Zaledwie 16 dni upłynęło od pamiętnego wieczoru w Ostrowie Wielkopolskim, gdy Tasomix Rosiek Stal Ostrów sensacyjnie pokonała Anwil Włocławek 104:89, prowadząc po trzech kwartach różnicą aż 31 punktów.
Nawet najzagorzalsi z fanów „Stalówki” zapewne nie spodziewali się, że ich ulubieńców tak szybko stać będzie na kolejny nokaut, tym razem w jeszcze bardziej prestiżowym dla nich starciu ze Śląskiem Wrocław.
Koszykarze Andrzeja Urbana dokonali tego, chociaż trener ostrowian z powodu kontuzji mięśniowej nie mógł skorzystać ze świetnego w ostatnich tygodniach Daniela Gołębiowskiego, a dostępność Luki Sakoty miała się rozstrzygnąć dopiero po przedmeczowej rozgrzewce. Chorwat ostatecznie nie tylko wystąpił, ale również był absolutnym bohaterem wieczoru, w którym Stal znokautowała ostatecznie Śląsk 93:72.
Podobnie, jak w meczu z Anwilem, także w starciu z wrocławianami końcowy wynik nie oddaje dominacji gospodarzy, którzy do przerwy prowadzili już różnicą 21 punktów (52:31), a po 30 minutach ich przewaga jeszcze urosła (76:48).
Wspomniany Sakota już do przerwy zdobył aż 23 punkty, a zarówno pierwszą, jak i drugą kwartę zakończył efektownymi i skutecznymi akcjami. W pierwszej połowie Chorwat trafił pięciokrotnie zza linii 6.75 metra, a przecież rzuty za trzy punkty wcale nie są uważane za jego silną stronę.
Ostatecznie Chorwat zakończył występ z dorobkiem 29 punktów. 16 punktów i aż 6 przechwytów dodał Quan Jackson, a najlepszy mecz w sezonie rozegrał rodak Sakoty, Ante Brzović. Mało przydatny we wcześniejszych spotkaniach rezerwowy center Stali zdobył 18 punktów i zanotował 5 zbiórek.
Zespół z Ostrowa Wielkopolskiego wygrał po raz piąty w bieżącym sezonie i z bilansem 5-6 usadowił się pewnie w środku ligowej stawki.
Z kolei dla Śląska była to czwarta porażka i przy bilansie 7-4 wrocławianie nie wykorzystali szansy na dołączenie do prowadzących w ligowej tabeli drużyn Arki Gdynia, Trefla Sopot i Kinga Szczecin.