Strona główna » Koniec Sochana w Spurs! Co zadecydowało? Odpowiedź na to pytanie jest, wbrew pozorom, prosta

Koniec Sochana w Spurs! Co zadecydowało? Odpowiedź na to pytanie jest, wbrew pozorom, prosta

0 komentarzy
Los Angeles Lakers lub New York Knicks to kluby-marzenie, do których mógłby trafić niechciany już przez San Antonio Spurs po 3.5 roku gry w NBA Jeremy Sochan. Kłopot w tym, że po Polaka prędzej mogą siegnąć Utah Jazz lub Washington Wizards. Ale także w ich przypadku transfer z udziałem Sochana to nic pewnego.

„Przedstawiciele Jeremy’ego Sochana otrzymali pozwolenie od San Antonio Spurs na szukanie nowego klubu dla polskiego skrzydłowego” – taką wiadomość podał we wtorek Marc Stein, dziennikarz zwykle dobrze poinformowany w kwestiach transferowych. Do której drużyny może trafić nasz jedynak w najlepszej lidze świata?

Gdy w czerwcową noc 2022 roku komisarz NBA Adam Silver ogłosił wybranie Sochana przez San Antonio Spurs z 9. numerem draftu, polscy fani NBA mogli patrzeć w przyszłość z optymizmem. Zimą 2026 roku, na tydzień przed zamykającym się 5. lutego oknem transferowym sytuacja polskiego skrzydłowego wygląda jednak diametralnie inaczej.

Jeremy Sochan (#9), Malaki Branham (#20) i Blake Wesley (#25) – co łączy wymienioną trójkę? Wszyscy zostali wybrani przez Ostrogi w 1. rundzie wspomnianego draftu, a za kilka dni ostatniego z nich może już nie być w składzie drużyny z Teksasu. To będzie ostatecznie potwierdzenie jak bardzo nieudanych wyborów dokonała wtedy ceniona przecież przez lata za poziom scoutingu organizacja z San Antonio.

Zamiast Sochana Spurs mogli wówczas wybrać choćby Jalena Williamsa, Jalena Durena, czy nawet Tariego Easona. Z kolei w okolicach wyboru pozostałej dwójki wolni byli jeszcze Christian Braun lub Walker Kessler.

O Branhamie i Wesleyu wspominam nieprzypadkowo. Gdy w lipcu ubiegłego roku wytransferowano ich do Washington Wizards, Spurs otrzymali w zamian wygasający kontrakt Kelly’ego Olynyka, za co musieli zespołowi ze stolicy zapłacić dodatkowo wyborem w 2. rundzie najbliższego draftu,

Wartość Sochana na transferowym rynku jest zapewne większa, ale różnica w „stopie zwrotu” może wcale nie być znacząca. 3,5 roku po drafcie żaden z klubów nie odda za niego wyboru w 1. rundzie draftu. Szczególnie najbliższego, który zapowiada się znakomicie.

Co poszło nie tak?

Odpowiedź na to pytanie wbrew pozorom jest całkiem prosta.

Trzy i pół roku gry w NBA w przypadku polskiego skrzydłowego to występy w zaledwie 211 na 292 możliwych do rozegrania meczów. W ich trakcie Sochan trafił tylko 140 rzutów za 3 punkty na bardzo niskiej, niespełna 30-procentowej skuteczności.

Polak ma wciąż tylko 22 lata, ale przeszedł już sporo różnych kontuzji, z których najbardziej niepokojące wydawały się kłopoty z plecami w ubiegłym sezonie.

Jeszcze większym problemem była jednak i wciąż jest niemoc w rzutach dystansowych. Poprawa w tym elemencie stała się absolutną koniecznością od momentu, gdy w drafcie 2024 roku Spurs wybrali z czwartym numerem Stephona Castle’a, w trakcie minionego sezonu pozyskali w wymianie De’Aarona Foxa, a latem ubiegłego roku podpisali jako wolnego agenta Luke’a Korneta.

Kornet w ataku operuje praktycznie tylko i wyłącznie w okolicach obręczy, Castle rzuca częściej od Sochana, ale trafia na skuteczności podobnej do Polaka, a Fox walczy o swój rekord życiowy w „trójkach” na przeciętnych w skali ligi 36 procentach.

Przy takim tercecie, zespół z ambicjami na walkę o cokolwiek w 2026 roku nie może sobie pozwolić na posiadanie zawodników z pozycji 2-4, którzy nie są klasowymi strzelcami.

