Górnik Zamek Książ Wałbrzych – MKS Dąbrowa Górnicza 73:103
Wynik końcowy sprawia wrażenie lekko szokujące, ale tak naprawdę – czemu tu się dziwić? O klęsce gospodarzy zadecydowały dwie kwestie, o których wiedzieliśmy już przecież przed rozpoczęciem walki.
a. Górnik gra osłabiony brakiem trzech kontuzjowanych koszykarzy, z których każdy mógłby odgrywać ważną rolę w pierwszej piątce. Barrett Benson, Ike Smith i Marc Garcia to naprawdę solidna dawka koszykarskich umiejętności. A także wszechstronności, właściwie na wszystkich pozycjach.
b. Znaczną częścią defensywnego DNA Górnika jest zasada „zagęszczamy na ile można, a jak chcecie rzucać za 3 – trudno, próbujcie, będziemy musieli z tym żyć, jak zaczniecie trafiać”.
MKS jest w ostatnich dwóch miesiącach jedną z najlepszych drużyn PLK. To fakt, nie opinia! W 12 kolejkach pod wodzą Artura Gronka ten zespół odniósł 8 zwycięstw. Więcej w tym czasie zaliczyły jedynie Śląsk i King. Okoliczności (czytaj: rozmiary) może i zwracają uwagę, ale nagła śmierć Górnika naprawdę nie powinna nikogo dziwić.
Czy MKS może uniknąć gry w fazie play-in? Dlaczego nie? Jeśli wygra trzy kolejne mecze, a biorąc pod uwagę rywali (GTK, Arka, Miasto Szkła) ma na to duże szanse, z bilansem 16-11 w końcówce sezonu może mieć wszystko w swoich rękach.
AMW Arka Gdynia – Tauron GTK Gliwice 76:59
Jako byłemu sportowcowi stwierdzenie „tej drużynie życzyłbym spadku” nie przejdzie mi przez usta, ale odpowiedzi na pytanie „po co GTK gra w PLK, czy ten klub ma jakikolwiek plan?” wciąż nie znam.
Mam tylko nadzieję, że Kuba Piśla w kolejnym sezonie znajdzie sobie w naszej lidze zespół, w którym zamiast niemal 30 minut jak w Gdyni będzie grał 18-20, ale będzie to czas spędzony w zespole mającym pomysł na grę. GTK go nie posiada. Tak mocno reklamowany w momencie podpisywania kontraktu w Gliwicach KJ Johnson to jedno z większych indywidualnych rozczarowań tego sezonu. 1/8 z gry, więcej strat (5) niż asyst (4). Nic dziwnego, że w takiej drużynie nawet Ivan Almeida już chyba stracił zapał do gry.
Arka? Jest na dobrej drodze, by uniknąć play-in. Ale mogą ją jeszcze czekać wyboje!
King Szczecin – Energa Trefl Sopot 85:96
Uraz Erica Locketta od początku wyglądał na poważny, więc tym większe słowa uznania dla koszykarzy Trefla za to, jak w tym meczu odpowiedzieli na tak feralne zdarzenie podczas debiutu tego koszykarza w zespole. Zasada „dodawanie poprzez odejmowanie” świetnie sprawdza się szczególnie w playoff, gdy trenerzy zawężają rotację. Tutaj też miała swój wydźwięk.
Problemami z niżej zawieszoną na początku drugiej połowy obręczą kosza King nie może tłumaczyć faktu, że rozpoczął trzecią kwartę od 0:15. Żartując – trzeba było mocniej atakować kosz, probować wsadów. Później jeszcze gospodarze zbliżali się do rywali, ale odniosłem wrażenie, że Maciej Macherek zrobił błąd, zbyt długo przetrzymując na ławce Przemysława Żołnierewicza.
Jeśli King chciał tym meczem udowodnić, że pozycja lidera nie była przypadkowa i także myśląc o grze w playoff może uchodzić za jednego z faworytów do walki o złoto, to w sobotę nie wykonał kroku w odpowiednim kierunku.
Ale są też plusy! Nemanja Popović nawet przy wskaźniku plus/minus na poziomie -13 prezentował się naprawdę dobrze!
Energa Czarni Słupsk – Anwil Włocławek 57:68
Oczy krwawiły… Oglądałem, bo jestem uzależniony od koszykówki, ale to była mordęga.
