Rzadko zdarza się, żebym „Kulisy” rozpoczynał od pokonanych – GTK przegrał w Zielonej Górze 81:98, ale Ivan Almeida jest akurat postacią, dla której robi się nie takie wyjątki.
Kabowerdeńczyk – ależ za tym słowem się stęskniłem! – powrócił do Orlen Basket Ligi i już w pierwszym swoim występie w barwach zespołu z Gliwic pokazał, że z jego wielkich umiejętności, którymi czarował na polskich parkietach przed laty, zostało jeszcze całkiem sporo.
W 2026 roku Almeida jest graczem na pozycje 3/4, który wciąż lubi i umie grać z piłką, a na parkiecie zwykle podejmuje właściwe decyzje. Mecz w Zielonej Górze zaczął na ławce rezerwowych i niewykluczone, że właśnie w tej roli będzie z niego na stałe korzystał trener Nebojsa Vidić.
Nowy nabytek GTK zmienia zatem Kubę Piślę i Jaidena Delaire’a, ale będą też momenty, w których cała trójka będzie występowała wspólnie. Delaire może w niektórych ustawieniach grać jako „5”, z kolei Piśla może schodzić na pozycję rzucającego. Póki co, w meczu w Zielonej Górze obejrzeliśmy tylko pierwszy z tych wariantów.
Ostatecznie Almeida zakończył występ z 12 punktami. W ciągu 25 minut gry zanotował również 7 zbiórek, 6 asyst, 2 przechwyty, a wszystko to przy zaledwie 1 stracie.
Pochwały w stronę Kabowerdeńczyka częściowo limituje jego wskaźnik „plus/minus” (minus 23) – gorszy od niego w zespole gości był tylko nieskuteczny – zaledwie 4 celne z 13 rzutów z gry, KJ Jackson (minus 25).
Szumert – reaktywacja
5, 6 i 0 – tak wyglądała zdobycz punktowa Jakuba Szumerta w trzech poprzednich spotkaniach Zastalu, które wszystkie zielonogórski zespół rozegrał na wyjeździe. Trener Arkadiusz Miłoszewski na pomeczowej konferencji prasowej ujawnił, że 20-letni podkoszowy walczył w tych meczach nie tylko z rywalami, ale także z chorobą, co nikomu nie pomaga w zaprezentowaniu pełni umiejętności.
Problemem reprezentanta Polski w tych spotkaniach była jednak również młodzieńcza nadgorliwość, która kończyła się zupełnie niepotrzebnymi przewinieniami. Czasami dosłownie kilka sekund po rewelacyjnej akcji w ataku
W meczu przeciwko GTK Jakub Szumert powrócił do formy, do której przyzwyczaił nas w pierwszej części sezonu. W ciągu 28 minut spędzonych na parkiecie nie tylko zdobył 21 punktów, zanotował 6 zbiórek i rozdał 2 bloki, ale także wymusił 7 przewinień rywali, samemu popełniając ich zaledwie 2.
Co najważniejsze, aż 11 z tych punktów zdobył w 4. kwarcie i to w momencie, w którym jego zespół miał spore problemy z grą w ataku.
W tej akurat akcji Zastal zaskoczył rywali zagraniem typu Pick&Pop – Szumert po raz pierwszy w meczu był wtedy ustawiony jako „5”, a na odejście gracza z tej pozycji na obwód po postawionej przez niego zasłonie nie była przygotowana defensywa rywali.
Nic zatem dziwnego, że po meczu mocno chwalił go również szkoleniowiec gliwiczan.
„Maciek, pobudka!”
Chociaż Nebojsa Vidić pracuje z zespołem GTK dopiero od trzech meczów, to wydaje się być ciekawym dodatkiem do Orlen Basket Ligi. Nie mam tylko na myśli jego warsztatu trenerskiego. Nie ulega wątpliwości, że od czasu jego przyjścia zauważalnie podniosła się jakość gry gliwickiej drużyny, ale także zachowania – czy to podczas meczów, czy też w trakcie konferencji prasowych.
Podczas pomeczowych wypowiedzi najbardziej cenię u niego rozliczanie, które Serb przeprowadza względem przedmeczowych założeń. Przeciwko Zastalowi kluczowe miały być zbiórki – w nich GTK poległo aż 29:46, a z 16 zbiórek w ataku gospodarze zdobyli aż 25 punktów, a także punkty z kontrataku. W tym drugim elemencie gliwiczanie wygrali 21:6.
Najbardziej zapamiętam jednak zachowanie Vidicia z połowy 3. kwarty, gdy po faulu Wesleya Gordona na parkiet miał wejść Maciej Bender, ale rezerwowemu środkowemu gości przysnęło się na ławce rezerwowych.
Bezcenny uśmiech
W niedzielnym spotkaniu nie wystąpił Andrzej Mazurczak, który wspólnie ze sztabem trenerskim zdecydował się na odpoczynek w związku z niewielkimi napięciami w plecach.
W wypełnionej prawie 5 tysiącami widzów hali CRS – wielkie brawa za to, goście z Gliwic przez 35 minut postawili na tyle duży opór, że potrzeba było kilku bardzo udanych występów wśród zawodników Zastalu, by jego kibice mogli cieszyć się z kompletu punktów i 10. wygranej w sezonie.
Zastępujący Mazurczaka w roli podstawowego ballhandlera Conley Garrison miał swoje problemy na pierwszej linii frontu – popełnił 4 straty, a jedyny celny rzut z gry zanotował dopiero w 4. kwarcie. Amerykanin rozdał jednak 10 asyst, zebrał 6 piłek i tradycyjnie imponował walecznością.
21 punktów dodał Chavaughn Lewis, który po raz pierwszy wystąpił w wyjściowej piątce – trener Miłoszewski chciał, żeby to on wspomógł Garrisona w organizowaniu gry.
Bardzo dobry występ zanotował również Jayvon Maughmer. Najmłodszy z zielonogórskich obcokrajowców zdobył 19 punktów, co jest jego nowym rekordem na polskich parkietach.
Niektóre z jego rzutów wpadły w ważnych momentach i były obarczone wysokim stopniem trudności.
Nie jest tajemnicą, że Amerykanin przyjechał na jesieni do Zielonej Góry po kilku miesiącach przerwy od mocniejszych treningów i pierwsze zderzenie z europejskim reżimem było dla niego szokiem.
Zresztą, popatrzcie sami na wyraz twarzy Arkadiusza Miłoszewskiego 🙂
Fajnie, że potoczyło się to w ten sposób, że niecałe pół roku później zarówno trener Zastalu, jak i z każdym miesiącem lepszy jego podopieczny mogą swoje trudne początki wspominać z uśmiechem.
Zielonogórski Ekspress z Maughmerem w przedziale i bilansem 10-8 jedzie dalej.
GTK? Niewątpliwie jest mocniejsze niż kilka tygodni temu, ale niespodziewana wygrana Miasta Szkła Krosno w Lublinie 95:87 spowodowała, że beniaminek ma już tylko o jedno zwycięstwo w dorobku mniej od gliwiczan.
Wraca wizja Igrzysk Śmierci!