Chociaż drużyna z Ostrowa Wielkopolskiego przegrała w Dąbrowie Górniczej 84:91, to występ 28-letniego Amerykanina nie mógł przejść bez echa.
Oprócz 7 przechwytów zanotował przecież także 16 punktów, 13 zbiórek i 6 asyst – w każdej z kategorii poza punktami ustanowił swój własny rekord sezonu.
– Już w dzieciństwie tata wpajał mi, że jedyną drogą dla mnie do gry w koszykówkę jest defensywa. Podobnie też mówili mi później trenerzy uniwersyteccy – wspomina Jackson, gdy zapytałem się go, skąd wzięły się jego umiejętności w boiskowych kradzieżach piłek.
Efekt?
Amerykanin jest na dobrej drodze do tego, by stać się pierwszym koszykarzem w historii PLK, który zakończy sezon ze średnią przekraczającą 3 przechwyty na mecz. Najbliższy tego był portorykański rozgrywający Andres Rodriguez, który w sezonie 2006/07 w barwach Turowa Zgorzelec notował 2.95 zabranej piłki na mecz,
Po 16 rozegranych spotkaniach Quan Jackson notuje ich średnio aż 3.56!
A piłki wyrywa w najróżniejszych okolicznościach.
Przechwyty bez hazardu
– Gdy zacząłem oglądać latem materiały z nim, to znałem już jego statystyki i wiedziałem, jakiego typu gracza mogę się spodziewać. Gdy widzisz kogoś, kto notuje tak dużo przechwytów, to naturalnie jako trener zastanawiasz się, czy nie czyni tego ze szkodą dla zespołu poprzez nadmierne ryzyko, przegrywanie akcji 1 na 1 i w konsekwencji tworzenie dziur w zespołowej obronie – opowiada trener Andrzej Urban, który latem zdecydował się sprowadzić Jacksona do Ostrowa Wielkopolskiego po trzech sezonach spędzonych przez tego zawodnika w lidze fińskiej.
– W jego grze tego jest jednak bardzo niewiele – dodaje od razu trener Stali.
O koszykarski „hazard” zapytałem również samego Jacksona.
– Staram się tego nie robić, a jak już, to w pierwszej lub drugiej kwarcie, czyli jeszcze wtedy, gdy możesz sobie pozwolić na trochę większe ryzyko. Ogólnie najczęściej kryję rozgrywających rywali, ale staram się też wykorzystywać okazje do tego, by zaburzać pewność siebie i rytm innych graczy – odpowiada.
W momencie, gdy tylko przeszliśmy na temat jego specjalizacji, w głosie Quana od razu można wyczuć inny ton i zwiększone zainteresowanie.
– Rzadko podejmuję ryzyko, gdyż zazwyczaj prowadzę z przeciwnikami swoją grę. Staram się ustawiać tak, żeby myśleli iż mogą bezpiecznie podać. Żeby im się wydawało, że podanie kozłem, czy też z klatki piersiowej przejdzie do kolegi. Wydaje im się, że ich gracz jest wolny w rogu? Tak, to ja chcę właśnie, żeby takie mieli odczucie – opowiada otwarcie o swoich sztuczkach, niczym generał zdradzający tajniki sztuki wojennej.
Dzięki statystykom „Pulsu Basketu” możemy sprawdzić, że z 64 przechwytów w sezonie najwięcej – 20 – Jackson wykonał w pierwszych kwartach spotkań.
– Pierwsze podania w meczach często są leniwe, a ja i tak rzadko kiedy je atakuję. Chcę żeby przeciwnicy poczuli się pewnie, by myśleli, że nie ma na nich presji. Przy kolejnych jestem jednak już na nie gotowy. Nie zawsze uda się piłkę przejąć, ale nawet gdy dotknę ją i zmienię kierunek lotu (tzw. deflections), to już jest to moim i zespołu sukcesem – kontynuuje Jackson.
Będąc zawodnikiem u trenera Urbana trzeba być również gotowym na funkcjonowanie w obronie strefowej.
– Tak, trener Andrzej ewidentnie ją bardzo lubi. Także w tym sposobie obrony widzę sporo gierek mentalnych i prób odgadnięcia kolejnych ruchów przeciwnika. Tu również chcemy kierować rywali w korzystne dla nas miejsca na parkiecie – dodaje.
Pasję Amerykanina do defensywy można również wyczuć na jego TikToku, gdzie regularnie wrzuca kompilacje swoich najlepszych meczowych akcji z własnym komentarzem. Warto zerknąć.
