Jeszcze w sobotni wieczór w hali stargardzkiego OSiR kibice Spójni po ostatnim gwizdku skakali z radości, gdy ich koszykarze pokonali groźną Deckę Pelplin dzięki solowej akcji Jalena Raya. Trener Marek Popiołek mógł na chwilę odetchnąć. Mógł nie przypuszczać, że ci sami fani kilka dni później będą wyzywać całą drużynę jeszcze kilkadziesiąt minut przed końcowym gwizdkiem kolejnego meczu.
Na filmie zarejestrowanym przez „Gazetę Kołobrzeską” widzimy, co działo się po zakończeniu środowego spotkania w Kołobrzegu.
Spójnia przegrała ten mecz z kretesem – tu nie ma żadnej dyskusji. Wynik 53:97 nie zdarza się zbyt często na tym poziomie rozgrywek. Coraz częściej mamy jednak do czynienia z ekscesami takimi jak te, które miały miejsce w Hali Milenium.
Kibice wyzywali „swoich” zawodników.
Nawoływali ich do oddania wypłat.
Jeden z nich miał krzyknąć do Jarosława Mokrosa, by ten… się powiesił.
Na filmie widać, jak wściekły Mokros odchodzi, machając ręką. Ciśnienia nie wytrzymali także Jakub Karolak i Paweł Kikowski. Nie stali ze spuszczonymi głowami. Wdali się w sprzeczkę z kibicami.
To wydarzenia, które miały miejsce w kolejce, która rozpoczęła się od minuty ciszy ku czci… Romana Janika, tragicznie zmarłego 30-letniego koszykarza Żubrów Białystok.
Mecze mają odbywać się bez muzyki. Bez tańców cheerleaderek. Powiedzmy sobie to szczerze: fani Spójni mieli to wszystko gdzieś. Wystarczyło, że ich koszykarze przegrali mecz w Kołobrzegu.
Ręce opadają.
Oglądając te obrazki, przecierałem oczy z niedowierzania. Jasne, kibice mają prawo wymagać dobrej postawy od drużyny – to oczywiste. Ale moim zdaniem główną ideą kibicowania jest jednak bycie z drużyną na dobre i na złe, niezależnie od okoliczności.
W tym sezonie to nie był pierwszy tego typu przypadek na meczach koszykówki w Polsce. Relacje kibice – koszykarze zdają się skręcać w stronę zachowań znanych z piłki nożnej, gdzie kibice zawsze chcą mieć ostatnie słowo i przywołują mniej lub bardziej karnie zawodników na „dyscyplinujące rozmowy” pod płotem. Często wręcz grożąc im konsekwencjami za brak poprawy.
To gangsterskie zachowania. Nie mają nic wspólnego ze sportem. A już na pewno nie z meczami koszykówki,. którą znamy, kochamy i o którą walczymy!
Będący w kryzysie Czarni Słupsk dostają gwizdy na prezentacji od swoich fanów.
Sympatycy Anwilu gwiżdżą na swoich koszykarzy po wygranym (sic!) meczu z Miastem Szkła Krosno.
Część z tych z Włocławka z oburzeniem przyjmuje wiadomość, że Grzegorz Kożan po opuszczeniu stanowiska pierwszego trenera pozostaje w klubie, któremu poświęcił wiele lat swojego życia.
Domaganie się, by świetny asystent, któremu nie powiodło się w pierwszej przygodzie w roli pierwszego szkoleniowca, zapłacił za to utratą pracy? Skoro była zbrodnia, to musi być i kara? A później co lato we Włocławku panuje wielkie zdziwienie, że najlepsi polscy koszykarze, mimo świetnych ofert finansowych, wolą kontynuować kariery w innych miastach.
Nie rozumiem powyższych postaw. Żadnej z nich! To, że wsiadasz w samochód czy autokar, jedziesz przez pół Polski i poświęcasz swój czas, by wspomagać swoją ukochaną drużynę jest chwalebne. Ale to nie daje ci z automatu prawa do przekraczania granic, domagania się zwrotu pensji czy grożenia zawodnikom, którym po prostu nie wyszedł.
A nawet i siedem meczów!
Porażka nie jest końcem świata. Jest początkiem nowej historii i nadziei, która kibicowi powinna towarzyszyć aż do pierwszego gwizdka kolejnego meczu.
Na pocieszenie, żeby nie było tak smutno! Są też pozytywne przykłady! Kilka dni temu wybrałem się na mecz Anwilu do Wałbrzycha. Sportowo goście po prostu przejechali się po drużynie Górnika.
Fakt, kilkadziesiąt osób przed ostatnim gwizdkiem ubrało kurtki i ruszyło do wyjścia. Ale zdecydowana większość jednak została! Nikt nie gwizdał. Nie nie wyzywał! Na koniec – nikt też nie wzywał kapitana Górnika Dariusza Wyki na dyscyplinujące rozmowy. Doping z trybun trwał do samego końca meczu, który drużyna gości wygrała różnicą 25 punktów.
Można? Można!