Pamiętacie powiedzenie, którymi czasami podsumowuję najbardziej bezbarwne starcia w PLK „mecz się odbył, a wygrała go drużyna lepsza”? Tutaj na usta cisnęła mi się jego parafraza „mecz się odbył, a wygrała go drużyna bogatsza”.
Anwil ma w składzie o wiele więcej indywidualności, więc w drugiej połowie po prostu ten mecz sobie wziął. W takim koszykarskim antywidowisku wystarczyło kilka celnych rzutów za 3. Ale gra zespołu z Włocławka wciąż nie wygląda nawet OK.
Gdybym decydował o losach Anwilu, nie chciałbym obecnie mieć ciężaru ważnego kontraktu z Ronenem Ginzburgiem do końca sezonu 2026/27. Te słowa komunikatu klubu z Kujaw po ostatnim transferze – w dużym skrócie brzmiące jak „wszystkie zmiany, których dokonaliśmy w składzie były na życzenie trenera, a teraz oczekujemy lepszej gry” brzmiały znamiennie. Trochę tak, jakby prezes Łukasz Pszczółkowski szykował Anwil na ewentualne rozmowy po sezonie z agentem Izraelczyka na temat przedwczesnego zakończenia współpracy?
Nie dziwię im się wcale. Póki co Anwil Ginzburga różni się od Anwilu Kożana składem. Ale nie jest od Anwilu Kożana w lepszy, a brak wykorzystania atutów Mate Vucicia aż bije po oczach. Jasne, Chorwat nie jest technicznym wirtuozem, ma swoje ograniczenia. Odpowiednio wkomponowany w taktykę zespołu potrafi jednak w tak fizycznej lidze jak PLK robić różnicę. Najlepszy dowód tego mieliśmy podczas ubiegłorocznego finału. Obecnie mam wrażenie, że Vucić męczy się z Ginzburgiem, a Ginzburg z Vuciciem.
Czarni? Szacunek dla kibiców, że wciąż wypełniają Gryfię, nawet mając – obok GTK i Startu – wzbudzający najmniej emocji zespół w lidze. Bez wracającego do gry Szymona Tomczaka Czarni w sobotę mogliby nie zdobyć nawet 50 punktów.
Dziki Warszawa – Legia Warszawa 88:95
Drugi weekend z rzędu Legia zagrała w meczu, który pozostałe w kolejce przerósł o dwie głowy. Derby Warszawy po tym „czymś” w Słupsku oglądało się znakomicie. To było jak odświeżająca, nadmorska bryza po starciu z zaduchem wywołanym przez disiarczek dimetylu.
Nie ma obecnie w PLK drużyny bardziej fun to watch od Legii. Ze Śląskiem włącznie. Zespół prowadzony przez Heiko Rannullę, a napędzany przez Andrzeja Plutę z premedytacją narzuca swoje tempo. Nie ujrzysz nawet dwóch akcji z rzędu, w których gracz z piłką przekracza linię środkową boiska, grając w chodzonego. Legia najczęściej biegnie, a czasami wręcz pędzi, gna przed siebie.
No i te step-backi Pluty. Wydają się proste, ale to tak naprawdę żniwo wielu lat katorżniczej pracy, którą Andrzej junior wykonał. Tego zagrania nikt mu nie dał. Od rodziców otrzymał oczywiście prezent w postaci dobrych, koszykarskich genów, ale z takim step-backiem nikt się nie rodzi. Oglądam trochę europejskiej koszykówki i nie widzę wielu koszykarzy, którzy mają tę broń tak świetnie rozwiniętą. A przecież Pluta wciąż swój sportowy prime powinien mieć przed sobą, dopiero za 2-3 lata. Czekam z wypiekami na twarzy!
Zastal Zielona Góra – Arriva Lotto Twarde Pierniki Toruń 88:90
Zaskoczenie? Na pewno. Szok? Niekoniecznie. Lokomotywa Zastal krztusi się już od pewnego czasu. Brakuje jej paliwa. Niekoniecznie mówimy to o problemie wynikającym z wojny na Bliskim Wschodzie i rosnących cen paliw czy też kłopocie posiadania dwóch motorniczych. Akurat minuty Andrzeja Mazurczaka i Chavaughna Lewisa Arkadiusz Miłoszewski rozdziela całkiem nieźle. Być może obaj, grając w osobnych zespołach, byliby bardziej efektywni, ale to nie ten nieco dublujący się duet jest problemem Zastalu. Pozostają nim – co nie jest żadną tajemnicą – środkowi.