Będzie coraz trudniej, prawda?
Niedawno rozpoczęła się runda rewanżowa Orlen Basket Ligi. Gracze i trenerzy coraz lepiej wiedzą, czego się po rywalach spodziewać i w teorii także Amerykaninowi w przechwytach powinno być coraz trudniej.
Ale zaraz, zaraz – czy on właśnie nie ukradł rekordowych w sezonie 7 piłek w ostatni weekend?
– Mimo tego występu, to widzę, że rywale są ostrożniejsi i darzą mnie większym szacunkiem. Zdają sobie sprawę, że w tym elemencie gry nie jestem kimś przeciętnym. Ale też czasami dziwię się, że nie próbują mojego gracza wysłać do rogu, by trzymać mnie daleko od piłki. Ja na pewno przeciwko sobie bym tak postąpił – tłumaczy ostrowski „król złodziei”.
Różnice w podejściu rywali do swojego podopiecznego zauważa również Andrzej Urban.
– Widać to w drobnych elementach podczas meczów. Gdy Quan jest w pobliżu piłki, to rywale wykonują więcej podań lobem. Albo też częściej zagrywają trochę do tyłu, by mieć pewność, że piłka będzie poza jego zasięgiem. Już takie decyzje są oczywiście naszym zyskiem, gdyż zmniejszają płynność akcji przeciwnej drużyny – dodaje szkoleniowiec „Stalówki”.
W piątek o godz. 18:00 kolejnym rywalem w hali w Ostrowie Wielkopolskim będzie King Szczecin. Co zatem o Jacksonie przed meczem mówi swoim zawodnikom trener gości, Maciej Majcherek.
– Na pewno muszą uważać na koźle przeciwko niemu, gdyż ma bardzo szybkie ręce. No i zwracać dużą uwagę na jego obecność na liniach podań, gdyż także w tych momentach często wykorzystuje swoje wyczucie do przechwytów – odpowiada szczeciński szkoleniowiec.
O szybkich rękach Jacksona przekonał się choćby Noah Kirkwood, jeden z liderów świetnego w tym sezonie Śląska Wrocław.
Czy zespół Kinga będzie szukał możliwości wysłania Jacksona do narożnika i próby gry 4 na 4 w ataku?
– Jest to na pewno opcja, którą rozważaliśmy, ale do tego trzeba mieć też odpowiedni personel ludzki. Zobaczymy, czy w trakcie meczu będzie to do wykonania – tłumaczy trener Kinga.
Potyczki z zimą
Jackson urodził się na Florydzie, a w Europie spędza już czwarty sezon w kraju z groźną zimą – najpierw była to Finlandia, a teraz Polska.
Czy to znaczy, że w młodości zraził się do upałów?
– Nie, nie. Do waszych zim i śniegu chyba nigdy się nie przyzwyczaję. W ostatnich dniach, gdy mam wyjść z domu, to zakładam na siebie dodatkową pary bielizny, ciepłą koszulę, bluzę z kapturem, kurtkę, twarz owijam szalikiem i jeszcze pewnie o czymś zapomniałem – ze śmiechem opowiada Jackson o walce z minusową temperaturą.
Amerykanina chwali zarówno trener Andrzej Urban, jak i koledzy z zespołu, którzy zaznaczają od razu, że również na treningach trzeba bardzo uważać na jego wszędobylskie ręce.
Także Jackson z pobytu w naszym kraju wydaje się zadowolony, nie tylko w kwestiach koszykarskich.
– Czuję się w Polsce znakomicie. Ostrów to fajne miasto do życia, wrażenie robią też inne miejsca, które odwiedzamy podczas wyjazdów. Myślę, że każdy z graczy, którzy występują w Europie powinien mieć okazję przez rok u was pomieszkać i na pewno dobrze by ten czas wspominał – ocenia zawodnik Stali.
– Z tej okazji chciałbym podziękować naszym kibicom za ich nieustanne wsparcie i doping. Jak również trenerom: Andrzejowi, że dał mi szansę występów w PLK i obdarza mnie tak dużym zaufaniem, a także Konradowi (Kaźmierczyk, asystent trenera Urbana – red.), który dużo ze mną pracuje i ma wielki udział w tym, że rozwinąłem się w Polsce jako koszykarz – zaznacza Jackson.
Do meczu z Kingiem zespół z Ostrowa Wielkopolskiego przystąpi po serii sześciu wygranych meczów na własnym parkiecie. Czy będzie siódmy?
Przekonamy się w czwartek ok godz. 20..