Po wstydliwej sobotniej porażce 72:93 w Ostrowie Wielkopolskim, drużyna Śląska wrócili tam, gdzie czują się najlepiej – do Wrocławia, a we wtorkowy wieczór ich koszykarskim domem po raz kolejny była hala Orbita. Od pierwszej minuty hitu dnia w Orlen Basket Lidze zespół Dzików Warszawa pokazywał jednak w zdecydowany sposób, że on z kolei chciałby przedłużyć swoją serię do czterech wygranych z rzędu na ligowych parkietach.
Goście od początku narzucili niezwykle wysokie tempo gry, w którym świetnie czuł się nie tylko najlepszy strzelec ligi Landrius Horton, który do przerwy zdobył 14 punktów, ale także Rivaldo Soares. Znany do tej pory głównie z pracy w defensywie skrzydłowy raz po raz karcił defensywę Śląska i na długą przerwę zszedł z dorobkiem aż 17 punktów.
Podopieczni Ainarsa Bagatskisa starali się dotrzymać tempa gościom, dzięki czemu kibice obejrzeli w tej części bardzo płynne, ofensywne widowisko. Lepiej czuli się w nim jednak ich rywale, którzy na trzy minuty przed końcem drugiej kwarty prowadzili różnicą dziesięciu punktów (39:49). Problemy Śląska pogłębiał fakt, że ich łotewski szkoleniowiec nie miał już w dyspozycji przerwy na żądanie.
Koszykarze Dzików jednak tego nie wykorzystali i po dwudziestu minutach ich zaliczka wynosiła tylko cztery punkty (50:54).
Druga połowa należała już za to zdecydowanie do gospodarzy. Śląsk trzecią kwartę rozpoczął od kilku akcji tyłem do kosza dla Noah Kirkwooda, który z powodu szybko popełnionych trzech przewinień większość pierwszej połowy przesiedział na ławce rezerwowych. Po zmianie stron Kanadyjczyk ogrywał m.in. wspomnianego Soaresa, a udane akcje nakręciły go do tego stopnia, że w drugiej połowie zdobył aż 17 punktów.
Znakomity występ zanotował również jego rodak i kolega z obwodu – Kadre Gray, który zakończył mecz z dorobkiem 23 punktów i 11 asyst, nie popełniając przy tym żadnej straty. 21 punktów i 7 zbiórek dodał z kolei Stefan Djordjević.
Niesiony swoją dobrą grą i dopingiem publiczności Śląsk potrafił po przerwie także odpłacić się rywalom ich własną bronią, czyli punktom zdobywanym po błyskawicznym przeniesieniu piłki na pole ataku.
W tej części spotkania w zespole gości problemy z faulami unieruchomiły Soaresa. Wciąż skuteczny był za to Horton, który zakończył swój występ z dorobkiem 27 punktów, ale często można było odnieść wrażenie, że powinien być w ataku jeszcze częściej wykorzystywany.
Na trzy minuty przed zakończeniem meczu Śląsk prowadził już nawet 107:90, lecz wtedy w grze gospodarzy wdarło się rozprężenie. To nie tylko pozwoliło Dzikom zmniejszyć rozmiary porażki do dziewięciu punktów, ale również w czwartym kolejnym meczu osiągnąć granicę stu zdobytych oczek.
Wrocławski zespół odniósł już ósme ligowe zwycięstwo i z bilansem 8-4 do Świąt usiądzie tylko za plecami Arki Gdynia, która jest jedynym zespołem Orlen Basket Ligi z dziewięcioma zwycięstwami w swoim dorobki. Dziki poniosły za to piątą porażkę, lecz z wynikiem 7-5 wciąż znajdują się w górnej połówce tabeli.