Reprezentacja Polski z dwoma zwycięstwami na koncie, a Łotwa tylko z jedną wygraną i niespodziewaną porażką 78:86 przeciwko Holandii. Co zatem muszą zrobić biało-czerwoni, by w piątkowy wieczór w Rydze powtórzyć listopadowe osiągnięcie koszykarzy z kraju tulipanów i dzięki wygranej w Rydze po raz trzeci w eliminacjach do MŚ 2027 w Katarze mieć powody do radości?
Łatwo o to na pewno nie będzie – gospodarze nie mogą sobie już pozwolić na kolejne wpadki, a członkowie naszego sztabu szkoleniowego podkreślali, że w drugim okienku pracy z zespołem Łotwy jej nowy trener, Hiszpan Situ Alonso, na pewno będzie lepiej znać charakterystykę swojej drużyny i jej poszczególnych elementów.
My wyróżniamy trzy aspekty, które mogą – ale nie muszą – zadecydować o naszym sukcesie.
Ograniczenie Lomazsa
Niedawno zakończył się karnawał, zatem polscy koszykarze powinni zrobić wiele, by ograniczyć boiskowe szaleństwa Rihardsa Lomazsa. Chociaż skład Łotyszy wydaje się trochę silniejszy niż było to podczas listopadowego okienka, to zapewne na obwodowym Neptunasu Kłajpeda ponownie będzie spoczywał ciężar zdobywania punktów.
W meczach przeciwko Holandii i Austrii zdobył on łącznie 41 punktów. Jednak punkt punktowi niekoniecznie był równy.
Przeciwko Holandii w 27. minucie meczu Łotysze przegrywali różnicą nawet 23 punktów – 37:60. Do tego momentu Lomazs – świetnie kryty przez Yannicka Kraaga i Charlona Kloofa, zdobył tylko 3 punkty – spudłował wszystkie pięć rzutów za 2 i trzy za 3 punkty, zanotował też dwie straty. Ostatecznie zdobył ich jednak aż 17 i nie pierwszy raz pokazał, że jak wejdzie w swój najlepszy rytm, to bardzo trudno jest go wtedy zatrzymać.
Z ograniczeniem jego poczynań całkiem nieźle w meczach EuroCupu radzili sobie koszykarze Śląska – w rozpoczynającym sezon meczu we Wrocławiu Lomazs trafił tylko 2 z 9 rzutów z gry, a występ zakończył z 10 zdobytymi punktami. Z kolei w meczu rewanżowym, wygranym przez Neptunas po dogrywce 103:87, zdobył ich 18 i szczególnie w 1. połowie miał duże problemy z obroną typu „switch” zaordynowaną przez Ainarsa Bagatskisa.
Ten sposób defensywy lubi również trener Igor Milicić i zwłaszcza z Jakubem Urbaniakiem na parkiecie, niewykluczone, że będziemy bronić właśnie w ten sposób.
Żeby jednak nie było tak optymistycznie – jeszcze lepiej znanego polskim koszykarzom Yannicka Frankego w listopadowym meczu z Holandią udało się zatrzymać dopiero w decydujących akcjach meczu. Wcześniej były koszykarz Startu Lublin i Trefla Sopot rzucił nam aż 26 punktów.
Wykorzystać moc obwodu
Łotewska koszykówka historycznie kojarzy się z wysokim tempem gry i wieloma oddawanymi rzutami za 3 punkty. Podobnie jest i teraz, ale w 2026 roku polska reprezentacja akurat w tych elementach wcale nie musi im ustępować – to za sprawą bardzo mocnej formacji obwodowej, którą ma do dyspozycji trener Milicić.
Jordan Loyd w otoczeniu największych gwiazd NBA był przecież jednym z dziesięciu najlepszych strzelców ubiegłorocznego Eurobasketu, Mateusz Ponitka potrafi zdobywać punkty na wiele sposobów, a powracający do kadry po problemach zdrowotnych Andrzej Pluta świetnie wiąże nogi obrońcom swoimi stepbackami.
Także łączący grę na pozycjach 3-4 Michał Sokołowski i Jarosław Zyskowski mogą dorzucić dwucyfrową liczbę punktów.
Parafrazując zatem niejakiego Shreka – mamy wielką moc na obwodzie i nie powinniśmy się wahać, by jej użyć.
Ile minut Olejniczaka?
O ile na pozycjach 1-3 zagramy praktycznie w najsilniejszym składzie, to pod koszem nie jest tak wesoło. Łotysze nie mają co prawda graczy specjalizujących się w grze tyłem do kosza – jakim na przykład wśród Holendrów był potężny Nathan Kuta, ale walka w pomalowanym na pewno będzie miała wielkie znaczenie dla losów meczu.
Przy braku kontuzjowanych Aleksandra Balcerowskiego i Jakuba Szumarta, wielka odpowiedzialność spoczywać będzie na Dominiku Olejniczaku. Uniknięcie problemów z faulami, bezwzględna walka o zbiórki, wykorzystywanie ewentualnych zamian krycia w grze tyłem do kosza, no i mocne rolowanie w stronę obręczy – im więcej z tego środkowemu włoskiej Derthony Tortona uda się wykonać, tym wyższe będą szanse biało-czerwonych na wywiezienie z Rygi zwycięstwa.
Przeciwko Holandii Olejniczak zagrał przez 26 minut i podobnej koncentracji nasza reprezentacja potrzebować będzie od niego w piątkowy wieczór.
Nie zapominajmy oczywiście o Jakubie Urbaniaku i powołanym w ostatniej chwili Miłołaju Witlińskim – każda pozytywna minuta w ich wykonaniu, czy to dobra akcja w obronie czy też wykorzystanie okazji w ataku do zdobycia punktów, także mogą okazać się na wagę złota.
Znaczy się – wygranej z Łotyszami.
Transmisję z piątkowego spotkania w Rydze przeprowadzi TVP – na kanale TVP Sport (od godz. 18:25) oraz w Internecie.