Trener Zastalu przestrzelił z Philem Faynem. Z Dwightem Wilsonem też. Nie jest łatwo w ciągu 2:36 gry zrobić -9, ale Wilson w niedzielę tego dokonał. Problemy Miłoszewskiego z doborem wysokich koszykarzy są jednak poważniejsze. Pamiętacie poprzedni sezon, jeszcze w Kingu i duet Chad Brown – Marcus Lee? Prezes Krzysztof Król na pewno pamięta dobrze, skoro ten drugi był najdroższym koszykarzem w historii jego klubu, a także jednym z bardziej bezbarwnych.
Twarde Pierniki kosztem Zastalu/Górnika/Anwilu w fazie play-in? Tracą obecnie do rywali 2-3 punkty, więc margines błędu mają bardzo mały, ale… Terminarz korzystny – 4 z 6 meczów u siebie, a także wyjazd do Gliwic. Jeszcze korzystniejszy – bilans bezpośrednich starć z ww. tercetem, to już 4:1, a w zanadrzu jeszcze mecz z Górnikiem przed własnymi kibicami.
Jeśli Zastal/Górnik/Anwil będą się wciąż dławić… W ostatnich 5 kolejkach łącznie wypracowały wynik 4-11.
WKS Śląsk Wrocław – PGE Start Lublin 98:91 (po dogrywce)
We Wrocławiu nic nowego: kolejny mecz, kolejna dogrywka, kolejne zwycięstwo i kolejna konferencja prasowa, w trakcie której Ainars Bagatskis mówi, że cieszą go tylko dwa zdobyte punkty meczowe. Śląsk jest bardzo mocny. Wygrywanie meczów, w których niewiele się układa to jeden z najbardziej rzucających się w oczy znaków rozpoznawczych drużyn z mistrzowskimi aspiracjami. Wrocławianie mają prawo je mieć. Także dzięki coraz lepszej postawie Jarvisa Williamsa. Doświadczony Amerykanin wie jak robić użytek ze swojego ciała w walce o zbiórki. Nawet tego typu gracz, choć nie środkowy, mógłby pomóc wspomnianemu chwilę wcześniej Zastalowi.
Ivanhoe Basketball Startu Lublin to nie jest koszykówka, której jestem fanem, ale jedno muszę trenerowi Wojciechowi Kamińskiemu przyznać – Jordan Wright to naprawdę dobry strzał. Szkoda, że jedyny trafny w tym sezonie. Nie zdziwię się, jeśli po tego wciąż młodego koszykarza latem ustawi się kolejka chętnych z klubów PLK z większymi ambicjami. Atletyczny gracz z zalążkiem rzutu, który nie będzie ani rozgrywającym, ani środkowym, ale w ostateczności może zagrać na trzech pozostałych pozycjach? W obecnym baskecie – złoto.
Miasto Szkła Krosno – Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski 80:87
O akcie przemocy obręczy w stosunku do Ivicy Radicia powiedziano już wiele, może nawet wszystko. Jasne, każdemu może się zdarzyć, ale obejrzałem uważnie w tym sezonie wiele meczów drużyny z Krosna i to nie był pierwszy porównywalny „grzyb” w wykonaniu Chorwata. Nie był też dopiero drugi.
Jedną akcją meczu się nie przegrywa, ale to 0:15 na korzyść gości, które nastąpiło po tej w wykonaniu Radicia nie wzięło się znikąd. Momentum w sporcie istnieje. Inaczej gra się przy +7, inaczej przy +5, gdy czwarta kwarta zbliża się do końca.
Nie wiem czy Miasto Szkła spadnie z PLK, ale jeśli tak, szefowie tego klubu do nikogo nie będą mogli mieć pretensji. Jedenastu obcokrajowców widniejących w składzie wskazuje jasno, że ten zespół zajmuje ostatnie miejsce nie ze względu na najmniejszy budżet – opłata za dodatkowe licencje to naprawdę spory wydatek – ale ze względu na niewystarczające know-how, jak ten budżet rozsądnie wydać.
Aha, jeszcze jedno – naprawdę ważne! Nikodema Czoski plus/mimus na poziomie +18 przy nieco ponad 6 minutach gry i decyzję Andrzeja Urbana, by posłać młodego Polaka na boisko w samej końcówce warto z tego meczu zapamiętać.
Nie mniej niż to pudło sezonu w wykonaniu Radicia!