– 2:0 to bardzo niebezpieczne prowadzenie – tym powiedzeniem zasłynął przed laty Czesław Michniewicz, były trener reprezentacji Polski w piłce nożnej.
Przed tygodniem przekonali się o tym koszykarze Anwilu, którzy prowadzili wtedy 2:0 (czytaj: +17) w Gliwicach, po czym dali się rywalom nie tylko rozpędzić, ale nawet w końcówce przegonić.
Wygląda na to, że wnioski z tamtej porażki zostały we Włocławku wyciągnięte. W sobotnim hicie w Gdyni Anwil długo prowadził „1:0”, po czym w ostatnich akcjach nie tylko przypieczętował zwycięstwo 2:0 (po koszykarsku – 97:82), ale też zapewnił sobie lepszy bilans małych punktów w dwumeczu z Arką.
Tak, tak – pomimo wszystkich zawirowań, Anwil (bilans 10-8) ma w tym momencie jedynie o 2 porażki więcej od gdynian (12-6) i na 12 kolejek przed końcem wciąż ma prawo myśleć o przegonieniu ligowej rewelacji na mecie sezonu zasadniczego Orlen Basket Ligi.
Włocławskie Twin Towers
26 punktów, 22 zbiórki, 9 asyst i 0 strat – ta niesamowita linijka nie jest efektem gry jednego gracza (to by dopiero było wydarzenie!), ale połączonych sił Tylera Wahla i Mate Vucicia. W sobotę ten duet kompletnie zdominował strefy podkoszowe. Obie!
Szczególnie w kluczowej 4. kwarcie, w której wspólnie zdobył 14 punktów i zebrał 8 piłek. Od razu wypada zaznaczyć, że ważne akcje wykonywali wtedy także Eric Lockett (zanotował w niej 7 ze swoich 21 punktów) i A.J. Slaughter (8 z 18).
W przypadku Vucicia i Wahla pojęcie „strefy podkoszowej” należy rozumieć dosłownie, gdyż obaj ci gracze niechętnie wychodzą z pomalowanego. Ma to oczywiście też swoje słabe strony, szczególnie w kwestii rozstawienia graczy i wykreowania przestrzeni do gry w ataku (tzw. spacing).
Rzuca się to w oczy, gdy z obwodu z piłką w ręku atakuje Isaiah Mucius.
Takich akcji w sobotnim spotkaniu dałoby się znaleźć jeszcze kilka, ale tego typu minusy nie powinny przesłaniać plusów wspólnej gry włocławskiego duetu.
O postawę pary Vucić – Wahl zapytałem podczas konferencji prasowej trenera Anwilu Ronena Ginzburga. Bardzo mnie zaciekawił fakt, że Izraelczyk konsekwentnie trzymał ich razem. Zarówno na parkiecie, jak i na ławce rezerwowych. Potrafię sobie wyobrazić, że wielu innych szkoleniowców rozdzielałoby ich minuty w ten sposób, by zawsze jeden z nich pozostawał w grze.
– Zdaję sobie sprawę z ich niektórych wad i w przeszłości w swoich zespołach rzeczywiście miałem innych graczy na pozycji „4”. Ale obaj świetnie zbierają, szukają się wzajemnie na parkiecie, a Wahl dał dzisiaj nam sporo asyst. Mam taki właśnie skład osobowy i w tych ramach uznałem, że to będzie dla nas najlepsze rozwiązanie – odpowiedział szkoleniowiec gości.
Wzajemne szukanie się obu tych graczy wyglądało tak.
W meczu przeciwko Arce Wahl i Vucić zagrali wspólnie przez 25 minut i 45 sekund, a Anwil wygrał ten mini-mecz 67:56.
Dodatkowo obaj mieli krótkie momenty, gdy pojedynczo występowali na centrze. „Czwórką” był wtedy Michał Kołodziej. Wahl miał także chwilę gry z Muciusem na pozycji silnego skrzydłowego.
Pod nieobecność kontuzjowanego Einarasa Tubutisa, zagadkowym braku w 2. połowie Kresimira Ljubicicia, a także – mimo 11 zdobytych punktów – mocno takiej sobie postawie Marcusa Weathersa, trzeba jednak poczekać na kolejnych, być może bardziej surowych weryfikatorów włocławskiego duetu.
