Strona główna » Marcin Balcerowski: Reprezentacja Polski czeka, ale dziś łatwiej o finansowe wsparcie niż o nowych zawodników

Marcin Balcerowski: Reprezentacja Polski czeka, ale dziś łatwiej o finansowe wsparcie niż o nowych zawodników

0 komentarzy
O zbliżających się mistrzostwach świata w Kanadzie, olimpijskich marzeniach związanych z występem w Los Angeles, trudnych realiach sportu dla osób z niepełnosprawnościami w Polsce i o tym kiedy w baskecie na wózkach sędziowie gwiżdżą błąd kroków. Aleksandra Samborska rozmawia z Marcinem Balcerowskim, trenerem naszej kadry, a prywatnie ojcem koszykarza Barcelony. 

Aleksandra Samborska: Przed ME w Rotterdamie w roku 2023 mówił pan, że chociaż związek dba o was jako o reprezentację, to w sposób bardzo widoczny brakuje zawodowej ligi, w której zawodnicy mogliby zarabiać oraz młodzieży, która zaczęłaby wygryzać weteranów ze składu. Wspomnianej ligi wciąż nie ma. A jak wygląda wyławianie następców Filipskiego i Moslera?

Marcin Balcerowski: Co do ligi to realia są takie, że niewiele da się w tej kwestii poprawić. Niemcy, Hiszpania, Turcja, Włochy… W wielu z tych krajów struktury dla koszykówki na wózkach zaczęto budować już w latach 80.

Anglia ma dziś mocną reprezentację, chociaż nie ma tak mocnej ligi. To co ich wyróżnia to umiejętność dotarcia do najmłodszych, Anglicy szukają dzieci z niepełnosprawnościami, które poruszają się na wózkach i zapraszają je na zajęcia. Francja wprawdzie nie ma wybitnej reprezentacji, ale ma aż trzy drużyny – A, w której grają zawodowcy z ligi, B – zbudowaną ze starszych zawodników, którzy chcą się jeszcze poruszać i C, do której dołączają dzieci.

W kadrze Niemiec cały czas pojawiają się nowe twarze. Z okresu mojej zawodniczej końcówki dziś kojarzę może dwóch graczy, podczas kiedy nasz reprezentacyjny trzon stanowią zawodnicy, którzy zaczynali grać 15-20 lat temu. 

Polska drużyna to dziś takie „pół na pół”. Weteranów wspierają Krzysiek Kozaryna, Marek Wesołowski, czy Mateusz Stan, ale cały czas pozostajemy czujni i marzą nam się kolejne powołania. 

Dużym wyzwaniem jest dla nas fakt, że nie dołączają do nas zawodnicy po amputacjach, tacy jak kiedyś Filipski czy Mosler. W innych krajach to naturalna droga dla tych chłopaków, to jest stały dopływ nowych graczy. W Polsce chłopcy wybierają AMP Futbol. Jako trener od naprawdę długiego czasu nie spotkałem się, żeby do koszykówki na wózkach trafił młody zawodnik po amputacji.

Czyli – mówiąc w skrócie – zawodnik, który mógłby odgrywać na boisku kluczową rolę w ataku? Wiem, że w koszykówce na wózkach funkcjonuje system klasyfikacji punktowej zawodników. Na czym on polega?

System punktacji w koszykówce na wózkach obejmuje skalę od 1 do 4,5 punktu. Zawodnik z jednym punktem jest osobą o najmniejszej sprawności fizycznej na boisku, przede wszystkim jeśli chodzi o pracę mięśni i stabilizację tułowia. Z kolei zawodnik z punktacją 4,5 jest najbardziej sprawny – mogą to być na przykład właśnie osoby po amputacjach, które mają w pełni sprawną górną część ciała i mięśnie brzucha.

