Strona główna » Fakty czy plotki? Ten duet ma uratować Start. Ginzburg we Włocławku – pytanie tylko kiedy
PLK

Fakty czy plotki? Ten duet ma uratować Start. Ginzburg we Włocławku – pytanie tylko kiedy

0 komentarzy
Przy wyniku 2-8 wicemistrzowie Polski rozpoczynają transferową ofensywę – pozyskują dwóch koszykarzy z wysokiej jak na realia PLK półki. Czy rozgrywający, który grał z Mateuszem Ponitką w Eurolidze i skrzydłowy wybrany swego czasu w drafcie NBA odmienią losy Startu? Włocławek czeka na ogłoszenie nazwiska nowego trenera i lada moment powinien się doczekać. Niespodzianka mało prawdopodobna.

Sobotnia porażka 84:105 Startu Lublin z Treflem Sopot była dla wciąż aktualnego wicemistrza Polski już siódmą z rzędu w rozgrywkach Orlen Basket Ligi. Przy bilansie 2-8 naprawdę nie ma już na co czekać. Nic dziwnego, że po zakończeniu spotkania trener Wojciech Kamiński wypowiedział w końcu słowa, na które od dłuższego czasu czekali kibice lubelskiej drużyny.

Wiatr zmian w Starcie po raz pierwszy powiał zresztą już kilka dni wcześniej, gdy z zespołem pożegnał się Tevin Mack. Amerykański skrzydłowy przeniósł się do greckiego Kolossos.

Grał z Ponitką i zna Włocławek

Poszukiwania nowych zawodników na rynku szkoleniowiec Startu prowadził dwutorowo – rozglądał się zarówno za nowym, bardziej doświadczonym rozgrywającym, który zastąpiłby Elijaha Hawkinsa, ale także za nowym zawodnikiem podkoszowym.

Szybciej wybrał tego pierwszego, a grę lubelskiej drużyny już wkrótce poprowadzi Conner Frankamp.

To 30-letni Amerykanin, który w swojej karierze i to w sumie nawet nie tak dawno występował na parkietach Euroligi – w sezonie 2021/22 grał w Zenicie Sankt Petersburg, a jego kolegą z zespołu był między innymi Mateusz Ponitka.

Frankamp to również mistrz świata do lat 17. Zdobywał ten tytuł w 2012 roku razem z reprezentacją Stanów Zjednoczonych, a podaniami obsługiwał przyszłych koszykarzy NBA: Jahilla Okafora, Justise’a Winslowa czy Jabariego Parkera.

Nowemu zawodnikowi Startu wróżono wówczas wielką karierę, o czym świadczyło również rozpoczęcie studiów na renomowanej uczelni Kansas. Tam jednak Frankamp się sportowo nie przebił i w kolejnych latach grę na uniwersyteckich parkietach kontynuował dla niżej notowanej, ale wciąż solidnej drużyny Wichita State.

Także tam spotkał przyszłych graczy NBA – Landry’ego Shameta, a przede wszystkim Austina Reavesa, obecnie robiącego furorę w Los Angeles Lakers.

Amerykanin miał okazję również zagrać na polskich parkietach. W sezonie 2022/23 występował w tureckim Gaziantepie, gdy jego zespół był jedną z ofiar marszu Anwilu Włocławek po FIBA Europe Cup. W pierwszym, rozegranym w Hali Mistrzów meczu fazy pucharowej, Gaziantep wygrał 85:84, a nowy zawodnik Startu zdobył wtedy 10 punktów i zanotował 4 asysty. W rewanżu prowadzony przez Przemysława Frasunkiewicza zespół niespodziewanie wygrał jednak w Turcji 91:75 i to on awansował do kolejnej fazy tych rozgrywek.

Frankamp jest zawodnikiem, który zazwyczaj dobrze godzi umiejętności rzutowe z wymaganiami dotyczącymi organizacji gry. Jego niezbyt wysokie wskaźniki asyst – rzadko przekraczał trzy na mecz, nie pokazują tego, że najczęściej podejmuje właściwe decyzje na parkiecie. Jego średnia skuteczność rzutów z dystansu zwykle oscyluje w okolicach 40 procent.

Słabe strony? Nawet w najlepszych swoich sezonach Amerykanin nie był atletą, a trenerzy drużyn przeciwnych często polowali na niego w defensywie.

W minionym sezonie Frankamp także rozpoczął grę w trakcie rozgrywek – w styczniu tego roku dołączył do Dinama Bukareszt. Dla rumuńskiego zespołu rozegrał 22 spotkania, w których średnio zdobywał ponad 13 punktów i notował niecałe 4 asysty.

Na tamtejszym rynku wartość jego kontraktu szacowano na około 10-12 tysięcy dolarów miesięcznie. Teraz nieoficjalnie słychać, że w Lublinie jego miesięczne zarobki wyrażane w USD będą się zamykać w czterech cyfrach.