Być może poprzeczka zostanie zawieszona wyżej już w kolejnej kolejce. Anwil pojedzie wtedy do Dąbrowy Górniczej, a tam w sobotę 7 lutego na Wahla i Vucicia czekać będą Martin Peterka, E,J Montgomery i wspomagający ich Adrian Bogucki.
Całe danie zostanie także przyprawione bardzo szybką koszykówką, którą w zespole MKS wprowadził Artur Gronek.
„To jego sprawka”
Izraelski trener Anwilu w podsumowaniu meczu raczej nikogo nie zszokował stwierdzeniem, że był to najlepszy występ włocławskiego zespołu za jego kadencji,
Mogła za to zaskoczyć jego reakcja, w której pochwalił siedzącego obok Muciusa za obronę na Kamilu Łączyńskim w drugiej połowie.
Do tej pory podczas konferencji prasowych takich gestów ze strony Ronena Ginzburga nie oglądaliśmy.
Doświadczony szkoleniowiec miał faktycznie być prawo zadowolony z gry Muciusa. O ile do przerwy Łączyński zdobył 12 punktów i skutecznie wykorzystywał fakt, że gracze Anwilu starali się bronić akcje typu Pick & Roll bez udzielania pomocy z zewnątrz, to po zmianie stron właśnie m.in. Mucius na kapitana Arki nacisnął tak mocno, że ten nie poprawił już swojego dorobku punktowego, a jednocześnie odbyło się to bez otworzenia się innych zawodników.
Wyłamał się jedynie Jarosław Zyskowski, autor 23 punktów, w tym dwóch „trójek”.
Gdynianie w całym spotkaniu trafili zza linii 6.75 metra 9-krotnie, a – dla porównania – w wygranym meczu we Włocławku uczynili to aż 15-krotnie. Mieli również 2 występy z 14 „trójkami”, a tylko 6-krotnie zakończyli spotkania bieżącego sezonu poniżej 10 celnych rzutów z dystansu.
Włocławek wstrzymał oddech
Debiut nowego zawodnika to zawsze wydarzenie dla kibiców, oczywiście nie tylko tych włocławskich. Nadzieje i oczekiwania względem sprowadzonego koszykarza są jeszcze większe, gdy zastępuje on tak niewyraźnego i trudnego do polubienia zawodnika, jakim okazał się Nijal Pearson. Amerykanina bez żalu, a być może nawet z pocałowaniem ręki, Anwil wytransferował do izraelskiego Maccabi Rishon LeZion.
W jego miejsce błyskawicznie sprowadzono Trevona Allena. Nowy nabytek wylądował w Polsce w piątek, a już 24 godziny później zaprezentował się w Gdyni z dobrej strony.
To, że Amerykanin jest potrafi dużo w grze z piłką i jest w stanie zdobywać punkty na wiele sposobów nie powinno być zaskoczeniem – w końcu potrafił to już 5 lat temu występując w barwach Polpharmy Starogard Gdański.
Dobrze za to rokują takie akcje, jak choćby ta z Kacprem Borowskim, w której Allen pokazał, że będzie karał defensywy rywali, gdyby te chciały zbyt mocno koncentrować się na obronie przeciwko niemu.
Ostatecznie w swoim debiucie Amerykanin trafił 5 z 9 rzutów z gry i zdobył 12 punktów w ciągu niecałych 17 minut.
Jego dorobek mógł być jeszcze bardziej okazały, gdyby nie groźnie wyglądająca sytuacja z początku 4. kwarty, po której Allen nie powrócił już do gry.
– Poinformowano mnie, że to nic groźnego. Mam nadzieję, że się to potwierdzi, gdyż ten zespół miał już w tym sezonie wystarczająco dużo problemów z urazami – tak sytuację zdrowotną swojego nowego zawodnika skomentował Ronen Ginzburg.
Sytuacja zdrowotna Allena ma o tyle duże znaczenie, że w Gdyni zabrakło przecież także kontuzjowanego kapitana Anwilu, Michała Michalaka.