Dla osoby z zewnątrz ten system może wydawać się skomplikowany, ale jego najważniejsza zasada jest tak naprawdę prosta. Zakłada, że pięciu zawodników przebywających jednocześnie na boisku może mieć łącznie maksymalnie 14 punktów. Regulamin został stworzony kilkadziesiąt lat temu po to, żeby w koszykówce na wózkach każdy miał możliwość gry i każdy był potrzebny w drużynie. Gdyby nie było tej punktacji, na wózkach najprawdopodobniej graliby wyłącznie zawodnicy o największej sprawności fizycznej. Ja, jako zawodnik jednopunktowy, nie miałbym szans, bo pewnych różnic wynikających ze sprawności fizycznej po prostu nie da się oszukać.

Osoba, która ma sprawne mięśnie brzucha i może pracować całym tułowiem podczas jazdy na wózku, ma inne możliwości niż zawodnik, który musi napędzać wózek wyłącznie siłą rąk. Zawodnicy z wyższą klasyfikacją punktową mogą też siedzieć na wyższych wózkach. Maksymalna wysokość siedziska wynosi 58 centymetrów. Zawodnik niskopunktowy nie byłby w stanie utrzymać stabilnej pozycji na tak wysokim wózku.

A jak scharakteryzowałby trener kluczowe elementy współczesnej koszykówki na wózkach? 

Kiedyś zawodnicy niskopunktowi – z klasyfikacją 1 czy 1,5 punktu – byli przede wszystkim od współpracy z centrami. Dziś koszykówka wygląda inaczej. Zasłon i zadań dla tych zawodników jest znacznie więcej. Gra toczy się po obu stronach boiska – dwóch zawodników po jednej stronie, dwóch po drugiej, a rozgrywający prowadzi akcję ze środka. Atak w dużej mierze opiera się na pick and rollach. Po picku przychodzi pomoc, później podanie i kolejne rozwiązania.

Bardzo dużo gra się również na przewagi. Jeżeli uda się wyblokować jednego zawodnika, to atakuje się w sytuacji pięciu na czterech. Na wysokim poziomie, kiedy grają ze sobą drużyny o podobnym poziomie, bardzo trudno jest minąć przeciwnika.

W obronie koszykówka na wózkach również różni się od koszykówki bieganej. Nie ma takich przesunięć strefy. Jeżeli wysoki zawodnik wjedzie pod kosz, praktycznie nie ma już możliwości, żeby go zablokować. Przewaga pod koszem jest wtedy tak duża, że bardzo trudno go skutecznie zatrzymać.

Nad fizycznością pracujecie tyle samo co koszykarze biegający?

A może nawet więcej! Zawodnicy z klasyfikacją od 1 do 2 punktów pracują głównie nad rękoma. Zawodnicy wyżej punktowani również pracują nad tułowiem. Nóg się praktycznie nie trenuje, nie są przecież wykorzystywane.

W naszej kadrze od kilku lat za przygotowanie motoryczne odpowiada Patryk Pietraszek. Jest bardzo duży nacisk na siłownię – praktycznie przez cały rok. Zawodnicy muszą indywidualnie pracować nad swoją siłą, oprócz treningów drużynowych i samej jazdy na wózku.

Dla tych, którzy cały czas siedzą na wózku, wygląda to trochę inaczej niż dla osób, które na przykład są po amputacji i mogą z niego zejść oraz normalnie się przemieszczać. My cały czas pracujemy rękoma, zarówno podczas gry, jak i w codziennym funkcjonowaniu. Żeby się przemieszczać i wykonywać podstawowe czynności, również potrzebna jest siła. Dlatego siłownia i przygotowanie fizyczne mają w tej odmianie koszykówki ogromne znaczenie.

Determinacji Wam nie brakuje…

Kiedy Olek grał sezon w Unicaja Malaga, zdarzało się, że mieli mniejsze obciążenia treningowe niż my na wózkach. Mieli też więcej przerw między treningami. Praktycznie cały lipiec trenowałem indywidualnie.