Te trzy powyższe transfery ostatecznie zamknęły okno z napisem „Sochan w San Antonio”. Można się co najwyżej zastanawiać, jak rzeczywiście przebiegały ubiegłoroczne negocjacje Polaka z klubem w kwestii nowego kontraktu.

Nasz reprezentacyjny skrzydłowy przeszarżował z oczekiwaniami?

A może szefowie Spurs już wtedy wiedzieli, że nie widzą dla niego przyszłości jako przybocznego Victora Wembanyamy?

Sochan w wielkim świecie?

Informacja o tym, że jeszcze przed 5 lutego Polak może zmienić klub rozpaliła wyobrażenia polskich kibiców. Trudno się dziwić – w końcu mało co dostarcza takich emocji, jak sezon transferowy.

W poszukiwaniu fajnych miejsc do odwiedzenia dla rodzimych fanów NBA zerknęliśmy na ligowe statystyki, próbując znaleźć drużyny z ambicjami, które mogłyby wykorzystać najmocniejszą stronę Sochana, czyli grę w defensywie.

Znaleźliśmy! Nawet dwie:

– Los Angeles Lakers, którzy tracą 118 punktów na 100 posiadań i zajmują dopiero 25. miejsce w rankingu defensywnym

– New York Knicks, którzy są na 17. miejscu z 116 traconymi punktami.

Brzmi pięknie, prawda? W końcu mówimy o klubach-symbolach NBA.

Po chwili przyszło jednak otrzeźwienie.

Sochan latem będzie tzw. zastrzeżonym wolnym agentem. To oznacza, że każdy z 29 innych klubów może złożyć mu ofertę, którą jego pracodawca będzie mógł ewentualnie wyrównać. Dla Lakers, którzy po wygaśnięciu 53-milionowego kontraktu LeBrona Jamesa chcą powalczyć o znacznie grubsze od Polaka ligowe ryby, taka perspektywa jest średnio zachęcająca.

To może Knicks? Ci z kolei mają mocno załadowaną listę płac i perspektywa podwyżki dla zarabiającego obecnie 7 milionów Sochana wydaje się być… po prostu bardzo wątpliwa. Właściciel nowojorskiej drużyny James Dolan jest bardzo bogaty, lecz ograniczenia wynikające z przekraczania tzw. Aprons są na tyle bolesne, że gdy tylko jest to możliwe, zespoły chcą tego uniknąć.

Tymczasem obecnym Knicksom brakuje do tego zaledwie 150 tysięcy dolarów, a mają oni w perspektywie jeszcze letnie negocjacje z centrem Mitchellem Robinsonem w kwestii nowej umowy.

To nie wszystko! Wspomniany Robinson przez 8 laty gry w NBA nie trafił żadnej „trójki”, a w obecnych rozgrywkach z linii rzutów wolnych 62 procent rzutów w jego wykonaniu to są pudła. Z kolei na obwodzie występuje Josh Hart – ceniony za wszechstronność i waleczność koszykarz, który w tym sezonie trafia co prawda z dystansu ze skutecznością 39 procent, ale wciąż jest odpuszczany przez obrońców rywali.

Czy w tym zestawie Knicks znaleźliby pod względem sportowym miejsce dla Sochana? Można wątpić.

To może jednak wróćmy do Lakers – czy w Los Angeles byłoby pod tym kątem lepiej?

Przedstawiam czytelnikom Jarreda Vanderbilta! To z grubsza bardzo podobny pod względem silnych i słabych stron do Sochana skrzydłowy, którego opiewająca na 11 milionów za sezon umowa obowiązuje aż do 2028 roku. Lakers mogliby go oddać tylko wtedy, gdyby dopłacili za to wyborem w drafcie.

Luka Doncić i Austin Reaves potrzebują wokół siebie klasowych defensorów” – głosi popularna opinia. Vanderbilt gra niecałe 20 minut na mecz, trafia pół „trójki” na mecz ze skutecznością 32 procent, a trener J.J Redick nie chce dawać mu więcej szans.

Czy Jeremy Sochan jest obecnie lepszym koszykarzem od Jarreda Vanderbilta?

Na to pytanie trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Wiemy jedno – obaj są na pewno podobni w chęciach do boiskowych prowokacji.

Sochan na zesłaniu?

