Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>
Trzy tygodnie temu na tych samych łamach o tej samej porze poruszyłem temat najważniejszych problemów z którymi, moim zdaniem, borykała się ostrowska Stal. Dla niektórych było to zwykłe czepialstwo, bo pisałem o ówczesnym liderze PLK. Ale pozycja w tabeli oraz wygrywane, pomimo słabej gry, kolejne mecze jedynie rozmywały realny obraz.
Dopiero czwartkowy mecz w Gliwicach przelał czarę goryczy. Wysoka porażka z tamtejszym GTK, paradoksalnie, może się jednak okazać dla ostrowian, w dłuższej perspektywie, zbawienna.
W analogicznym momencie poprzedniego sezonu „Stalówka” pod wodzą Igora Milicicia wygrywała mecz za meczem, gromiąc kolejnych rywali. To powstrzymywało trenera przed dokonaniem tak naprawdę niezbędnych korekt w składzie (Kobi Simmons, Michael Young). W efekcie „żółto-niebiescy” zostali wyeliminowani przez warszawską Legię już na etapie ćwierćfinału play-off.
Wygląda na to, że Stal uczy się na własnych błędach. Tym razem, pomimo wysokiego miejsca w tabeli, zdecydowano się na korekty. Klub rozstał się z Joshem Perkinsem. Wszystko odbyło się polubownie. Stal nie poniosła żadnych kosztów związanych z rozwiązaniem umowy a zawodnik szybko znalazł nowego pracodawcę.

Co poszło nie tak w krótkiej przygodzie Amerykanina w Ostrowie? Poniekąd był to błąd profilowy. Zawodnik nie potrafił dostosować się do gry, której oczekiwał od niego Andrzej Urban. Liczono, że – podobnie jak to miało miejsce w trakcie sezonu w Brindisi – zawodnik będzie w stanie nieco zmodyfikować swoje przyzwyczajenia. Ale parkiet brutalnie te założenia zweryfikował. Perkins całkowicie zdominował atak „Stalówki”, uzależniając zespół od swojej dyspozycji.
Amerykanin często „zjadał” posiadania nadmiernie holując piłkę, co znacząco spowolniło grę ostrowian. Akcje kreował głównie w oparciu o pick’n’rolle. Miał duże problemy z „otwieraniem” obwodowych strzelców. Przy słabo funkcjonującym ataku bardziej widoczne (i odczuwalne) stały się również braki ostrowian w defensywie. W konsekwencji Stal przestała przypominać zespół, który zachwycał kibiców grą w pierwszej części sezonu.
Trener Urban, a wraz z nim zarząd klubu, stanęli przed pytaniem jaki kierunek obrać przy wyborze nowego gracza. Jestem zdania, że na tym etapie nie ma sensu wymyślać kwadratury koła. Trener cały sezon szuka odpowiedniej „jedynki” tymczasem taką w rosterze już posiada. Aigars Skele, bo o nim piszę, jest dyrygentem Stali i to pod jego batutą zespół jest najefektywniejszy.
Wydaje mi się, że najrozsądniej (biorąc pod uwagę również aktualną sytuację na rynku transferowym) byłoby nieco przesunąć akcenty w rotacji, właśnie z Łotysza czyniąc głównego rozgrywającego, a obwód uzupełnić „swingmanem”. Graczem, który w ataku, w zależności od aktualnej potrzeby, wypełni lukę na pozycjach od 1 do 3, a w obronie będzie idealny do grania „switch”.
Będąc na miejscu trenera Stali właśnie taki obrałbym kierunek poszukiwań. Dobrze dobrany „swingman” wzmocni defensywę na obwodzie – co, nie da się ukryć, jest aktualnie piętą achillesową ostrowian – uelastyczni rozwiązania w obronie (kolejny zawodnik w rotacji do obrony typu „switch”). W ataku natomiast wesprze Skele na rozegraniu, ale również będzie mógł grać obok niego, gdy trener Urban będzie potrzebował jednocześnie na parkiecie dwóch zawodników mijających pierwszą linię obrony rywala.
Oczywiście przy tego typu rozwiązaniu istnieje ryzyko dużych problemów w momencie kontuzji Skele, ale pamiętać należy, że to przebudowa (a nie budowa) i w związku z tym działa się w określonych warunkach. Przede wszystkim – przy konkretnych ograniczeniach (rynek transferowy, funkcjonowanie zespołu, hierarchizacja problemów do rozwiązania etc.).
Andrzej Urban ma pełną świadomość, że decyzja, którą podejmie może zaważyć o dalszych losach sezonu Stali. Jego wybór powinniśmy poznać niebawem.
Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>