Wielu spośród naszych zawodników nie mieszka w dużych ośrodkach sportowych, tylko w mniejszych miejscowościach czy na wsiach. Muszą dojeżdżać na treningi, a często sami organizują sobie miejsce do ćwiczeń. Tak robią chociażby Mateusz Stan, Dominik Mosler czy Mateusz Filipski – załatwiają sobie dostęp do hal sportowych. To zasługa dyrektorów szkół czy ośrodków, którzy udostępniają im obiekty. Bez takiego wsparcia byłoby znacznie trudniej rozwijać się i utrzymać odpowiedni poziom.

Kosz na wózkach ewoluuje się tak samo jak koszykówka biegana?

Oczywiście. Wystarczy zobaczyć finał Igrzysk Paraolimpijskich z Sydney, a potem finał z Paryża z 2024. Szybkość, poziom sportowy i oczywiście technologia – wszystko jest zupełnie inne. To są praktycznie dwie różne dyscypliny! Kiedyś, gdy ten sport dopiero się rozwijał, zawodnicy często grali na zwykłych wózkach – po prostu ktoś, kto poruszał się na wózku, przychodził i zaczynał grać w koszykówkę. Dzisiaj wózki są zupełnie inaczej projektowane. Technologia cały czas się rozwija, a często sami zawodnicy pomagają przy tworzeniu nowych rozwiązań.

A jak wyglądają faule? Są kroki?

Większość kontaktu nie odbywa się tak jak w koszykówce bieganej, czyli poprzez kontakt rękami. Oczywiście zdarzają się faule na ręce, ale najwięcej kontaktu jest między wózkami. Federacje również poszły w tym kierunku i przepisy dla sędziów pozwalają na większą fizyczność gry – dopiero mocny kontakt jest zazwyczaj odgwizdywany jako faul.

Co do błędu kroków – oczywiście, że jest! Możemy dwa razy dotknąć kół rękoma – nawet na przemian i wtedy trzeba zrobić kozioł. Błąd kroków jest, kiedy bez kozła dotknę kół trzykrotnie. 

Generalnie basket na wózkach to bardzo dynamiczny sport.

Który dobrze się ogląda!

No właśnie, pokazuje to frekwencja na meczach za granicą. Ostatnio podczas turnieju w Japonii na trybunach zasiadało około dwóch tysięcy kibiców. Podobnie jest w Niemczech, gdzie grałem przez dwanaście lat. Na mecze mistrza Niemiec przychodziło po dwa tysiące osób, a na zwykłych spotkaniach ligowych regularnie pojawiało się 300–500 kibiców.

W Polsce wygląda to zupełnie inaczej. Na mecze często przychodzi około dwudziestu osób, z czego większość stanowi rodzina zawodników. Brakuje większego zainteresowania i medialnego rozgłosu. Nawet koszykówce tradycyjnej często trudno jest przebić się w mediach przez piłkę nożną, a basket na wózkach czy też szerzej sport osób z niepełnosprawnościami jest praktycznie niewidoczny.

Wyjątkiem były Igrzyska Paraolimpijskie w Paryżu, które pokazywał Polsat. Dzięki temu można było zobaczyć również mecze koszykówki na wózkach. W takich krajach jak Niemcy, Francja czy Stany Zjednoczone transmisje z zawodów sportu osób z niepełnosprawnościami są obecne w mediach od kilkudziesięciu lat i ludzie je oglądają. Tak po prostu. 

Obecność w mediach ma ogromne znaczenie. Choćby z jednego względu – jeśli osoba z niepełnosprawnością zobaczy, że istnieje taka dyscyplina i że jest atrakcyjna, może zdecydować się przyjść na trening i spróbować swoich sił w sporcie. Nie mówię tu tylko o koszykówce. 

Czy w dużych ośrodkach koszykarskich prowadzi się nabory i otwiera kolejne sekcje?

Wykorzystujemy platformy społecznościowe, żeby dotrzeć z informacją o treningach, ale w Wałbrzychu jesteśmy ograniczeni wielkością miasta, natomiast we Wrocławiu zlikwidowano koszykówkę na wózkach.

