Mało było w tym meczu momentów, gdy wydawało się, że zakończy się on wygraną gości z Włocławka. Tak było jednak na 4 minuty przed jego zakończeniem, gdy po rzucie z półdystansu skutecznego w sobotę Trevona Allena (19 pkt) Anwil objął prowadzenie 87:86, chociaż jeszcze w połowie 3. kwarty przegrywał różnicą aż 16 punktów (47:63).
Kolejne pięć akcji w ataku w wykonaniu gości było jednak nieudanych, a zejście za 5 fauli Kacpra Borowskiego i Tylera Wahla uniemożliwiło dalszą grę obroną „switch”, jedyny sposób defensywy, który można w wykonaniu Anwilu określić jako wykonywany przyzwoicie.
W pełni wykorzystali to gospodarze – rzuty wolne trafiał Liam O’Reilly (26 pkt, 12/14 za 1), za 3 nie pomylił się Quincy Ford, a ostateczny cios w drodze po wygraną 97:91 zadał Jordan Wright (24 pkt), który w indywidualnej akcji zrobił wiatrak z Michała Michalaka.
Anwil przegrał zatem po raz 11. w sezonie i z bilansem 11-11 traci dwa zwycięstwa do gwarantującego grę w playoff miejsca w czołowej szóstce Orlen Basket Ligi. W bardziej pesymistycznej wersji może go nawet zabraknąć w fazie play-in, do których zakwalifikują się drużyny z miejsc 7-10 po sezonie zasadniczym.
Start odniósł za to 8. zwycięstwo w bieżących rozgrywkach i ma już 5 wygranych zapasu nad ostatnim w tabeli Miastem Szkła Krosno. Z bilansem 8-14 bardzo trudno będzie jednak lublinianom powalczyć o coś więcej niż utrzymanie.