Cały turniej w Sosnowcu zapowiada się bardzo ciekawie, a już w pierwszym meczu czeka nas prawdziwy hit – starcie medalistów poprzedniego sezonu i drużyn, które obecnie w tabeli PLK zajmują drugie i trzecie miejsce.
Energa Trefl Sopot – Legia Warszawa (godz. 18:00, transmisja w Polsacie Sport 3)
To już trzecie bezpośrednie starcie obu drużyn w sezonie 2025/26 i sopocianie przystąpią do niego z dwoma zwycięstwami w swoim dorobku.
Pierwsze z nich odnieśli w półfinale Superpucharu Polski, gdy pokonali aktualnego mistrza Polski 96:82. Najbardziej znaczącym elementem tamtego spotkania była dominacja Trefla w walce o zbiórki, gdyż Mikołaj Witliński z kolegami zebrali aż 21 piłek w ataku. Aż sześciu graczy trójmiejskiej drużyny zdobyło wtedy dwucyfrową liczbę punktów, a najwięcej (18) zanotował Paul Scruggs. Dla pokonanych, 20 „oczek” zdobył wówczas Andrzej Pluta.
W rozegranym w grudniu ligowym spotkaniu to legioniści walkę na tablicy atakowanej wygrali aż 19:8, ale całe spotkanie ponownie zakończyło się ich porażką – tym razem 78:88. Jeszcze 8 minut przed jego zakończeniem wydawało się ono bardzo wyrównane – Trefl prowadził zaledwie 67:66. Kolejne 6 sopocianie wygrali jednak aż 21:3, co rozstrzygnęło losy całego meczu. W tamtym spotkaniu, już po dwóch minutach, Legia straciła z powodu kontuzji Michała Kolendę, a kapitan warszawskiej drużyny dopiero niedawno powrócił do gry
Czy dwie wcześniejsze wygrane wskazują na Trefl w roli faworyta? Niekoniecznie. Od tamtego momentu sopocianie stracili nieco impetu. Po problemach zdrowotnych gorzej grają Kasper Suurorg i Mikołaj Witliński, a trójmiejski zespół problemy ma szczególnie w meczach wyjazdowych, z których wygrał tylko 5 na 10 rozegranych. W miniony weekend Trefl zwyciężył jednak na bardzo gorącym terenie w Wałbrzychu 100:91 i być może to zapowiedź lepszej gry podopiecznych Mikko Larkasa poza Trójmiastem. Sopocianie w Pucharze Polski zagrają bez kontuzjowanego Raymonda Cowelsa.
W ostatniej kolejce cenne wyjazdowe zwycięstwo odniosła również Legia, która pokonała w Ostrowie Wlkp. niepokonaną przez wiele kolejek w swojej hali Stal 83:75. Po powrocie do zdrowia Ojarsa Silinsa trener Heiko Rannula ma do dyspozycji sześciu obcokrajowców. Wciąż leczy się Estończyk Matthias Tass, ale kadra mistrza Polski prezentuje się w tym momencie bardzo solidnie. Warszawianie zaimponowali przeciwko Stali zwłaszcza w strefie podkoszowej, gdzie pozwolili gospodarzom na zdobycie zaledwie 32 punktów, samemu notując ich aż 42.
Walka podkoszowych tercetów: Witliński, Zapała i Goins kontra Thompson, Hunter i Ponsar może okazać się kluczowa dla losów czwartkowego ćwierćfinału.
AMW Arka Gdynia – Górnik Zamek Książ Wałbrzych (20:30, Polsat Sport 3)
Równie dobrych nastrojów nie ma za to w obozach drużyn, które wieczorem rozegrają drugi z meczów 1/4 Pucharu Polski. Oba zespoły wygrały tylko po jednym z czterech ostatnio rozegranych spotkań w Orlen Basket Lidze.
W dużej mierze spowodowane było to problemami kadrowymi. Gra Arki bardzo ucierpiała po kontuzji Einarasa Tubutisa i ewentualny, choć mało prawdopodobny powrót do gry Litwina właśnie w Sosnowcu może okazać się być albo nie być gdynian w całym turnieju. W ich składzie na pewno zabraknie za to Marcusa Weathersa, który nie sprawdził się jako zastępca Tubutisa, a także Courtneya Rameya, z którym także rozwiązano kontrakt.
Amerykański obwodowy, którego latem skuszono znaczącą podwyżką po świetnych występach w Starcie Lublin, w ostatnich tygodniach rozczarowywał i w klubie zdecydowano się z nim rozstać. Następca jest poszukiwany, ale w Sosnowcu na pewno się nie pojawi.
Tak znaczących zmian kadrowych nie ma w Górniku, ale kto wie, czy nie będą one konieczne. W ostatnich dwóch kolejkach nie wystąpił Lovell Cabbil, a na początku 4. kwarty przegranego w niedzielę meczu z Treflem poważnie wyglądającej kontuzji mięśniowej doznał Ike Smith. To nie tylko dwaj najlepsi strzelcy wałbrzyszan – średnio zdobywają łącznie 29.4 punktu – ale także główni kozłujący i podający.
W takiej sytuacji kadrowej obu drużyn przywoływanie wygranego przez Arkę 85:69 spotkania w 1. rundzie wydaje się nie mieć większego znaczenia. Najlepszym strzelcem gdynian w tamtym meczy z 20 zdobytymi punktami był przecież wspomniany Ramey.
O wygranej w czwartek mogą zadecydować ewentualne powroty wcześniej kontuzjowanych koszykarzy do gry, a także umiejętność radzenia sobie z problemami. W ostatnich tygodniach największe Arka miała w strefie podkoszowej, z kolei trenera Górnika Andrzeja Adamka czeka spory ból głowy w zorganizowaniu gry swojej drużyny przy minimalnej liczbie graczy potrafiących grać pod presją z piłką w rękach.