Jako ośrodek przoduje Konin, ale to wynika z prowadzonej tam fundacji i organizowanych przez nich możliwości transportowych. Podobnie zorganizowana jest koszykówka na wózkach w Krakowie czy Kielcach. Wiem, że treningi są w Szczecinie, w Olsztynie. Słyszę, że są też zajęcia w Trójmieście.

Z tym, że do rozpoczęcia treningów nie wystarczą trampki – potrzebny jest jeszcze wózek. 

W Koninie, Kielcach czy Wałbrzychu w klubach takie wózki są dostępne, zawodnicy zmieniają sprzęt. Osoba, która dopiero chce spróbować koszykówki na wózkach dostanie go, żeby usiąść, pojeździć i sprawdzić, czy ten sport jej w ogóle odpowiada. W przypadku zawodników, którzy są już reprezentantami Polski – PZKosz, dzięki wsparciu ministerstwa, może sprzęt zapewnić.

Oczywiście, kiedy zawodnik się rozwija sportowo – pojawia się kwestia własnego sprzętu. Sportowy wózek to większa inwestycja, wydatek rzędu około 20 tysięcy złotych. Ja zaczynałem na wózku do tenisa z darów z Ameryki, ale to zamierzchłe czasy w porównaniu z tym co mamy teraz. 

Brutalna prawda jest taka, że o wsparcie jest dziś dużo łatwiej niż o zawodników.

Jak wysoko Polska plasuje się obecnie w rankingu międzynarodowym koszykówki na wózkach?

Realnie wydaje mi się, że jesteśmy między 4. a 8. miejscem w Europie. Podczas ostatnich ME w Bośni i Hercegowinie w ćwierćfinale przegraliśmy z Włochami rzutem na taśmę – 20 sekund przed końcem meczu, kiedy prowadziliśmy +2 Włoch rzucił nam trójkę. Potem o piąte miejsce przegraliśmy 5 sekund do końca z Turcją. Rywalowi też wpadł rzut na +1. Przez to, żeby móc zagwarantować sobie start w wymarzonych MŚ, które odbędą się we wrześniu w Kanadzie, musieliśmy grać repasaże w Tajlandii. 

Nie jesteśmy reprezentacją bardzo siłową i wiele zależy od dyspozycji naszych liderów, a przede wszystkim od Mateusza Filipskiego. U nas, żeby rywalizować z najlepszymi, musi zagrać świetny mecz sześciu–siedmiu zawodników. Nikt nie może odstawać. Tacy Turcy budując reprezentację mają do dyspozycji 40 graczy. To inna głębia składu i zupełnie inne możliwości wynikające z klasyfikacji punktowej zawodników.

Czyli jest dobrze, ale większy postęp możemy zrobić dopiero wówczas, gdy pojawi się więcej zawodników?

Dokładnie tak. W sporcie osób z niepełnosprawnościami szkolenie wygląda zupełnie inaczej niż w sporcie pełnosprawnym. W klubach takich jak Górnik Wałbrzych dzieci trafiają do akademii w wieku pięciu czy sześciu lat i przechodzą wieloletni proces szkolenia. U nas często zawodnik pojawia się w wieku dwudziestu lat po wypadku. Nigdy wcześniej nie grał w koszykówkę. Czasem trenował piłkę nożną albo w ogóle nie uprawiał sportu. I nagle ma wejść na poziom reprezentacyjny.

Koszykówka na wózkach to nie tylko kondycja. To przede wszystkim technika i taktyka. Tak samo jak w klasycznej koszykówce – jeśli ktoś nigdy nie rzucał do kosza, to nie będzie robił tego prawidłowo tylko dlatego, że jest sprawny. Tego trzeba się nauczyć.

We wspomnianej przeze mnie Anglii dzieci z niepełnosprawnościami od najmłodszych lat trafiają do klubów sportowych. Rodzice przywożą je na treningi już jako pięcio- czy sześciolatków. W Polsce wciąż dominuje nadopiekuńczość. Rodzice chcą dziecko chronić, wyręczają je we wszystkim i przez to ono nie ma okazji rozwijać samodzielności. Oczywiście są wyjątki, ale to nadal nie jest standard.