Był w drafcie NBA i zna Wrocław

Trener Wojciech Kamiński jest jednym z tych szkoleniowców, którzy szukając nowych graczy do zespołu niekoniecznie zawsze decyduje się na koszykarza najlepiej pasującego do potrzeb drużyny pod kątem pozycji. Czasami wybiera zawodnika zgodnie z zasadą BPA (Best Player Available – najlepszy z dostępnych) i decyduje się na zatrudnienie tego, który ma najwięcej talentu, a dopiero na miejscu stara się go z pożytkiem wpasować do drużyny.

Dokładnie takim przypadkiem jest J.P. Tokoto, drugi z nowych graczy, którzy pojawią się niebawem w Lublinie. To amerykański skrzydłowy, któremu znacznie bliżej do pozycji 4/3, niż zapowiadanego wcześniej typowego gracza podkoszowego, od którego zaczął rozmowy z agentami szkoleniowiec Startu.

32-letni Tokoto ma za sobą bogatą karierę, a w jej trakcie zarabiał naprawdę dobre pieniądze.

„W Lublinie jego zarobki będą pewnie najniższe od 10 lat” – napisał nam jeden ze znajomych zagranicznych skautów, słysząc o tym, że Tokoto wiąże się umową ze Startem. Nieoficjalnie słychać, że będzie inkasował nieznacznie więcej od Frankampa, ale wciąż poniżej 10 tysięcy dolarów za miesiąc.

Nowy gracz lubelskiej drużyny studiował na słynnej, „jordanowskiej” uczelni North Carolina, a w 2015 roku został wybrany w drafcie do NBA z numerem 58. przez Philadelphia 76’ers. Na przeddraftowych campach imponował atletyzmem, ale nie wystarczył on mu do debiutu w najlepszej lidze świata. Po dwóch latach spędzonych w G-League Tokoto zdecydował się ruszyć w świat.

Najpierw spędził rok w Australii, jednak swój nowy koszykarski dom znalazł w Izraelu – w tamtejszej Superlidze występował z powodzeniem przez ostatnie siedem sezonów. Obecne rozgrywki rozpoczął za to na trzymiesięcznym kontrakcie w niemieckim Hamburg Towers, czyli zespole, który w Grupie A EuroCup przegrał póki co wszystkie 10 spotkań.

Jedną z porażek Hamburg zanotował we Wrocławiu. 11 listopada Śląsk pokonał go 92:81, a Tokoto w Hali Orbita zagrał tylko przez 4 minuty. Nigdy nie był dobrym strzelcem z dystansu, a w ostatnich latach wraz ze stopniowo zanikającym atletyzmem – choć wciąż zdarza mu się urwać obręcz – okazji do zdobywania punktów częściej szuka choćby w akcjach tyłem do kosza przeciwko niższym graczom.

Amerykański skrzydłowy pochodzi z bardzo usportowionej rodziny. Jego dziadek, Jean-Pierre, był podstawowym piłkarzem reprezentacji Kamerunu podczas MŚ w 1982 roku. Z kolei tata, Brian Oliver, rozegrał 118 spotkań na parkietach NBA, a wcześniej – podobnie, jak 25 lat później jego syn – także on w 1990 roku został wybrany w drugiej rundzie draftu NBA. Także przez 76’ers.

W oczekiwaniu na Ginzburga

Niedzielny ligowy triple-header rozpocznie się tradycyjnie meczem o godz. 12:30, gdy Anwil Włocławek podejmie w Hali Mistrzów Miasto Szkła Krosno.

Drużynę gospodarzy poprowadzi w tym meczu Grzegorz Kożan, ale należy się spodziewać, że w roli głównego szkoleniowca pojawi się po raz ostatni w tym sezonie.

Nie wiemy, czy Anwil planuje ogłosić zmiany w sztabie szkoleniowym bezpośrednio po zakończeniu dzisiejszego spotkania, czy też uczyni to dopiero w przyszłym tygodniu. Fakty są jednak takie, że choćby agenci, którzy składali do klubu konkurencyjne oferty nie mają wątpliwości, że nowym trenerem włocławskiego klubu będzie Izraelczyk Ronen Ginzburg.

Nigdy do końca nie można co prawda wykluczyć koszykarskiej ucieczki sprzed ołtarza, jaka latem 2023 roku miała choćby miejsce choćby w przypadku Słoweńca Jure Zdovca i Śląska Wrocław. Takowe są jednak zdecydowanie wyjątkami, a nie regułą.

Zatem, jak zwykle niecierpliwym i ostrym jak brzytwa włocławskim kibicom pozostaje ze spokojem czekać, aż wiatr zmian z Lublina przeniesie się nad Włocławek.