Alternatywną opcją dla Polaka może być transfer do drużyn, które znajdują się na początku przebudowy, mają dużo wolnej gotówki do wydania i z chęcią sprawdzą, czy przypadkiem z Sochana nie da się wycisnąć więcej niż uczynili to Teksańczycy.

To przede wszystkim Utah Jazz i Washington Wizards. Zespoły, które się odbudowują, w 2026 roku mają jednak też inne opcje niż licytowanie się o polskich skrzydłowych z kolorowymi włosami.

Mam na myśli choćby przejmowanie przepłaconych zawodników innych zespołów, za co kluby są skłonne płacić im wyborami w drafcie. Dla tego typu ekip większym zyskiem jest przejęcie 25-milionowego kontraktu i otrzymanie możliwości wyboru w 1. rundzie draftu, niż zapłacenie temu samemu zawodnikowi 20 milionów.

Tak, świat finansów NBA bywa bardzo specyficzny.

Z okolic obu tych drużyn również słychać pomruki, że chętnie włączą się one do walki o wolnych graczy do wzięcia o mocniejszej renomie od Sochana.

Co zrobiłby np. taki Isaiah Hartenstein, gdyby Wizards zaproponowali mu o 10 milionów wyższą pensję od tej, którą skłonni będą zapłacić Oklahoma City Thunder?

To jednak temat na inny artykuł.

Czego pragną Spurs?

Na końcu rozważań na temat przyszłości Sochana nie można pominąć tego, że San Antonio Spurs mają bilans 31 zwycięstw i 15 porażek, który daje im 2. miejsce w Konferencji Zachodniej. Oddając Polaka, Ostrogi zapewne będą chciały wykorzystać ten transfer do wzmocnienia drużyny, która już w bieżącym sezonie może narobić dużo zamieszania w playoff.

Ale jaką pozycję wzmocnić? Podobnie, jak we wcześniejszych rozważaniach, także tutaj odpowiedź nie jest jasna.

– Jesteśmy mało fizyczni i pozwalamy rywalom zdominować się – narzekał po jednej z ostatnich porażek trener Mitch Johnson.

Statystyki słów szkoleniowca jednak nie potwierdzają.

Od czasu świąt Bożego Narodzenia Spurs rozegrali 16 spotkań, w których wygrali i przegrali po 8. Ich obrona wciąż była w tych meczach na wysokim poziomie – 111 traconych punktów na 100 posiadań było 4. wynikiem w lidze w tym okresie. Szwankował za to atak, który przynosił tylko 112 punktów, co sklasyfikowało drużynę dopiero na 24. pozycji.

Jeszcze niżej, dopiero na 28. miejscu, Ostrogi uplasowały się w tych 16 meczach w TS%, czyli prawdziwej skuteczności rzutowej.

Zespół z Teksasu cały czas ma budżet na wynagrodzenia poniżej pułapu, ponad którym płaci się tzw. podatek od luksusu. Spurs mają w swojej dyspozycji wiele wyborów w drafcie, które mogą wysłać do innego klubu w zamian za sprowadzonego stamtąd zawodnika.

7 milionów zarabianych przez Sochana, które można np. połączyć z 13 milionami z wygasającej umowy Olynyka, może pozwolić ekipie z San Antonio na pozyskanie klasowego gracza z pułapu 20-25 milionów rocznie.

Propozycje? Choćby De’Andre Hunter z Cleveland Cavaliers, którym bardzo zależy na obniżeniu swoich wydatków, a także Trey Murphy z New Orleans Pelicans, którzy z bilansem 12 zwycięstw i 37 porażek są najgorszym zespołem na Zachodzie. W takiej sytuacji drużyny chętnie przechodzą do przebudowy, pozyskując w zamian młodych graczy z potencjałem i przyszłe wybory w drafcie.

Opcji transferowych z udziałem Sochana jest zatem wiele. Z racji przyjaźni Victora Wembanyamy z Guerschonem Yabusele wiele mówi się o możliwości wymiany Spurs z Knicks, ale nawet jeżeli Francuz trafi do Teksasu, nie oznacza to automatycznie, że Polak zawita do Nowego Jorku.

W tym przypadku bardziej prawdopodobna byłaby wymiana, w której Knicks pozyskują innego, taniego, ale wciąż przydatnego weterana, Spurs sprowadzają Yabusele, a sami wysyłają Sochana do trzeciego uczestnika wymiany.

Opcji jest wiele, zatem najbliższe dni z perspektywy polskich fanów NBA zapowiadają się fascynująco.

Odliczanie do 5. lutego czas zacząć!