Sam przekonałem się o tym po swoim wypadku. Miałem 21 lat. W domu wszyscy chcieli mi pomagać – żona, rodzice. Dopiero gdy trafiłem na pierwszy trening koszykówki w Wałbrzychu, nauczyłem się samodzielności. Jak się ubrać, jak założyć but, jak radzić sobie na co dzień. Sport okazał się dla mnie najlepszą szkołą życia.

A dziś jest dowodem, że konsekwencja może doprowadzić na sam szczyt…

Na mistrzostwa świata do Kanady wylecimy 5 września, czyli 3 dni przed rozpoczęciem turnieju, żeby się zaaklimatyzować. Zagramy z Japonią, Hiszpanią, Kolumbią i Marokiem. Maroko jest mistrzem Afryki, ale teoretycznie to najsłabszy zespół w grupie. Zawsze. W sporcie nie można jechać z nastawieniem, że oddaje się jakikolwiek mecz. W Tajlandii przekonaliśmy się o tym bardzo boleśnie. Senegal teoretycznie miał być najłatwiejszym rywalem, a męczyliśmy się z nim przez czterdzieści minut.

Pod względem medycznym jesteśmy dobrze zabezpieczeni. Mamy świetnego fizjoterapeutę, odpowiedni sprzęt i opiekę. Kolumbia wygląda niepozornie, ale większość ich zawodników gra w lidze hiszpańskiej, więc to bardzo wymagający rywal. Japonia i Hiszpania należą do światowej czołówki. Na szczęście z grupy awansują cztery drużyny, więc nawet jeśli nie wygramy wszystkich spotkań, nadal będziemy walczyć o ćwierćfinał.

Chcemy awansować do pierwszej ósemki. To nie tylko sukces sportowy. Miejsca od pierwszego do ósmego oznaczają stypendia Ministerstwa Sportu dla zawodników. Są to takie same stypendia, jakie otrzymują reprezentanci sportu pełnosprawnego. To bardzo ważne wsparcie.

A kolejne cele?

Oczywiście marzymy o igrzyskach paraolimpijskich w Los Angeles, ale sytuacja bardzo się skomplikowała. Przed Paryżem Międzynarodowy Komitet Paraolimpijski zmniejszył liczbę uczestników turnieju koszykówki na wózkach z dwunastu do ośmiu drużyn. To znacznie utrudniło kwalifikację. Mam nadzieję, że przed Los Angeles te przepisy się zmienią.

Życzyłbym sobie też zainteresowania dyscypliną wśród dziewczyn. To jest nasza gigantyczna bolączka! Gdybyśmy mieli reprezentację kobiet, droga do igrzysk byłaby znacznie łatwiejsza. Tymczasem w kraju liczącym blisko czterdzieści milionów mieszkańców trudno znaleźć nawet sześć zawodniczek, które mogłyby stworzyć kadrę.

To pokazuje skalę problemu, dlatego apeluję: jeśli znacie młode osoby poruszające się na wózkach, które choć trochę lubią koszykówkę – powiedzcie im o naszej dyscyplinie. Powiedzcie o reprezentacji Polski! Powiedzcie o tym, że mogą zacząć trenować i cieszyć się sportowym rozwojem w grupie innych pasjonatów! 

Jesteśmy aktywni na wspomnianych mediach społecznościowych, można się do nas odezwać drogą mailową czy za pośrednictwem oficjalnych profili Polska Koszykówka na Wózkach. Naprawdę łatwo możnadowiedzieć się, jak rozpocząć, gdzie są treningi. 

Mecze wrześniowych mistrzostw świata transmitowane będą na kanale YouTube federacji IWBF. Oglądajcie nas i trzymajcie kciuki. Z naszą determinacją, zapleczem i waszym zainteresowaniem znowu zawalczyć możemy o jak najlepsze wyniki!

Rozmawiała Aleksandra Samborska, @aemgie