskiej drużyny, wciąż widzę go także wysoko w klasyfikacji ligowych centrów.
Damian Kulig ma również 38 lat.
Tylko tym drugim faktem i wynikającymi z tego ograniczonymi możliwościami fizycznymi tego znakomitego środkowego jestem w stanie wytłumaczyć, czemu tak rzadko Twarde Pierniki wykorzystują go w grze tyłem do kosza.
Tu przećwiczył Adriana Boguckiego i Martina Peterkę.
Tutaj z kolei Ondreja Hustaka.
A tu w dwóch kolejnych akcjach drugiej kwarty nie miał litości dla Race’a Thompsona, którego szybko wysłał na ławkę z 3 przewinieniami.
Co wydarzyło się potem na parkiecie mistrza Polski?
Po zmianie stron Kulig długo zajmował się joggingiem i podziwianiem pudeł kolegów , a piłka w podobnej akcji znalazła go dopiero w 40. minucie spotkania.
Efekt?
Oczywiście punktowy.
Tak, doskonale pamiętam, że to właśnie były reprezentant Polski nie trafił rzutu wolnego, który mógł dać jego drużynie dogrywkę.
W przegranym 81:82 spotkaniu Kulig zdobył łącznie 23 punkty i zanotował 9 zbiórek, a łatwość z jaką operował w okolicach obręczy rywali pozwala mi się spytać – czy nie powinno być ich więcej?
Nie byłbym sobą, gdybym nie zapytał się o to trenera Suboticia.
Słaba egzekucja ofensywna jego zespołu zmusza do zastanowienia, na ile i czy w ogóle pomógł torunianom transfer Taylera Personsa. Bez Amerykanina Twarde Pierniki wygrały 2 z 7 spotkań, z nim – 4 z 11, chociaż trzeba dodać, że aż 7 rozegrały na parkietach rywali.
Dzięki znakomitej pracy kolegów z Pulsu Basketu od środowego popołudnia możemy korzystać z filtrów czasowych przy sprawdzaniu zaawansowanych statystyk.
Co mówią one o toruńskiej drużynie? Bez Personsa w składzie jej koszykarze zdobywali średnio 115 punktów na 100 posiadań, a z nim zdobywają ich 112. Krok w tył w tym aspekcie na pewno zaskakuje.
Po defensywnej stronie parkietu zmian nie ma – Twarde Pierniki wciąż tracą około 117 punktów na 100 posiadań i jest to drugi najgorszy wynik w Orlen Basket Lidze, tuż za Czarnymi Słupsk.
Debiuty i powroty
Legia wygrała za to po raz trzeci z rzędu, chociaż każde z tych zwycięstw w pewien sposób było dla warszawskiego zespołu obowiązkiem – łączny bilans ich przeciwników to 15 zwycięstw i 39 porażek.
Drugi mecz w zespole mistrza Polski rozegrał sprowadzony przed kilkunastoma dniami Dominic Brewton. Amerykanin miał 7 asyst i zebrał aż 6 piłek w ataku, ale podobnie jak w debiucie przeciwko Startowi Lublin, także w meczu z Twardymi Piernikami był mocno nieskuteczny – trafił zaledwie 3 z 12 rzutów z gry.
Gdy zapytałem o niego trenera Heiko Rannulę, to ten najpierw głęboko westchnął, ale potem podzielił się swoimi spostrzeżeniami i oczekiwaniami względem nowego zawodnika.
Trzecia wygrana z rzędu to nie była jedyna dobra wiadomość w warszawskim obozie.
Po prawie dwumiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją kostki do gry powrócił bowiem Michał Kolenda. Kapitan Legii był, co zrozumiałe, mocno zardzewiały – zdobył 2 punkty w 7 minut, podczas których jego zespół był gorszy aż o 15 punktów – ale można oczekiwać, że teraz będzie już tylko lepiej.
Lepiej nie znaczy, że łatwiej – niedzielnym meczem w Słupsku mistrzowie Polski rozpoczną czteromeczową serię wyjazdową, podczas której odwiedzą również Ostrów Wielkopolski, Sopot i Włocławek.
Z kolei Twarde Pierniki czekają dwa spotkania we własnej hali, oba z potencjalnymi rywalami w „Igrzyskach Śmierci” – najpierw w piątek 6 lutego torunianie podejmą Start Lublin, który przyjedzie po 3 przegranych z rzędu, a następnie zagrają z Miastem Szkła Krosno, które to właśnie w miniony weekend wydłużyło serię porażek wicemistrza Polski pokonując go 95:87.